Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą notka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą notka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 sierpnia 2012

my beautiful show

Jeszcze dziesięć dni dzieli nas, drodzy uczniowie, od tej daty. I wszystko jest tak - za przeproszeniem - chujowe, że nawet nie wiem od czego zacząć narzekanie. Bo od tego tu w końcu jestem. Ja - siedzący w swojej prywatnej, ciemnej krypcie. Nosferatu tego żałosnego świata. Jeden z wielu. Chcąc nie chcąc, współ-czuję waszą dzisiejszą niemoralność, głupotę i zacofanie. Naszą. No przecież.

Frustracja rośnie z każdym dniem. A do niej wprost proporcjonalnie narasta ból głowy i wiele innych objawów. Nie czuję się dobrze. Potrzebuję coś zrobić. Więc piszę. Piszę, póki mogę. Piszę, póki nie dowiem się, czy nienawidzę bardziej siebie czy was.

Wakacje się kończą, a ja nie poczułem, żeby się w ogóle zaczęły. Tak szczerze. Kolejne beznadziejne lato, które odejdzie w zapomnienie szybciej niż zdążę mrugnąć oczyma w poniedziałek trzeciego września. Nie zrobiłem nic. Znowu. Wszystko co planowałem... jakby nie wyszło tak, jak chciałem. Ale do tego powinienem się już przyzwyczaić. Ech. Na domiar złego idę do nowej szkoły. O beznadziejności mojego wyboru się już wypowiadałem. Pomińmy więc ten drażliwy temat. Poruszmy gorszy. Nowa szkoła = nowi ludzie. To jest dla mnie najgorsza część tego wszystkiego, wiecie? Ci, co czytają te notki od jakiegoś czasu, zauważyli pewnie, że nie najlepiej radzę sobie w kontaktach z ludźmi... Może źle to ująłem. Radzę sobie wprost koszmarnie. Cieszyłem się, że koszmar gimnazjum się skończył. Wyszedłem stamtąd - powiedzmy na wyrost - żywy. A kto wie, czy nie trafię do czegoś o wiele gorszego? Kolejni ułomni na umyśle przedstawiciele najbrudniejszych otchłani brodzika intelektualnego? For fuck's sake. Nieważne.

Ludzie odchodzą. Nikt nie zostawał ze mną na dłużej, to fakt. Nawet jeśli, to kontakt ten jest dość... zdystansowany, o. Inaczej tego chyba ująć nie potrafię. Wiedziałem to od zawsze, ale... teraz odbieram to trochę inaczej. Nie wiem, co powinienem o tym myśleć. To też jest nieważne. Uznajmy, że to rozwiąże się samo.

Jak na notkę marudy, to mało marudzę. Gdy zacząłem pisać, byłem w nieco bardziej bojowym nastroju. Ale tak szczerze mówiąc, czego się spodziewaliście? Bardziej hejterskie notki pisałem z rok temu. A rok temu byłem kimś innym. Rozwijamy się? Nazwijcie to jak chcecie, ale na rozwój to bynajmniej nie wygląda. Już nie oceniając wyłącznie siebie, gdy patrzę na rówieśników, to myślę, że... coś poszło nie tak. Wielu ludzi zapowiadało się naprawdę dobrze. A tu trach. Okres dojrzewania, tak? Heh. Czytałem kiedyś, że IQ ludzi w moim wieku może ulegać ogromnym zmianom i zawahaniom. Jesteśmy podatni na wpływy. Wszystko zależy od tego, jak będziemy poprowadzeni. Jak sami będziemy się prowadzić. A to jest przeogromny problem.

Mógłbym ponarzekać chociażby na upały, na to jakiego pająka ostatnio musiałem ukatrupić (NEVERMORE, OMG), na brak książek, na moje miasto, po stokroć na siebie. Mógłbym. Ale w tym momencie uważam to za skrajnie pozbawione sensu. Ot, huśtawka emocjonalna.

Pochwalę się jeszcze wizytą u fryjzera. Dość radykalne cięcie, ale jestem w miarę zadowolony. Większy komfort i generalnie myślałem, że będę gorzej wyglądał. Minusy oczywiście też są. Czuję się łyso, nie potrząsam włosami, wyglądam w cholerę młodziej (serio D:) i... no po prostu lubię tą swoją kudłatą czuprynę. Ech. Za parę miesięcy będzie, tak jak było.

To tyle. Odechciało mi się pisać. Idę oglądać. Cokolwiek oglądać. Korzystam z wakacyjnego zaburzenia snu, polegającego na niemożności uśnięcia przed godziną czwartą. Czasem piątą. Czasem szóstą. Uh.


niesamowity teledysk, geniusz.
'I hate you all and somehow you find me…
incredibly charming'
'Now you say you're sorry
For bein' so untrue
Well, you can cry me a river, cry me a river'
'Mister me
Ego queen
Struts around me
All I wanted was
Someone to rely on'

macie. może nie widać tego, jak do końca wyglądają moje włosy, noale.






czwartek, 2 sierpnia 2012

wake up

nie czuję, żeby problem dotyczył mnie. w sumie nie czuję nic. nic konkretnego. urocze uczucie. jest w porządku. na tyle w porządku, że nie potrzebuję nikogo do martwienia się o mnie. jak kiedyś pisałem: akcja-reakcja. krok-tupnięcie. moja scena, wasze widowisko. nie wpłyniecie na moje działania tak, jak nie wpłyniecie na film wyświetlany w kinie.


właśnie dostałem opieprz za spanie do 12. przecież to moja wina że nie mogę spać w nocy, no tak. głupi ja. :) więc co teraz? z pewnością kolejny dzień pełen przygód. a za tydzień wyjazd z babcią. mam nadzieję, że te góry warte są zmarnowania dziesięciu dni. w sumie podoba mi się wizja tego wyjazdu. zawsze coś konkretnego do roboty. obawiam się tylko mojej babci, która za cel postawiła sobie próbę dokarmienia mnie. brr.

założyłem last.fm. link tam gdzieś po prawej. teraz możecie mnie inwigilować jeszcze dokładniej.

nie mam pojęcia, o czym pisać. więc notka napisana dla zasady. ot tak. do wyjazdu coś napiszę. to będzie mój cel. siadam i zaczynam pisać. trzeba ogarnąć resztki mózgu, jakie mi zostały.

środa, 1 sierpnia 2012

summertime sadness


























pro-szczęśliwe zdjęcia, żebyście nie mieli żadnych wątpliwości co do mojego pro-szczęśliwego nastroju. :)

jestem rozdarty między opcją nienawidzenia was wszystkich i skończenia notki w tym miejscu a pisaniem dalej. ale chyba zostanę przy drugim. w końcu to też forma tortur, nie? właśnie teraz dochodzę do super genialnego i jakże błyskotliwego wniosku, że nienawidzę wszystkiego. "nie podchodź bez kija" mode: on.

przeczytałem wczoraj wszystkie notki na tym blogu. wszystkie. od dechy do dechy. byłem świadkiem całej swojej - ujmijmy - transformacji. w życiu bym nie przewidywał, że skończę, jak skończyłem. podziwiam starego siebie za to, co pisałem i jak. szkoda że nawet taką banalną umiejętność zatraciłem gdzieś w czasie tej przemiany. straciłem tak w sumie wszystko. marzenia, aspiracje, plany, kontakty, umiejętności, a przede wszystkim cenny czas, którego nie odzyskam. najgorsze, że tak naprawdę mam to gdzieś. jakąkolwiek wolę walki też straciłem. sad but true. nie wiem, ile jeszcze napiszę notek takich jak te. zawsze to samo. zawsze jak mi źle i niedobrze. żałosne i fascynujące zarazem. fascynujące ze względu na to, że jednak dalej ktoś tu wchodzi. nie ma już takiego boomu jak na początku roku, ale jak na brak notek nie jest najgorzej. no cóż.

panie i panowie, jesteście świadkami mojego nieustannego upadku. i nie mam nic do dodania. jestem żałosnym cieniem człowieka, którym byłem i gardzę sobą jak nigdy. tyle w tym temacie mam do powiedzenia.

kończę czytać "zieloną milę". książka równie cudowna co film. "cmętarz zwieżąt" też polecam. pan King nie zawiódł i tym razem. teraz czeka na mnie powtórka całej serii "harry'ego pottera", trzymajcie kciuki. seriali jak dotąd nie obejrzałem. filmów żadnych chyba też, przynajmniej nie pamiętam nic ciekawego. nie pytajcie, co w takim razie robię. czas mi ucieka między palcami. nie robię nic. naprawdę.

bułgaria? sztywna kadra, tragiczny hotel (niezapomniane przeżycia kulinarne), idiotki drące ryja. plaża, jedna długa ulica, hotele - tak mogę opisać złote piaski. i jeszcze ładny park był. osom. ale wiecie co? mógłbym narzekać godzinami, ale najważniejszy jest fakt, że wszystko to było do przeżycia, gdy się było w dobrym towarzystwie. choć wszyscy wszystkich denerwowali jak cholera, a ja jak zwykle popisałem się niezwykle rozwiniętą umiejętnością życia w społeczeństwie, to... cieszę się, że spędziliśmy ten czas razem. rzygam tęczą ze słodkości tego stwierdzenia, ale no cóż. dziękuję wam w sumie za wszystko. i lepiej będzie, jeśli na tym skończę, nie chcąc już niczego psuć. jesteście cudowni.

za trzy dni upłynie termin mojej najważniejszej obietnicy złożonej samemu sobie. czuję się jak najżałośniejsza osoba na całym globie. nie żartuję. nawet tego nie jestem w stanie zrobić. rzecz niepojęta, jak człowiek potrafi stać się słaby. mogłem zrobić to, kiedy jeszcze miałem odwagę. te wszystkie emocje, które się we mnie kotłowały, tą determinację. przecież to już pół roku. pół roku pieprzenia sobie życia. krok po kroku. znowu zaczynam. stop.

przeraża mnie liceum. przeraża mnie nowa klasa. przeraża mnie powrót do nauki. nie wyobrażam sobie - z moim obecnym brakiem mózgu - siedzenia nad książkami czy myślenia w ogóle. czysta abstrakcja. połowa wakacji za mną, więc czas chyba zacząć się oswajać z tą myślą. oswajać z powrotem do jakiegokolwiek życia. przymus kontaktu z tymi ludźmi rodzi u mnie coś w rodzaju napadów drgawkowych połączonych z chęcią wyzbycia się zawartości żołądka. brr. wszyscy mnie pokochają. z pewnością. a przede wszystkim ja ich. (:

puenty chyba nie będzie. to już tak tradycyjnie w sumie. dochodzę do wniosku, że w moim życiu nic nie ma puenty, więc no... miło się pierdoliło, ale czas kończyć. w sumie nie powiedziałem nic, co chciałem. ale to zrobię. kiedyś muszę. chcę mój mózg z powrotem. chcę moje życie. ja jebę.


'She loves that rock 'n' roll and she plays it all night long
That's all she ever tells me when I call her on the telephone'
'I did what I was told.
Did it to my self,
Did it to my self.
And don't expect anything else.
Cause everybody told me "Shut up"' 
'Tonight I'm gonna have myself a real good time
I feel alive and the world turning inside out Yeah!
And floating around in ecstasy
So don't stop me now don't stop me
'Cause I'm having a good time having a good time'
'I wanna drink until I ache
I wanna make a big mistake
I want blood, guts, and angel cake
I'm gonna puke it anyway'


pozytywnie, heheszki.

środa, 4 lipca 2012

live and let die

wakacje. ile emocji w tym jednym słowie. ile wspomnień, skojarzeń i myśli się z nim wiąże. nieoficjalnie wakacje trwały już co najmniej tydzień u większości z nas, prawda? no cóż. cieszmy się chwilą wytchnienia. nic więcej nam nie zostało.



można na wyrost posilić się o stwierdzenie, że rozpocząłem nowy etap w swoim życiu. koniec znienawidzonego gimnazjum, które przysporzyło mi ogromu problemów natury wszelakiej, z których leczyć się będę prawdopodobnie przez lata. nie warto jednak tego roztrząsać. cieszę się, że to już za mną, że jestem "wolny". szkołę ukończyłem ze zadowalającą średnią 5.06, na świadectwo uzbierałem 164 punkty. przez trzy lata żadnych szczególnych osiągnięć. żadnych zasług. ot, kolejny szary człowiek, który zakończył edukację w sosnowieckim gimnazjum nr 16. moja klasa? poza podobno zachwycającą średnią klasową oscylującą wokół 4.9, niczym pozytywnym nie zaskoczyła. przez chwilę nawet wierzyłem, że na pożegnaniu zrobi się cieplej i milej, wiecie? a porównałbym to raczej do groteskowego spotkania znajomych ofiar wypadku, gdzie nikt nikogo nie zna, nie chce znać i głupio im do kogokolwiek się odezwać. niczym żałoba nad czymś, czego nie było. i to na tyle. okej. nie będę udawał, że czegoś żałuję, ale mimo wszystko byłem zaskoczony brakiem wszechobecnego poruszenia na jakie się zapowiadało. no cóż. miło było poznać.

po wakacjach liceum. wybrałem V LO im. Kanclerza Jana Zamoyskiego w Dąbrowie. dlaczego? nie pytajcie mnie. im bliżej wyniku rekrutacji, tym bardziej wątpię w trafność mojego wyboru. profil dwujęzyczny, co oznacza niektóre przedmioty prowadzone w języku angielskim. co potem? nic. szczerze: nic interesującego po tym profilu mnie nie czeka. chyba że sam sobie rozszerzę ciekawsze przedmioty, co wiąże się z wieloma przeszkodami. sama szkoła dość przeciętna. podobno słynie z atmosfery. no tak, marzę przecież o przyjaznej atmosferze, sprzyjającej poznawaniu innych ludzi. cały ja. dusza towarzystwa... pewnie się zastanawiacie po jaką cholerę w takim razie tam poszedłem. jakim idiotą muszę być. i tutaj również odpowiedzi wam nie udzielę. chciałem pójść do szkoły poza obręb mojego miasta, aby nie przejmować się starym otoczeniem. względnie mi się to może udać. pytanie brzmi: czy było warto?

wakacje. żadnych konkretnych planów. byłem już z rodzinką na trzydniowym wyjeździe nad jezioro żywieckie. niedługo mnie czeka bułgaria, potem w sierpniu wyjazd w beskidy na zadupie, gdzie do najbliższego sklepu jest kilometr drogi. brzmi zachęcająco, nie? wiem. ale to zadupie powinno mi dobrze zrobić. pomniejsze atrakcje pewnie wyjdą w praniu, a rozpisywać się o nich nie wypada. :)

filmy? chyba nic ciekawego nie oglądałem. muszę przez wakacje nadrobić ten zastój. mam już wybranych parę tytułów, które czekają na mnie już od niepamiętnych czasów. to samo z serialami. "Misfits", "Supernatural" - te dwa tytuły z pewnością znajdą miejsce na ekranie mojego komputera. poza tym czym by były wakacje bez książek. poza czekającymi na mnie w formacie pdf interesującymi lekturami (za cholerę nie mogę się przekonać do czytania na ekranie), trzeba zająć się nowo zakupionym "Cmętarzem Zwieżąt" i "Niezbędnikiem ateisty". na razie skończyłem pierwsze sto stron dzieła Kinga, a Mistrz Grozy oczywiście nie zawodzi. :)

czytam to, zastanawiając się, czy potrafię prowadzić nudniejsze życie. siedzę w pidżamie, piję tradycyjnie zieloną herbatę, słucham. wezmę się zaraz za przegląd zdjęć z wyjazdu. zjem obiad. umyję się. może gdzieś wyjdę. marzy mi się spacer na stare zadupia. szkoda tylko, że na myśl o wyjściu robi mi się niedobrze. ech. o iluminatach pisać nie będę, o sytuacji na świecie też nie, notatki o kościele też chyba zostawię w spokoju. marzy mi się opowiadanie. trzymajcie kciuki. do następnego.

na wspomnienie AHS

'I was born bad
But then I met you
You made me nice for a while
But my dark side's true' 
'But you see, it's not me, it's not my family.
In your head, in your head, they are fighting.
With their tanks and their bombs,
And their bombs, and their guns.
In your head, in your head, they are crying... '
'And they try to tell us that we don't belong
But that's alright, we're millions strong
You are my people, you are my crowd,
this is our music, we love it loud'
'Nothing is like, I planned it
so funny I, can't stand it
wish I was made, of granite
"I must be on another planet."'
'Sometimes everything is wrong
Now it's time to sing along' 
'You know I'd rather walk alone, than play a supporting role
If I can't get the starring role.'
'There's no light without a flame,
There's no use in having you to blame.
There's no smoke without fire.
Baby, baby you're a liar.'

tick tock. time is fleeting, my dear. :)

sobota, 5 maja 2012

devil on your back

rozwala mi głowę. przepraszam za brak postów. każdy dzień jest męczący, o jezusie. nawet nie wiecie jak bardzo. dobrze, że w poniedziałek do szkoły, będę mógł zająć czymś umysł.

zacząłem spisywać znowu swoje sny i prowadzić coś w rodzaju pamiętnika. tak dla zabawy. kiedyś się przyda. zwłaszcza że znowu to zrobiłem. łotewa. co z notką? jeśli mam być szczery, to nie mam najmniejszej ochoty myśleć nad czymkolwiek. notki o kościele wrócą, bo nie po to robiłem notatki, by to teraz tak zostawić. tymczasem proponuję chwilę refleksji, ot tak.

Egdar Allan Poe – Alone
From childhood's hour I have not been
As others were; I have not seen
As others saw; I could not bring
My passions from a common spring.
From the same source I have not taken
My sorrow; I could not awaken
My heart to joy at the same tone;
And all I loved, I loved alone.
Then -- in my childhood, in the dawn
Of a most stormy life -- was drawn
From every depth of good and ill
The mystery which binds me still:
From the torrent, or the fountain,
From the red cliff of the mountain,
From the sun that round me rolled
In its autumn tint of gold,
From the lightning in the sky
As it passed me flying by,
From the thunder and the storm,
And the cloud that took the form
(When the rest of Heaven was blue)
Of a demon in my view.
Skończyłem 'American Horror Story'. Refleksje? Nie dzisiaj. Podobało mi się.
Moje myśli stale krążą wokół tego, co obejrzałem. Może nawet zmieniło trochę sam tok mojego myślenia? Ech.
Trochę szkoda, że na kolejny sezon trzeba czekać do jesieni. No cóż. Obejrzę może 'Misfits' w tym czasie.

Jednocześnie bawi mnie fakt, że Ryan Murphy czuwa równocześnie nad pro-szczęśliwym 'Glee' jak i mrocznym, ciężkim 'AHS'. Na tumblrze żartują, że kiedy skończył się ten drugi i nie ma już okazji do torturowania, zabijania i krojenia ludzi, to wyżywa się na bohaterach "Chóru". I nawet nie wiem czy to nie taka znowu głupia teoria.

Wczoraj czekałem na chat online z Darrenem. 
Spóźniłem się może z parę minut, a tu wiadomość, że pokój już pełny. wth.

'And every demon wants his pound of flesh
But I like to keep some things to myself
I'd like to keep my issues drawn
It's always darkest before the dawn'
'I want you to know all about the things I’m dreaming
You’re never gonna know 'cause I’m lost with who I am
'
trochę jak ELO, trochę jak MGMT. lubię.

płyta Mansona w sprzedaży. daj ktoś cztery dychy. :c 
*teoretycznie mógłbym już sobie kupić, ale oczekuję litości ze strony moich rodziców*
+ fryzjer zawitał. mam trochę mniej włosów. coś czuję, że w wakacje pójdzie więcej do ścięcia.
tym bardziej, że jak wczoraj wyszedłem z salonu, to miałem jakieś krótsze i bardziej skręcone te włosy. a dzisiaj praktycznie nie widać różnicy z tym, co było przed ścięciem. ech. trudne sprawy.

o, jeszcze znalezisko. dla nieświadomych: hipermarkety są pełne towarów oznaczonych przeróżnymi nazwami, prawda? to daje nam złudne poczucie wyboru, do kogo nasze pieniądze idą. tymczasem oto najwięksi giganci i ich produkty. :) klik aby powiększyć.


piątek, 27 kwietnia 2012

don't you want me

ach. od razu mi się humor poprawił jak zobaczyłem od was komentarze. i w ogóle łał. pogoda jest też urocza. aż chciałoby się dać obrazek:



i może nawet posłucham.

wiecie z czego zdałem sobie sprawę? że problem szkoły jest praktycznie zakończony. jesteśmy już po egzaminach, materiału praktycznie nie ma, zostały jakieś dwa-trzy miesiące do wakacji... ach. może parę ocen zdążę jeszcze poprawić, może będzie jeszcze jakiś konkurs, który jakimś cudem udałoby mi się wygrać, może jakąś weekendową pracę udałoby mi się znaleźć. to byłoby niezłe. tak na koniec... no właśnie. wszystko zbliża się do końca, a ja jestem rozdarty między euforią a strachem przed owym. wcześniej byłem chyba bardziej pewny tego, czego chcę. w każdym razie - jak to jest z wami? co wy czujecie przed choćby zbliżającym się końcem szkoły? odwiedza mnie paru rówieśników, więc może też zechcą się wypowiedzieć? (:

w czasie mojej dwumiesięcznej nieobecności ukazał się ostatni odcinek skinsów. rzekomo ostatni-ostatni. żadnej kolejnej generacji, żadnego nowego sezonu. ale powiedzmy sobie szczerze, czy to źle? już ta generacja musiała sporo walczyć, żeby się wybronić. szósty sezon był w sumie ciągłą akcją, pod koniec może znowu zaczęło się to wszystko ciągnąć, ale mimo to myślę, że autorzy odwalili kawał dobrej roboty. uważam, że nie było tu historii czy postaci na miarę pierwszej generacji, ale i tak zapamiętam: Grace, Franky czy człowieka, którego dużo na ekranie nie było, a mimo wszystko zdobył moje uznanie - Alexa. może nawet Mini zapadnie mi w pamięci? ale jeśli mam być z wami szczery, to nie umiem jednoznacznie stwierdzić mojego stosunku do tej generacji. z jednej strony jej nienawidzę, z drugiej uwielbiam. najlepiej samemu zdecydować, po której stronie staniecie. ja umywam ręce.

wciąż oglądam "gloryfikujące homoseksualizm" (sic! taki znalazł się temat na filmwebie) Glee. jestem chyba na czwartym odcinku American Horror Story (na ten egzaminowy tydzień zrobiłem sobie przerwę). obejrzałem wreszcie film: Chatroom, który osobiście polecam. ludzie często piszą, że akcja do bólu przypomina Salę Samobójców, jednak ja się od tych opinii odcinam. tematyka może i podobna, ale historia całkiem inna. poza tym... WIEM! Igrzyska Śmierci! wyczekiwana przeze mnie ekranizacja jednej z moich ulubionych serii książek nie zawiodła mnie. dobrze wykreowany świat, nawet niezłe dobranie aktorów, muzyka, przesłanie, realizacja. ach. na to w sumie czekałem. minusy? być może często wymieniana trzęsąca się kamera, choć osobiście mnie to nie przeszkadzało poza scenami walki, gdzie jedyna reakcja na jaką było mnie stać, to: "OMG KTO JEST KIM, KTO WALCZY, GDZIE ONI SĄ DO CHOLERY, WTF"... no i mimo tego, że akcja i tak dzielnie próbowała trzymać się pierwowzoru, to zabrakło mi paru momentów z książki. suma sumarum ja tam trzymam się swojego i jeśli jeszcze filmu nie oglądałeś, to leć do kina. czym prędzej, tym lepiej. :)

w następnej notce napiszę chyba o moich "rozkminach" dni ostatnich. czyli znowu nawiążę do mojej anty-klerykalnej tudzież anty-kościelnej serii. myślę, że temat warty uwagi. w szkole naprawdę wszystkiego wam nie powiedzą. :)


chciałem o czymś jeszcze napisać, ale kompletnie wyleciało mi z głowy, więc po tej jakże długiej notce (ach, dumny jestem), żegnam się i pozdrawiam.

Glee - Don't You Want Me
I do, I totally do!
taki hicior. czy w wersji glee czy w oryginalnej lubię. :)
Brodka - Varsovie
'I fell in love with the city
At first sight it looked pretty
We used to share the same love for grey
Through the blanket of clouds
It wasn't easy
To be sure that the sun will come back

'Tchaikovsky - Waltz of the Flowers
tęsknie za liczeniem codziennych odwiedzin w okolicach setki. :c
mimo tego, że piszę niby dla siebie a nie pod publikę, to jakoś tak zawsze miło mi było.





+zabawne zdjęcie na koniec. egzaminowo, hehe. sporo zdjęć na tumblrze numer dwa, link w notce wcześniej.

środa, 29 lutego 2012

it's like a dark paradise

zawsze uważałem, że jeśli ktoś nie ma nic do powiedzenia, to powinien siedzieć cicho z gębą zamkniętą na trzy spusty, aby przypadkiem nie zawracać komuś (a przede wszystkim mnie) głowy głupotami. więc oto proszę. zamilkłem na blogu, bo tak przecież przystało. i wiem, że nikt nie tęskni. za to ja owszem. zdecydowanie nie jest to zapowiedź powrotu. po prostu brakowało mi tylko tego mojego bełkotu. :)

ostatnia notka została dodana 14 lutego. to ponad dwa tygodnie. czy coś się zmieniło? mogę udzielić odpowiedzi równie twierdzącej jak i przeczającej. parę rzeczy zostało zamkniętych, parę kolejnych czeka na rozwiązanie. a wszystko zmierza ku pięknemu końcowi, jakkolwiek chcecie to rozumieć. czas leci, wiosna tuż-tuż. a za nią grzecznie tuptają egzaminki, a potem ciężkimi, wciąż jeszcze ospałymi krokami wlecze się lato. te wakacje będą wyjątkowe, tego mogę być pewny. jakikolwiek by nie był rezultat moich... postanowień. łotewa. wszystko stało się bardziej klarowne. i w sumie więcej wam wiedzieć nie trzeba. :3

ten rok obfituje mnóstwem koncertów organizowanych w naszym kraju. gunsi, metallica, black sabbath, manson, coldplay i wiele wiele innych. szkoda tylko, że prawdopodobnie na żadnym się nie pojawię. ech. za to jeśli wam się uda na którymś być, to chętnie posłucham opowieści. :) pocieszę się tylko, że slash w maju ma wydać nową płytę, co było cudowną wiadomością dnia przedwczorajszego bodajże. a do tego manson. osom.

swoją drogą nie dało się w tak oczywisty sposób zerwać z nałogiem, jakim był blogspot. musiałem znaleźć zamiennik. żyję na tumblrze, gdyby ktoś pytał. :)

co do obserwujących: miło mi, że spędziliście tutaj trochę czasu. nie usuwajcie mnie jeszcze z tej magicznej listy, bo myślę ostatnio nad jakimś... czymś do napisania i będziecie pierwsi w kolejce do "podziwiania". ach, no i dalej odwiedzam wszystkie blogi, które odwiedzałem wcześniej. uwielbiam was ludzie. huh.


ale pozytywnie, he he he. aż mnie mdli.

w wolnym czasie pousuwam chyba zbędne notki, a zostawię tylko te ciekawsze.
a teraz przede wszystkim zachęcam do czytania opowiadań, mhm.


'Everytime I close my eyes
It's like a dark paradise
No one compares to you
I'm scared that you won't be waiting on the other side'

'I'm fragile but I'm not a fool
I won't hear another word from you
You won't hurt me anymore
You won't hurt me anymore
The hand I held just held me down
It took so long now I know
'

'Life’s too short to even care at all
I’m losing my mind losing my mind losing control
These fishes in the sea they’re staring at me
A wet world aches for a beat of a drum'


'And I know that I’m not
All that you got
I guess that I, I just thought
Maybe we could find new ways to fall apart
But our friends are back
So let’s raise the toast
Cause I found someone to carry me home' 


a się nazbierało tego. tajger w dłoni i jedziemy. czeka na mnie "balladyna", wos i biologia. 
o, jeszcze jutro targi edukacyjne. śmiesznie będzie.

wtorek, 14 lutego 2012

164. break
























trochę bez pardonu przestałem pisać, więc oficjalnie: przerwa. a jeśli się postaram, to będzie koniec bloga. o tak. wielka strata. :)

'I went to god just to see, and I was looking at me
saw heaven and hell were lies
when I'm god everybody dies
can you feel my power?
shoot here and the world gets smaller
can you feel my power?
one shot and the world gets smaller
let's jump upon the sharp swords
and cut away our smiles
without the threat of death
there's no reason to live at all'