Etykiety

sobota, 31 grudnia 2011

121. Happy Fuckin' New Year!
















nie będzie żadnej podsumowującej roku notki, nie bawię się w to. rok jak rok. bywało lepiej, wiadomo.  ale nie. nikomu nie dziękuję, nikogo nie przepraszam, niczego nie opisuję. zbyt chaotyczny czas. nieważne. w każdym razie szczęśliwego pieprzonego nowego roku. :)

w obrazkach przewijają się filmy Burtona i jutro chyba zrobię sobie maraton znowu. z Disneyem też bym chętnie spędził parę chwil. i obejrzę po raz 63457634573 'A Very Potter Musical'. polecam w sumie, zabawne. i mój ulubieniec Darren Criss, ftw. nie pytajcie.

o 16.30 wypad z domu. ach. oby było miło.

mam spisane tematy notek, które poruszę w najbliższym czasie. zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Marilyn Manson - Antichrist Superstar
'you built me up with your wishing hell
I didn't have to sell you
you threw your money in the pissing well
you do just what they tell you
REPENT!'

piątek, 30 grudnia 2011

120. I'm not myself, u know.

















trutututu. coś czuję, że się rozpiszę.

nienawidzę tego całego kultu USA. po prostu. nie rozumiem go. nie rozumiem dlaczego sama Polska propaguje ten biedny kraj. tak, tak. jestem tró alternatywny i w ogóle głupi, ech. ale... spróbuję wytłumaczyć, o co mi chodzi. może podzielę to na trzy punkty najczęściej powtarzających się sloganów.

1. Tolerancja.
Pierwszym argumentem dzieciaków lubujących się we wszelkiej maści amerykanizmów *takie coś istnieje?* jest - mniej więcej cytuję - "Polska to taki zacofany kraj.. :// :X sto lat za USA, lol!1!!". Gówno prawda. Nawet dość niedawno było o jakimś homoseksualnym czternastoletnim fanie Lady Gagi, który popełnił samobójstwo, bo miał dość prześladowań. Albo wciąż nie wytępione poniżanie ludzi o czarnym kolorze skóry. Mógłbym zapodać wam mnóstwo przykładów, ale wierzę w Wujka Google. Ale wolicie tego nie widzieć. Wolicie śnić swoim amerykańskim snem. :)

2. Praca.
To jest wspaniały przykład tępoty. Argument, że za pracą trzeba wyjeżdżać do USA. Zapytam krótko: myślicie, że przeciw czemu były te wszystkie ostatnie protesty? Nawet wam odpowiem. Ludzie protestują, bo właśnie nie ma pracy. Bezrobocie rośnie. Wszędzie. Mógłbym powiedzieć "bieda", ale o tym zaraz.

3. Bogactwo.
Myślicie, że pojedziecie tam i nagle kasa zacznie spływać z nieba. Marzycie, żeby tam zamieszkać. A wiecie co? Popatrzcie na statystyki. Średnia wieku bezdomnego wynosi 9 lat. 9 do cholery.

Tylko w USA jest możliwe przejście praktycznie bez rozgłosu pogwałcenia praw obywateli. Nie chce mi się szukać konkretnego zdjęcia, ale to wciąż nawiązując do protestów. Bezbronni (!) studenci siedzący i bodajże związani, a nad nimi policjanci z prawdopodobnie gazem łzawiącym. Nieważne, że ci ludzie nie zrobili nic poza korzystaniem z przywilejów prawa. Nie usłyszałem o tym ani słówka w telewizji, ani nie znalazłem nic w prasie.

Tylko w USA można uznać pizzę za warzywo. Tak. Powtórzę: kongres w Ameryce uznał pizzę za warzywo. :)

Zresztą starczy. Nie chce mi się myśleć nad kolejnymi przykładami. Sam "boom" na ten kraj wykorzystują nawet sieciówki typu New Yorker, wprowadzając t-shirty z flagami oraz motywami typowo amerykańskimi. W każdym razie: nie rozumiem tego kultu. Po prostu. Może jeszcze z perspektywy polityków mógłbym znaleźć uzasadnienie, ale dla zwykłych ludzi z teraźniejszej Polski...?

A wy co o tym myślicie? :)

swoją drogą polecam poza Iluminatami poczytać o Bohemian Grove.
myślę, że to najsensowniejsza notka ostatniego tygodnia. łał.
'Oh Starlight, don’t you cry we gonna make it right before tomorrow
Oh Starlight, don’t you cry we’re gonna find a place where we belong (where we belong)
And so you know, we’ll never shine alone'

środa, 28 grudnia 2011

119. simply: fuck off. :)















tytuł posta powinien wisieć gdzieś na ścianie mojego pokoju jako wielki neon. naprzemiennie ze 'smile'. bo tak.

Przez ostatnie - powiedzmy - dwa tygodnie radziłem sobie wyśmienicie. Na własną odpowiedzialność próbowałem... pozbyć się mojego problemu. Wyleczyć się. Tak w skrócie. Zostałem z Nim sam. Bo tak właśnie miało być. Kiedy zamykam oczy nie wiem czy widzę ciemność, pustkę czy Jego. Jego czającego się w mojej psychice. Stale szeptającego, kąsającego. Jego czekającego na moment słabości. Nie zrozumiecie. Nieważne. Wracając: próbowałem coś ze sobą zrobić. Nie mogłem dopuścić by powtórzyły się pewne incydenty. Poszło wspaniale. Dwa tygodnie spokoju. W którejś notce napisałem, że jestem szczęśliwy. Chyba wtedy zaczęła się ta cała gra. Od tego momentu byłem szczęśliwy. Musiałem być. Nie mogłem sobie pozwolić na wracanie do przeszłości, do myśli na "ten temat". Bałem się. Uśmiechałem się. Powiedziałbym, że gówno o mnie wiecie. Nieprawda. Czytelnicy bloga wiedzą o mnie więcej niż ktokolwiek inny. Czujcie się wyróżnieni przez tę krótką chwilę. Teraz wróćmy do rzeczywistości, gdzie większość z was jest ni mniej ni więcej kupą łajna. Mam chyba tutaj dwie osoby, które naprawdę cholernie szanuję i mam nadzieję, że domyślą się, że to o nich mowa. Ale zgubiłem wątek. Minęły dwa tygodnie. Nie mam siły na więcej, mam ochotę się... wypompować. Bo tak się czuję. Wypchany, napompowany zbędnymi emocjami. Mam ochotę znów pogrążyć się w czeluściach mojego umysłu. Przynajmniej w tej cholernej samotności. Dla realnych znajomych pewnie dalej będę miły. W jakimś tam stopniu. Jak zwykle. Żeby mieć spokój. Chcę poczuć się jak kiedyś. 'Hello darkness my old friend, I've come to talk with you again' podpowiada mi szept. Mhm. Koniec jest blisko, tak myślę. Jakikolwiek koniec musi nadejść. Poof! Ka-boom!

Trochę pierdolenie. Trochę nie umiem panować nad emocjami. Trochę biadolę. Nieważne. Niedługo i tak chyba robię czystki na blogu.

Sylwester w kameralnym gronie. I bardzo dobrze. Jeszcze by tego brakowało bym pijał z jakimiś małymi niedorozwojami. :) Ech, znowu pieprzę o takiej godzinie. Głowa mnie boli. Od tygodnia. Miło.

pisanie opowiadania nie idzie. nawet nie wiem o czym chciałbym pisać.
słyszałem tę piosenkę tysiące razy, ale to jest naprawdę ładne.

wtorek, 27 grudnia 2011

118. 'Hellooo nurse'.















fociefociefocie były. pomogłem Klaudii ogarnąć aparat, najeździłem się po zadupiach, w sumie fajnie było. tak wiem, nie ma to jak fascynujące opowieści. macie focie. tap madl ze mnie, a co. to tyle na dziś. idę popisać chyba bardziej dla siebie. :)


dlaczego takich kreskówek już nie ma? no cóż. zostaje inglisz.