Etykiety

sobota, 25 sierpnia 2012

moonlight

dzisiaj nic poza paroma super-słodkimi i mega-interesującymi was fotkami z bieszczad. w rolach głównych ja z kuzynką, heheszki. uczcijmy również minutą ciszy pożegnanie z moimi włosami.

prokrastynacja i umierania ciąg dalszy.






*ok*

rozkmina nad ciastkami *ok again*


a to zdjęcie ewidentnym hitem. ta łapa, heh.

dziękuję Kasi za popołudnie. (:

czego ja słucham. D:
'Love will never be forever
Feeling are just like the weather
January to December'
'Yes, they're sharing a drink they call loneliness
But it's better than drinking alone'

piątek, 24 sierpnia 2012

my beautiful show

Jeszcze dziesięć dni dzieli nas, drodzy uczniowie, od tej daty. I wszystko jest tak - za przeproszeniem - chujowe, że nawet nie wiem od czego zacząć narzekanie. Bo od tego tu w końcu jestem. Ja - siedzący w swojej prywatnej, ciemnej krypcie. Nosferatu tego żałosnego świata. Jeden z wielu. Chcąc nie chcąc, współ-czuję waszą dzisiejszą niemoralność, głupotę i zacofanie. Naszą. No przecież.

Frustracja rośnie z każdym dniem. A do niej wprost proporcjonalnie narasta ból głowy i wiele innych objawów. Nie czuję się dobrze. Potrzebuję coś zrobić. Więc piszę. Piszę, póki mogę. Piszę, póki nie dowiem się, czy nienawidzę bardziej siebie czy was.

Wakacje się kończą, a ja nie poczułem, żeby się w ogóle zaczęły. Tak szczerze. Kolejne beznadziejne lato, które odejdzie w zapomnienie szybciej niż zdążę mrugnąć oczyma w poniedziałek trzeciego września. Nie zrobiłem nic. Znowu. Wszystko co planowałem... jakby nie wyszło tak, jak chciałem. Ale do tego powinienem się już przyzwyczaić. Ech. Na domiar złego idę do nowej szkoły. O beznadziejności mojego wyboru się już wypowiadałem. Pomińmy więc ten drażliwy temat. Poruszmy gorszy. Nowa szkoła = nowi ludzie. To jest dla mnie najgorsza część tego wszystkiego, wiecie? Ci, co czytają te notki od jakiegoś czasu, zauważyli pewnie, że nie najlepiej radzę sobie w kontaktach z ludźmi... Może źle to ująłem. Radzę sobie wprost koszmarnie. Cieszyłem się, że koszmar gimnazjum się skończył. Wyszedłem stamtąd - powiedzmy na wyrost - żywy. A kto wie, czy nie trafię do czegoś o wiele gorszego? Kolejni ułomni na umyśle przedstawiciele najbrudniejszych otchłani brodzika intelektualnego? For fuck's sake. Nieważne.

Ludzie odchodzą. Nikt nie zostawał ze mną na dłużej, to fakt. Nawet jeśli, to kontakt ten jest dość... zdystansowany, o. Inaczej tego chyba ująć nie potrafię. Wiedziałem to od zawsze, ale... teraz odbieram to trochę inaczej. Nie wiem, co powinienem o tym myśleć. To też jest nieważne. Uznajmy, że to rozwiąże się samo.

Jak na notkę marudy, to mało marudzę. Gdy zacząłem pisać, byłem w nieco bardziej bojowym nastroju. Ale tak szczerze mówiąc, czego się spodziewaliście? Bardziej hejterskie notki pisałem z rok temu. A rok temu byłem kimś innym. Rozwijamy się? Nazwijcie to jak chcecie, ale na rozwój to bynajmniej nie wygląda. Już nie oceniając wyłącznie siebie, gdy patrzę na rówieśników, to myślę, że... coś poszło nie tak. Wielu ludzi zapowiadało się naprawdę dobrze. A tu trach. Okres dojrzewania, tak? Heh. Czytałem kiedyś, że IQ ludzi w moim wieku może ulegać ogromnym zmianom i zawahaniom. Jesteśmy podatni na wpływy. Wszystko zależy od tego, jak będziemy poprowadzeni. Jak sami będziemy się prowadzić. A to jest przeogromny problem.

Mógłbym ponarzekać chociażby na upały, na to jakiego pająka ostatnio musiałem ukatrupić (NEVERMORE, OMG), na brak książek, na moje miasto, po stokroć na siebie. Mógłbym. Ale w tym momencie uważam to za skrajnie pozbawione sensu. Ot, huśtawka emocjonalna.

Pochwalę się jeszcze wizytą u fryjzera. Dość radykalne cięcie, ale jestem w miarę zadowolony. Większy komfort i generalnie myślałem, że będę gorzej wyglądał. Minusy oczywiście też są. Czuję się łyso, nie potrząsam włosami, wyglądam w cholerę młodziej (serio D:) i... no po prostu lubię tą swoją kudłatą czuprynę. Ech. Za parę miesięcy będzie, tak jak było.

To tyle. Odechciało mi się pisać. Idę oglądać. Cokolwiek oglądać. Korzystam z wakacyjnego zaburzenia snu, polegającego na niemożności uśnięcia przed godziną czwartą. Czasem piątą. Czasem szóstą. Uh.


niesamowity teledysk, geniusz.
'I hate you all and somehow you find me…
incredibly charming'
'Now you say you're sorry
For bein' so untrue
Well, you can cry me a river, cry me a river'
'Mister me
Ego queen
Struts around me
All I wanted was
Someone to rely on'

macie. może nie widać tego, jak do końca wyglądają moje włosy, noale.






niedziela, 19 sierpnia 2012

runaway

wróciłem z bieszczad dobre parę godzin temu. nie chce mi się spać, pisać w sumie też nie. opowiem coś może w następnym poście. było... dobrze. a teraz pracowity czas przede mną. bardzo pracowity. miłego oglądania. być może jakieś zdjęcia dojdą, nie chciało mi się wszystkich ogarniać. plus dostanę zdjęcia od babci i Oli. więc... część pierwsza tak jakby.

 codzienny widok okna

 widok z Małego Jasła
 kuzynka Ola.







 a to już widok z Jasła.
 w Bieszczadach praktycznie niespotykany - dziewięćsił.

dość kulawa próba stworzenia panoramy ze zdjęć. w drodze na najwyższy szczyt Bieszczad - Tarnicę.





 droga na Tarnicę przez praktycznie połowę czasu wyglądała mniej-więcej tak.
szalony ja, heheszki.
 droga na Tarnicę, cd.
 i znowu.
przedostatnie podejście (według mnie zdecydowanie najgorsze) na "szczyt Bieszczad".
droga z poprzedniego zdjęcia.
 widok z owej drogi.
 tu już ostatni przystanek przed osiągnięciem celu.
prawie Tarnica. krzyż trochę dalej.
 to już widok z samego szczytu. miałem jeszcze zdjęcie z czasem dotarcia, zdjęcie mnie na szczycie i takie tam pierdoły, ale wam litościwie daruję. (:

już w drodze powrotnej, Tarnica w oddali.
 połoniny w drodze powrotnej.
 a po drodze widokiwidokiwidoki.
cd.


to na tyle chyba. jutro może jakaś reszta. dobrej nocy - pozdrawiam o godzinie 04:16.

Galeria Beksińskiego, czyli jedna z najlepszych rzeczy, jakie można obejrzeć, będąc w okolicach Bieszczad. naprawdę.

'Non, je ne regrette rien
Ni le bien qu'on m'a fait
Ni le mal tout ça m'est bien égal'
 
'Take my hand, show me the way, we are the children who can’t be saved.'