Etykiety

poniedziałek, 4 lipca 2011

Non parlo italiano. Part two.



Mirabilandia. Wesołe miasteczko, w którym spędziliśmy półtora dnia. Wspaniała zabawa, rollercoastery, zjeżdżalnie wodne - generalnie mnóstwo atrakcji. A co najlepsze: w cenie podobnej do cen parku chorzowskiego. Też was to bawi? :) Jeśli tylko będziecie mieli okazje tam być - nie myślcie za długo. Wchodźcie i korzystajcie z wszystkiego, co tylko się rusza.


Plaża. Słońce. 30-40 stopni Celsjusza. Ciepła woda. Raj.

Trafiliśmy również na jakiś koncert przed "La Notte Rosa" (odsyłam do wujka google). Panowie grali niesamowicie i cholernie żałuję, że nie poświęciliśmy chociaż tej głupiej chwili na sprawdzenie nazwy zespołu. Mądry Polak po szkodzie.
Stare miasto w Rimini.

siema, spotkanie poobozowe czeka. :) fajne spotkanie, ehe.

tutaj też dodałem drobne opisy.

niedziela, 3 lipca 2011

Non parlo italiano. Part one.

Opowiadanie o tym, jak tam było zajebiście, przekroczyłoby próg możliwości waszej wyobraźni. Daruję sobie tego typu opowieści. Uważam, że to wszystko powinno tam zostać. Więcej - ja powinienem tam zostać. Nic więcej nie mam do powiedzenia.

Dodaję dzisiaj część foci, a później idę kontynuować przeżywanie mojego szoku termicznego. :)

Edit: notatki jako przewodnik po zdjęciach.

Wiedeń. Nic dodać, nic ująć. Niesamowite, bogate i tak znacznie odbiegające od Polskich realiów miasto, o które zahaczyliśmy w drodze do upragnionego Rimini. Żałuję, że dali nam jedynie marną godzinę (może dwie, żadna różnica) na zwiedzanie. Na sam Wiedeń powinni przeznaczyć dodatkowy dzień. 
Z tego miejsca pragnę również pozdrowić miłego pana roznoszącego ulotki, który spytany przeze mnie po angielsku, upierał się na rozmowę "in dojcz". :)
Morka pragnie również pozdrowić pana z toalety (Polaka zresztą), który podejrzewam, że nielegalnie wyciągał kasę od kobiet, nie chcąc ich za darmo wpuścić do środka.

Zimna. Ciekawe czy tu zajrzysz. :3 Swoją drogą zdjęcie z Padwy, gdzie zostaliśmy w trójkę zgubieni przez opiekunów. "Taka tam" przygoda...




San Marino. Nie dodaję żadnego zdjęcia zamku, na którym byliśmy, ani widoku z niego, a już w ogóle przemilczę, że nie zrobiłem zdjęć sklepów. Dlaczego miałbym robić zdjęcia sklepów? Otóż była z nimi ciekawa sprawa. Pomijając, że praktycznie w każdym z nich mówiono po polsku, to w sklepach z alkoholem - wyjątkowo dla Polaków - odbywała się darmowa degustacja. Tak, tak. Witajcie w kraju alkoholików.
Morka proponuje również dopisanie o "winie słodkim jak sprzedawca" (i że to wino nie było pyszne, tylko po polsku "zajebiste"). Moim skromnym zdaniem ten pan nie zasługuje nawet na linijkę tekstu na tym blogu, ale to już moja własna uraza. No bo... jak można nie poczęstować mnie winem? :c
Jak dieta, to dieta, kurde. :3

czwartek, 23 czerwca 2011

Legal murder

'You can support everything else right?

I mean..

Think about Alcohol in large consumption.
Long term cigarette effects.
Prescriptions drug overdose.
Fast Food and your poor heart.

Since I have to explain it:

People couldn't possibly be to blame for their own actions! Of course not. The big companies are definitely the ones to blame! Those murdering bastards.

All things that are legal to get and can kill you in some way, direct or not.

May as well make murder legal too right?'
Podoba mi się ta akcja.
hell yea, legalise murder.
Do zobaczenia za jakieś 10 dni dzieciaki. :)

niedziela, 19 czerwca 2011

"Vincent"

 
  "Lampa rzuca blask przyćmiony i w dół spływa cień zwierzęcy.
Z tego cienia na podłodze duszy mej już żadne ręce
Nie podniosą – NIGDY WIĘCEJ."
"Kruk" Edgar Allan Poe 

wtorek, 14 czerwca 2011

London Calling


'Cause London is drowning, and I live by the river
The Clash - London Calling

ach, Gaba Kulka.