Etykiety

sobota, 5 maja 2012

devil on your back

rozwala mi głowę. przepraszam za brak postów. każdy dzień jest męczący, o jezusie. nawet nie wiecie jak bardzo. dobrze, że w poniedziałek do szkoły, będę mógł zająć czymś umysł.

zacząłem spisywać znowu swoje sny i prowadzić coś w rodzaju pamiętnika. tak dla zabawy. kiedyś się przyda. zwłaszcza że znowu to zrobiłem. łotewa. co z notką? jeśli mam być szczery, to nie mam najmniejszej ochoty myśleć nad czymkolwiek. notki o kościele wrócą, bo nie po to robiłem notatki, by to teraz tak zostawić. tymczasem proponuję chwilę refleksji, ot tak.

Egdar Allan Poe – Alone
From childhood's hour I have not been
As others were; I have not seen
As others saw; I could not bring
My passions from a common spring.
From the same source I have not taken
My sorrow; I could not awaken
My heart to joy at the same tone;
And all I loved, I loved alone.
Then -- in my childhood, in the dawn
Of a most stormy life -- was drawn
From every depth of good and ill
The mystery which binds me still:
From the torrent, or the fountain,
From the red cliff of the mountain,
From the sun that round me rolled
In its autumn tint of gold,
From the lightning in the sky
As it passed me flying by,
From the thunder and the storm,
And the cloud that took the form
(When the rest of Heaven was blue)
Of a demon in my view.
Skończyłem 'American Horror Story'. Refleksje? Nie dzisiaj. Podobało mi się.
Moje myśli stale krążą wokół tego, co obejrzałem. Może nawet zmieniło trochę sam tok mojego myślenia? Ech.
Trochę szkoda, że na kolejny sezon trzeba czekać do jesieni. No cóż. Obejrzę może 'Misfits' w tym czasie.

Jednocześnie bawi mnie fakt, że Ryan Murphy czuwa równocześnie nad pro-szczęśliwym 'Glee' jak i mrocznym, ciężkim 'AHS'. Na tumblrze żartują, że kiedy skończył się ten drugi i nie ma już okazji do torturowania, zabijania i krojenia ludzi, to wyżywa się na bohaterach "Chóru". I nawet nie wiem czy to nie taka znowu głupia teoria.

Wczoraj czekałem na chat online z Darrenem. 
Spóźniłem się może z parę minut, a tu wiadomość, że pokój już pełny. wth.

'And every demon wants his pound of flesh
But I like to keep some things to myself
I'd like to keep my issues drawn
It's always darkest before the dawn'
'I want you to know all about the things I’m dreaming
You’re never gonna know 'cause I’m lost with who I am
'
trochę jak ELO, trochę jak MGMT. lubię.

płyta Mansona w sprzedaży. daj ktoś cztery dychy. :c 
*teoretycznie mógłbym już sobie kupić, ale oczekuję litości ze strony moich rodziców*
+ fryzjer zawitał. mam trochę mniej włosów. coś czuję, że w wakacje pójdzie więcej do ścięcia.
tym bardziej, że jak wczoraj wyszedłem z salonu, to miałem jakieś krótsze i bardziej skręcone te włosy. a dzisiaj praktycznie nie widać różnicy z tym, co było przed ścięciem. ech. trudne sprawy.

o, jeszcze znalezisko. dla nieświadomych: hipermarkety są pełne towarów oznaczonych przeróżnymi nazwami, prawda? to daje nam złudne poczucie wyboru, do kogo nasze pieniądze idą. tymczasem oto najwięksi giganci i ich produkty. :) klik aby powiększyć.


sobota, 28 kwietnia 2012

never can say goodbye

spacer zaliczony. nie dość że gorąco tam jak cholera, to pełno wszędzie panoszących się ludzi, przydupasów, frajerów, etc, etc. nie dało się oczywiście wyjść tak, żeby nikogo nie spotkać. jakżeby inaczej. ech. najchętniej zamknąłbym się w pokoju, pozasłaniał okna, siadł tutaj przy biurku albo gdzieś w kącie i zajął się sobą. niestety nie mogę sobie pozwolić na takie antyspołeczne zachowania. już nie. za dużo mnie to potem może kosztować. po tym wszystkim, ech. stop.

zastanawiałem się od czego zacząć moje "rozkminy". poprzednie - nazwijmy - odkrycia znajdziecie tutaj: klik i klik. być może pojawiły się też wcześniej, ale nie chce mi się już szukać. więc po chwili zastanowienia postanawiam napisać dzisiaj o hitlerze i jego związkach z kościołem. z góry uprzedzam - nie chcę atakować religii. nie jestem przeciwko niej. wręcz przeciwnie, staram się odkryć do kogo od samego początku się modlimy, czym jest modlitwa, czym są bogowie. atakuję jedynie instytucję jaką jest kościół. myślicie, że księża są wcielonym dobrem, bo tak się przyjęło lub mówią wam to w szkole. niestety zawiodę was. kościół jest, kolokwialnie rzecz biorąc, złoczyńcą w białych rękawiczkach. puste słowa? kolejne notki będą bronić mojego zdania. wy już sami zajmiecie się swoimi poglądami. gotowi? to jedziemy.

powszechną prawdą jest, że hitler był ateistą i tak samo jak rosyjscy zaborcy chciał pozbyć się kościoła. jednak te "powszechne prawdy" mają to do siebie, że zwykle przedstawiają najwygodniejsze dla pewnych ludzi informacje. pytanie brzmi: czy hitler naprawdę był ateistą? jaki związek ma kościół z nazistami?


najbardziej banalnym argumentem o pobożności wodza mógłby być fakt (poparty zdjęciami), że zdejmuje on czapkę przed każdym wejściem do kościoła... za słabo? jedziemy dalej.


księża pomagali żydom podczas wojny, czyż nie? i co z tego! tak naprawdę tylko nielicznych (w skali wszystkich ofiar wojny) spotkała kara. jakoś udało się klerykom przeżyć tę wojnę. nawet na terenie niemiec. dlaczego zatem hitler nie likwidował kościoła...? nawet pierwszy rozdział jego książki mówi o tym, że zabijając żydów, powołuje się na boga i biblię. więcej! każdy niemiecki oficer musiał złożyć przysięgę o treści: "W imię Boga wszechmogącego przysięgam lojalnie służyć furherowi".

watykan ma/miał bardzo wspólnego z hitlerem. ówczesny papież - pius XII - nazwał adolfa zbawicielem. symbolika noszona przez papieża przypomina tę, którą nosili naziści (choćby krzyż maltański, który więcej wspólnego ma z pogaństwem niż z jezusem). swoją drogą ten sam papież wraz z kurią rzymską  stają w obronie oskarżonych o zbrodnie przeciw ludzkości. chce ułaskawienia 200 zbrodniarzy hitlerowskich. a to tylko jeden krótki epizod szeroko zakrojonej akcji ratowania hitlerowców przed odpowiedzialnością karną.

ciekawostka: obecny papież należał do hitlerjugend - dosłowne tłumaczenie "młodzież hitlera".





kolejne, dość niebezpieczne wnioski czy przypuszczenia, zostawiam do przemyślenia wam. :)



temat pokrótce opowiedziany, może kiedyś go kontynuuję. tymczasem - chcielibyście coś dodać? :)

EDIT [02.2013]: ciemny okres w moim życiu, nie bierzcie tego tak na serio. huh.


Darren Criss - Not Alone
będę was dręczył nim, huhuhu.
'Oh cause you're here with me
And nothing's ever gonna bring us down
Cause nothing, nothing, nothing can keep me from loving you
And you know it's true'

The Ramones - Blitzkrieg Bop

piątek, 27 kwietnia 2012

don't you want me

ach. od razu mi się humor poprawił jak zobaczyłem od was komentarze. i w ogóle łał. pogoda jest też urocza. aż chciałoby się dać obrazek:



i może nawet posłucham.

wiecie z czego zdałem sobie sprawę? że problem szkoły jest praktycznie zakończony. jesteśmy już po egzaminach, materiału praktycznie nie ma, zostały jakieś dwa-trzy miesiące do wakacji... ach. może parę ocen zdążę jeszcze poprawić, może będzie jeszcze jakiś konkurs, który jakimś cudem udałoby mi się wygrać, może jakąś weekendową pracę udałoby mi się znaleźć. to byłoby niezłe. tak na koniec... no właśnie. wszystko zbliża się do końca, a ja jestem rozdarty między euforią a strachem przed owym. wcześniej byłem chyba bardziej pewny tego, czego chcę. w każdym razie - jak to jest z wami? co wy czujecie przed choćby zbliżającym się końcem szkoły? odwiedza mnie paru rówieśników, więc może też zechcą się wypowiedzieć? (:

w czasie mojej dwumiesięcznej nieobecności ukazał się ostatni odcinek skinsów. rzekomo ostatni-ostatni. żadnej kolejnej generacji, żadnego nowego sezonu. ale powiedzmy sobie szczerze, czy to źle? już ta generacja musiała sporo walczyć, żeby się wybronić. szósty sezon był w sumie ciągłą akcją, pod koniec może znowu zaczęło się to wszystko ciągnąć, ale mimo to myślę, że autorzy odwalili kawał dobrej roboty. uważam, że nie było tu historii czy postaci na miarę pierwszej generacji, ale i tak zapamiętam: Grace, Franky czy człowieka, którego dużo na ekranie nie było, a mimo wszystko zdobył moje uznanie - Alexa. może nawet Mini zapadnie mi w pamięci? ale jeśli mam być z wami szczery, to nie umiem jednoznacznie stwierdzić mojego stosunku do tej generacji. z jednej strony jej nienawidzę, z drugiej uwielbiam. najlepiej samemu zdecydować, po której stronie staniecie. ja umywam ręce.

wciąż oglądam "gloryfikujące homoseksualizm" (sic! taki znalazł się temat na filmwebie) Glee. jestem chyba na czwartym odcinku American Horror Story (na ten egzaminowy tydzień zrobiłem sobie przerwę). obejrzałem wreszcie film: Chatroom, który osobiście polecam. ludzie często piszą, że akcja do bólu przypomina Salę Samobójców, jednak ja się od tych opinii odcinam. tematyka może i podobna, ale historia całkiem inna. poza tym... WIEM! Igrzyska Śmierci! wyczekiwana przeze mnie ekranizacja jednej z moich ulubionych serii książek nie zawiodła mnie. dobrze wykreowany świat, nawet niezłe dobranie aktorów, muzyka, przesłanie, realizacja. ach. na to w sumie czekałem. minusy? być może często wymieniana trzęsąca się kamera, choć osobiście mnie to nie przeszkadzało poza scenami walki, gdzie jedyna reakcja na jaką było mnie stać, to: "OMG KTO JEST KIM, KTO WALCZY, GDZIE ONI SĄ DO CHOLERY, WTF"... no i mimo tego, że akcja i tak dzielnie próbowała trzymać się pierwowzoru, to zabrakło mi paru momentów z książki. suma sumarum ja tam trzymam się swojego i jeśli jeszcze filmu nie oglądałeś, to leć do kina. czym prędzej, tym lepiej. :)

w następnej notce napiszę chyba o moich "rozkminach" dni ostatnich. czyli znowu nawiążę do mojej anty-klerykalnej tudzież anty-kościelnej serii. myślę, że temat warty uwagi. w szkole naprawdę wszystkiego wam nie powiedzą. :)


chciałem o czymś jeszcze napisać, ale kompletnie wyleciało mi z głowy, więc po tej jakże długiej notce (ach, dumny jestem), żegnam się i pozdrawiam.

Glee - Don't You Want Me
I do, I totally do!
taki hicior. czy w wersji glee czy w oryginalnej lubię. :)
Brodka - Varsovie
'I fell in love with the city
At first sight it looked pretty
We used to share the same love for grey
Through the blanket of clouds
It wasn't easy
To be sure that the sun will come back

'Tchaikovsky - Waltz of the Flowers
tęsknie za liczeniem codziennych odwiedzin w okolicach setki. :c
mimo tego, że piszę niby dla siebie a nie pod publikę, to jakoś tak zawsze miło mi było.





+zabawne zdjęcie na koniec. egzaminowo, hehe. sporo zdjęć na tumblrze numer dwa, link w notce wcześniej.

czwartek, 26 kwietnia 2012

still alive

trochę długo zbierałem się do napisania tego posta. dwa miesiące minęły i choć zawsze wszystko jest "jak zwykle", to patrząc w przeszłość, widzę, że trochę się pozmieniało. generalnie: lepiej nie jest i nigdy nie będzie. ale powiedzmy sobie szczerze: kto o to dba? :)

po namyśle muszę stwierdzić, że w tym roku naprawdę wiele rzeczy uległo zmianie. często gardzę sobą za to, że stałem się kimś, kim kiedyś potrafiłem pomiatać. zamiast się rozwijać, stanąłem w miejscu a może nawet zawróciłem. jakbym osiągnął jakiś kres możliwości, a potem odbił się od niego i wrócił z impetem. nie marudzę. stwierdzam suche fakty. miewałem lepsze momenty w życiu, ale no cóż. a jeśli osiągnąłem już kres możliwości intelektualnych, to przyznacie sami, że dość marny żywot przede mną, no nie? tym bardziej, że kres ten okazał się całkiem żałosny.

w kontaktach z ludźmi też już nie jest tak samo. wydaje mi się, że odpowiednio wszystkich od siebie zdystansowałem. tak wydaje się prościej. bez żadnych głębszych relacji. nie chcę nikomu ufać. nie wierzę w ludzi, huh. ale cóż z tego, jeśli w ciągu najbliższego tygodnia pewnie i tak postąpię wbrew słowom? słabo, oj słabo. zresztą sami mnie chyba już trochę znacie, zwłaszcza jeśli odwiedzaliście bloga wcześniej. :)

ja, mnie, mój. jak zwykle mówię tylko o sobie. a co u was? pierwszą rzeczą, którą chcę tu zakomunikować, jest kompletne oburzenie, panno sechmet. usunąć bloga? nic nie powiedzieć? odwiedzam go codziennie z nadzieją na jakąś notkę i codziennie zastanawiam się, co u ciebie słychać. więc jeśli to czytasz, zrób coś. daj jakiś znak. i nie myśl sobie, że o tobie zapomniałem. :) a nath? ktokolwiek z kim utrzymywałem tutaj jakikolwiek kontakt?

swoją drogą mamy dzisiaj ostatni dzień egzaminów gimnazjalnych. w sumie to się powinienem się cieszyć, że mają nas za idiotów, wiecie? przychodzi taki człowiek jak ja - nie powtórzył, nie nauczył się, arogancko (a prędzej bezmyślnie) olał sprawę i... z niczego nie osiągnął wyniku poniżej 80%. *rozkłada nad głową wielki transparent: WTF*. narzekać nie chcę, ale do czego prowadzi takie upraszczanie? kogo oni chcą edukować? bandę idiotów? ...a najgorsze jest w tym, że odpowiedź może być jak najbardziej twierdząca. w końcu ludźmi głupimi łatwiej się steruje. ech. a jakie wyniki osiągnąłem, spytacie? proszę bardzo, oto wstępne wyniki:

polski: 21/22 95% +rozprawka
wos+historia: 28/33 85%
matematyka: 29/30 97%
przyrodnicze: 22/26 85%
angielski podstawowy: 39/40 97%
angielski rozszerzony: 28/30 93% + e-mail

jak napisałem, są to wyniki wstępne - mail i rozprawka mogą dość znacznie zmienić moją sytuację. zakładając jednak, że tak nie będzie i podliczając już teraz punkty na świadectwo, otrzymam wynik 91 punktów. co to oznacza? że teoretycznie już teraz dostałbym się do większości liceów. a do tego dojdą oceny i jakieś inne "bonusiki". śmiesznie. a wam jak poszło?

liceum. jeszcze nie zdecydowałem, które postawię na pierwszym miejscu. klasa dwujęzyczna lub matematyczna. byle z daleka od przedmiotów przyrodniczych. cokolwiek. przyznam, że nie czuję, jakby ten problem tyczył się mnie. może to przez moje styczniowo-lutowe plany? huh. ka-boom na które czekałem. zakładając jednak możliwość niepowodzenia mojego planu, muszę również ustalić plan b, prawda? zostało mi jeszcze parę miesięcy na przemyślenie moich priorytetów. czy ważniejszy jest dla mnie - w pewnym sensie - nowy start czy domniemane lepsze wykształcenie. odpowiedź powinna być prosta. jednak nie jest. myślmyślmyśl.

nowy blogspot trochę mnie przeraża swoją drogą. trochę się w nim gubię jeszcze. zdecydowanie wolałem poprzednią wersję. da się jakoś do niej wrócić? pomóżktokolwiek.

a się rozpisałem. ach ten mózg. he he he. jeśli dalej taka wena będzie, to może nawet wrócę do konkretnych notek. albo nie, nie wierzcie mi. sam w to nie wierzę. więc... miło było. do następnego. (:

i have a fucking crush on him, just sayin. :o
Michael Jackson - Ben
'If you ever look behind
And don't like what you find
There's something you should know
You've got a place to go'
a Owl Vision rekomenduję wszystkie utwory. byle na słuchawkach. tak. również się sobie dziwię, że tego słucham. czasem jest po prostu idealnie "ryjące banię". to wszystko. zresztą sami zobaczcie. (:


zacząłem oglądać 'American Horror Story'. jak nienawidzę horrorów, to ten serial uwielbiam. zna ktoś? :)

tumblr
tumblr 2, czyli trochę wspomnień

środa, 29 lutego 2012

it's like a dark paradise

zawsze uważałem, że jeśli ktoś nie ma nic do powiedzenia, to powinien siedzieć cicho z gębą zamkniętą na trzy spusty, aby przypadkiem nie zawracać komuś (a przede wszystkim mnie) głowy głupotami. więc oto proszę. zamilkłem na blogu, bo tak przecież przystało. i wiem, że nikt nie tęskni. za to ja owszem. zdecydowanie nie jest to zapowiedź powrotu. po prostu brakowało mi tylko tego mojego bełkotu. :)

ostatnia notka została dodana 14 lutego. to ponad dwa tygodnie. czy coś się zmieniło? mogę udzielić odpowiedzi równie twierdzącej jak i przeczającej. parę rzeczy zostało zamkniętych, parę kolejnych czeka na rozwiązanie. a wszystko zmierza ku pięknemu końcowi, jakkolwiek chcecie to rozumieć. czas leci, wiosna tuż-tuż. a za nią grzecznie tuptają egzaminki, a potem ciężkimi, wciąż jeszcze ospałymi krokami wlecze się lato. te wakacje będą wyjątkowe, tego mogę być pewny. jakikolwiek by nie był rezultat moich... postanowień. łotewa. wszystko stało się bardziej klarowne. i w sumie więcej wam wiedzieć nie trzeba. :3

ten rok obfituje mnóstwem koncertów organizowanych w naszym kraju. gunsi, metallica, black sabbath, manson, coldplay i wiele wiele innych. szkoda tylko, że prawdopodobnie na żadnym się nie pojawię. ech. za to jeśli wam się uda na którymś być, to chętnie posłucham opowieści. :) pocieszę się tylko, że slash w maju ma wydać nową płytę, co było cudowną wiadomością dnia przedwczorajszego bodajże. a do tego manson. osom.

swoją drogą nie dało się w tak oczywisty sposób zerwać z nałogiem, jakim był blogspot. musiałem znaleźć zamiennik. żyję na tumblrze, gdyby ktoś pytał. :)

co do obserwujących: miło mi, że spędziliście tutaj trochę czasu. nie usuwajcie mnie jeszcze z tej magicznej listy, bo myślę ostatnio nad jakimś... czymś do napisania i będziecie pierwsi w kolejce do "podziwiania". ach, no i dalej odwiedzam wszystkie blogi, które odwiedzałem wcześniej. uwielbiam was ludzie. huh.


ale pozytywnie, he he he. aż mnie mdli.

w wolnym czasie pousuwam chyba zbędne notki, a zostawię tylko te ciekawsze.
a teraz przede wszystkim zachęcam do czytania opowiadań, mhm.


'Everytime I close my eyes
It's like a dark paradise
No one compares to you
I'm scared that you won't be waiting on the other side'

'I'm fragile but I'm not a fool
I won't hear another word from you
You won't hurt me anymore
You won't hurt me anymore
The hand I held just held me down
It took so long now I know
'

'Life’s too short to even care at all
I’m losing my mind losing my mind losing control
These fishes in the sea they’re staring at me
A wet world aches for a beat of a drum'


'And I know that I’m not
All that you got
I guess that I, I just thought
Maybe we could find new ways to fall apart
But our friends are back
So let’s raise the toast
Cause I found someone to carry me home' 


a się nazbierało tego. tajger w dłoni i jedziemy. czeka na mnie "balladyna", wos i biologia. 
o, jeszcze jutro targi edukacyjne. śmiesznie będzie.

wtorek, 14 lutego 2012

164. break
























trochę bez pardonu przestałem pisać, więc oficjalnie: przerwa. a jeśli się postaram, to będzie koniec bloga. o tak. wielka strata. :)

'I went to god just to see, and I was looking at me
saw heaven and hell were lies
when I'm god everybody dies
can you feel my power?
shoot here and the world gets smaller
can you feel my power?
one shot and the world gets smaller
let's jump upon the sharp swords
and cut away our smiles
without the threat of death
there's no reason to live at all'

niedziela, 12 lutego 2012

163. everything's random






















ja pierdolę.

tak z innej beczki coś o "kumplach":
wczoraj miałem okazję obejrzeć trzeci odcinek skinsów. do gry wchodzi nowy członek ekipy - Alex (grany przez Samuela Jacksona - nie, to nie jest ten znany czarnoskóry aktor). akcja się dość ładnie rozwija, nowa postać z miejsca wskakuje na moją krótką listę interesujących person trzeciej generacji i... generalnie wszystko jest po prostu okej. jak już mówiłem nie jest to poziom początków, ale po tym odcinku mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że... jestem zadowolony. i zobaczymy co dalej. następny odcinek o Franky - o ile czegoś nie spieprzą, to zostanie jedną z najciekawszych i najbardziej złożonych person "nowej rodzinki". zapowiedzi interesujące, więc czekamy. :3

słuchanie w nocy radia popłaca:
'Wieczorem przychodzi do mnie diabeł
Wieczorem przychodzi do mnie diabeł
Dzwoni szklaneczkami, pobrzękuje butelkami
Diabeł, uwierz mi'
 
skinsi tym razem pokazali mi:
pierwsza minuta - muah.

Wszystkiego najlepszego dla Kasi. :)