Etykiety

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

moment in paradise

dziękuje Kasi za cudowną pseudo-sesję z dzisiaj. piekielne upały nam nie straszne, tak? słodko. a pojutrze czeka mnie wyjazd w bieszczady. i tak mam dziesięć dni z głowy. potem już tylko odliczanie do września, cholera.

jak dobrze nie myśleć. tak po prostu nie myśleć o niczym.









'She never cried, she only tried
To fly beyond her dreams
No walls around her mind'

sobota, 4 sierpnia 2012

somewhere only we know

robiąc porządki na komputerze, natknąłem się na jakieś niedokończone przemyślenia. data powstania dokumentu wskazuje jeszcze zeszły rok. ciekawe co jeszcze tutaj znajdę. macie i czytajcie. :)



                Gwiazdy. Niedoścignione marzenie ludzkości. Czysta kwintesencja naszej niezmiennie trwającej od zarania dziejów niewiedzy. Tak blisko – wręcz na wyciągnięcie ręki! – a jednak tak daleko. Od kiedy człowiek zaczął używać mózgu do czegoś więcej niż przeciętny szympans, fascynowały go te świetliste punkty. To przecież właśnie Słońcu i Księżycowi przypisywano pierwsze siły boskie. Ba, to od nich narodziły się wszystkie dzisiejsze religie. I kto wie, czy do tego pierwotnego punktu znowu nie zmierzają. Jakby ludzkość nie nazwała swego stwórcy, koniec końców powiela on schemat wiary w słońce. Zresztą czy tak nie byłoby prościej? Pomyślcie. Wszystkie oczy świata codziennie konfrontują się z Bogiem. Że słońce nie tłumaczy naszego powstania? Przepraszam za brak subtelności, ale chcecie mi powiedzieć, że niewidzialny pan robi to lepiej? No właśnie. Poza tym nie chodzi mi o to, kto i jak nas stworzył. Te kwestie pozostawiam do wytłumaczenia nauce. Bardziej ciekawi mnie aspekt…  powiedzmy psychologiczny. Wracając, domniemana wszechmoc boska w jakimś stopniu równa się potędze słońca. Dlaczego? Już starożytni doskonale wiedzieli, że ostatecznie bez tej wielkiej rozgrzanej kuli nie przeżylibyśmy nawet najmniejszej milisekundy. To ona umożliwia nam życie. Nie każe nam być dobrymi – od tego każdy człowiek posiada własne sumienie, moralność, „wewnętrzne ja” – co najwyżej mogłoby nas prosić o bycie ekologicznymi. „Idźcie i głoście światu ekologię” – powiedziała wielka świecąca planeta pierwszym ludziom. No cóż. Za to pytanie o powód rozpoczęcia czci ku słońcu jest raczej zbędne.
                Poza swoistą wiarą w najbliższe gwiazdy, kult planet wykorzystywali między innymi Egipcjanie. Prawe oko Ozyrysa rzekomo symbolizujące słońce, oraz lewe księżyc. Zatrzymajmy się chwilę przy tym niesamowitym kraju. Zdradzę wam, że jestem jednym z tych świrów zafascynowanych sprawą piramid. Kto, jak, dlaczego, dlaczego tutaj – stały zestaw pytań. Ktoś powie, że jemu to na lekcji wytłumaczyli. Mnie też. Tylko trzy czwarte z tego – przepraszam za wyrażenie –  to gówno prawda. Naukowcy aktualnie dalej pracują nad tą łamigłówką. Mnie nie pozostaje nic innego jak polecić przeróżne filmy dokumentalne, reportaże, artykuły, całe książki. W końcu pogdybać zawsze miło. Ale o samych piramidach kiedy indziej. Z kultem planet o krok dalej posunęli się starożytni rzymianie. Mars, Merkury, Wenus, Saturn, Neptun – zaledwie kilka przykładów. To tylko potwierdza nasze trwającego po dziś dzień wielkie zainteresowanie niebem. W kosmosie jak i oni poszukujemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Choć minęły tysiące lat, a my mamy czelność nazywać się „oświeconymi”, dalej pozostajemy głupi. Bez odpowiedzi. I wiecie co? Myślę, że owych nigdy nie mieliśmy poznać. Czy było to z góry zaplanowane (uwaga, wkraczamy w sci-fi) czy też nie. Fakt ten nie zmienia niczego. Mieliśmy pozostać ślepi. Wiedza ostateczna mogłaby nas przerosnąć, zniszczyć, doprowadzić do czegoś gorszego niż nawet nasz własny upadek. Czyż nie byłaby to fantastyczna historia? Przypomnijmy sobie teorię tak zwanych wymiarów. Może chodzi dokładnie o to. Każdy wymiar ma nad sobą wyższy. Każdy wymiar czeka na punkt kulminacyjny – moment odkrycia tajemnicy powstania. Może nawet możliwości stworzenia. Niczym swoiści bogowie. I tak od kwadrylionów lat. Wymiar po wymiarze. Może nawet ci wielcy „bogowie” zachłyśnięci własną potęgą giną, robiąc miejsce własnym tworom? To nawet znalazłoby pewną alegorię w mitologii greckiej. Nie-sa-mo-wi-te. Nie mówcie, że tylko mnie to tak fascynuje? Ech. Choć wizja pasjonująca, to nie odpowiada na żadne z pytań. Rodzi ich jeszcze więcej. No cóż.
                Ciekawi mnie też podobieństwo kosmosu do świata atomów. Czyż nie interesująca jest wizja bycia czymś mniejszym od atomu w czyimś świecie? I na odwrót. Bycie wszechświatem?  Idąc dalej tym tropem, może zamiast szukać odpowiedzi daleko w kosmosie prościej byłoby ich poszukać tuż koło nas?


widzę parę błędów w rozumowaniu, wyobraźnia też chyba zaczynała mnie przerastać.
nieważne.


'This is the last time
That I will show my face
One last tender lie
And then I'm out of this place'

czwartek, 2 sierpnia 2012

wake up

nie czuję, żeby problem dotyczył mnie. w sumie nie czuję nic. nic konkretnego. urocze uczucie. jest w porządku. na tyle w porządku, że nie potrzebuję nikogo do martwienia się o mnie. jak kiedyś pisałem: akcja-reakcja. krok-tupnięcie. moja scena, wasze widowisko. nie wpłyniecie na moje działania tak, jak nie wpłyniecie na film wyświetlany w kinie.


właśnie dostałem opieprz za spanie do 12. przecież to moja wina że nie mogę spać w nocy, no tak. głupi ja. :) więc co teraz? z pewnością kolejny dzień pełen przygód. a za tydzień wyjazd z babcią. mam nadzieję, że te góry warte są zmarnowania dziesięciu dni. w sumie podoba mi się wizja tego wyjazdu. zawsze coś konkretnego do roboty. obawiam się tylko mojej babci, która za cel postawiła sobie próbę dokarmienia mnie. brr.

założyłem last.fm. link tam gdzieś po prawej. teraz możecie mnie inwigilować jeszcze dokładniej.

nie mam pojęcia, o czym pisać. więc notka napisana dla zasady. ot tak. do wyjazdu coś napiszę. to będzie mój cel. siadam i zaczynam pisać. trzeba ogarnąć resztki mózgu, jakie mi zostały.

środa, 1 sierpnia 2012

summertime sadness


























pro-szczęśliwe zdjęcia, żebyście nie mieli żadnych wątpliwości co do mojego pro-szczęśliwego nastroju. :)

jestem rozdarty między opcją nienawidzenia was wszystkich i skończenia notki w tym miejscu a pisaniem dalej. ale chyba zostanę przy drugim. w końcu to też forma tortur, nie? właśnie teraz dochodzę do super genialnego i jakże błyskotliwego wniosku, że nienawidzę wszystkiego. "nie podchodź bez kija" mode: on.

przeczytałem wczoraj wszystkie notki na tym blogu. wszystkie. od dechy do dechy. byłem świadkiem całej swojej - ujmijmy - transformacji. w życiu bym nie przewidywał, że skończę, jak skończyłem. podziwiam starego siebie za to, co pisałem i jak. szkoda że nawet taką banalną umiejętność zatraciłem gdzieś w czasie tej przemiany. straciłem tak w sumie wszystko. marzenia, aspiracje, plany, kontakty, umiejętności, a przede wszystkim cenny czas, którego nie odzyskam. najgorsze, że tak naprawdę mam to gdzieś. jakąkolwiek wolę walki też straciłem. sad but true. nie wiem, ile jeszcze napiszę notek takich jak te. zawsze to samo. zawsze jak mi źle i niedobrze. żałosne i fascynujące zarazem. fascynujące ze względu na to, że jednak dalej ktoś tu wchodzi. nie ma już takiego boomu jak na początku roku, ale jak na brak notek nie jest najgorzej. no cóż.

panie i panowie, jesteście świadkami mojego nieustannego upadku. i nie mam nic do dodania. jestem żałosnym cieniem człowieka, którym byłem i gardzę sobą jak nigdy. tyle w tym temacie mam do powiedzenia.

kończę czytać "zieloną milę". książka równie cudowna co film. "cmętarz zwieżąt" też polecam. pan King nie zawiódł i tym razem. teraz czeka na mnie powtórka całej serii "harry'ego pottera", trzymajcie kciuki. seriali jak dotąd nie obejrzałem. filmów żadnych chyba też, przynajmniej nie pamiętam nic ciekawego. nie pytajcie, co w takim razie robię. czas mi ucieka między palcami. nie robię nic. naprawdę.

bułgaria? sztywna kadra, tragiczny hotel (niezapomniane przeżycia kulinarne), idiotki drące ryja. plaża, jedna długa ulica, hotele - tak mogę opisać złote piaski. i jeszcze ładny park był. osom. ale wiecie co? mógłbym narzekać godzinami, ale najważniejszy jest fakt, że wszystko to było do przeżycia, gdy się było w dobrym towarzystwie. choć wszyscy wszystkich denerwowali jak cholera, a ja jak zwykle popisałem się niezwykle rozwiniętą umiejętnością życia w społeczeństwie, to... cieszę się, że spędziliśmy ten czas razem. rzygam tęczą ze słodkości tego stwierdzenia, ale no cóż. dziękuję wam w sumie za wszystko. i lepiej będzie, jeśli na tym skończę, nie chcąc już niczego psuć. jesteście cudowni.

za trzy dni upłynie termin mojej najważniejszej obietnicy złożonej samemu sobie. czuję się jak najżałośniejsza osoba na całym globie. nie żartuję. nawet tego nie jestem w stanie zrobić. rzecz niepojęta, jak człowiek potrafi stać się słaby. mogłem zrobić to, kiedy jeszcze miałem odwagę. te wszystkie emocje, które się we mnie kotłowały, tą determinację. przecież to już pół roku. pół roku pieprzenia sobie życia. krok po kroku. znowu zaczynam. stop.

przeraża mnie liceum. przeraża mnie nowa klasa. przeraża mnie powrót do nauki. nie wyobrażam sobie - z moim obecnym brakiem mózgu - siedzenia nad książkami czy myślenia w ogóle. czysta abstrakcja. połowa wakacji za mną, więc czas chyba zacząć się oswajać z tą myślą. oswajać z powrotem do jakiegokolwiek życia. przymus kontaktu z tymi ludźmi rodzi u mnie coś w rodzaju napadów drgawkowych połączonych z chęcią wyzbycia się zawartości żołądka. brr. wszyscy mnie pokochają. z pewnością. a przede wszystkim ja ich. (:

puenty chyba nie będzie. to już tak tradycyjnie w sumie. dochodzę do wniosku, że w moim życiu nic nie ma puenty, więc no... miło się pierdoliło, ale czas kończyć. w sumie nie powiedziałem nic, co chciałem. ale to zrobię. kiedyś muszę. chcę mój mózg z powrotem. chcę moje życie. ja jebę.


'She loves that rock 'n' roll and she plays it all night long
That's all she ever tells me when I call her on the telephone'
'I did what I was told.
Did it to my self,
Did it to my self.
And don't expect anything else.
Cause everybody told me "Shut up"' 
'Tonight I'm gonna have myself a real good time
I feel alive and the world turning inside out Yeah!
And floating around in ecstasy
So don't stop me now don't stop me
'Cause I'm having a good time having a good time'
'I wanna drink until I ache
I wanna make a big mistake
I want blood, guts, and angel cake
I'm gonna puke it anyway'


pozytywnie, heheszki.

środa, 4 lipca 2012

live and let die

wakacje. ile emocji w tym jednym słowie. ile wspomnień, skojarzeń i myśli się z nim wiąże. nieoficjalnie wakacje trwały już co najmniej tydzień u większości z nas, prawda? no cóż. cieszmy się chwilą wytchnienia. nic więcej nam nie zostało.



można na wyrost posilić się o stwierdzenie, że rozpocząłem nowy etap w swoim życiu. koniec znienawidzonego gimnazjum, które przysporzyło mi ogromu problemów natury wszelakiej, z których leczyć się będę prawdopodobnie przez lata. nie warto jednak tego roztrząsać. cieszę się, że to już za mną, że jestem "wolny". szkołę ukończyłem ze zadowalającą średnią 5.06, na świadectwo uzbierałem 164 punkty. przez trzy lata żadnych szczególnych osiągnięć. żadnych zasług. ot, kolejny szary człowiek, który zakończył edukację w sosnowieckim gimnazjum nr 16. moja klasa? poza podobno zachwycającą średnią klasową oscylującą wokół 4.9, niczym pozytywnym nie zaskoczyła. przez chwilę nawet wierzyłem, że na pożegnaniu zrobi się cieplej i milej, wiecie? a porównałbym to raczej do groteskowego spotkania znajomych ofiar wypadku, gdzie nikt nikogo nie zna, nie chce znać i głupio im do kogokolwiek się odezwać. niczym żałoba nad czymś, czego nie było. i to na tyle. okej. nie będę udawał, że czegoś żałuję, ale mimo wszystko byłem zaskoczony brakiem wszechobecnego poruszenia na jakie się zapowiadało. no cóż. miło było poznać.

po wakacjach liceum. wybrałem V LO im. Kanclerza Jana Zamoyskiego w Dąbrowie. dlaczego? nie pytajcie mnie. im bliżej wyniku rekrutacji, tym bardziej wątpię w trafność mojego wyboru. profil dwujęzyczny, co oznacza niektóre przedmioty prowadzone w języku angielskim. co potem? nic. szczerze: nic interesującego po tym profilu mnie nie czeka. chyba że sam sobie rozszerzę ciekawsze przedmioty, co wiąże się z wieloma przeszkodami. sama szkoła dość przeciętna. podobno słynie z atmosfery. no tak, marzę przecież o przyjaznej atmosferze, sprzyjającej poznawaniu innych ludzi. cały ja. dusza towarzystwa... pewnie się zastanawiacie po jaką cholerę w takim razie tam poszedłem. jakim idiotą muszę być. i tutaj również odpowiedzi wam nie udzielę. chciałem pójść do szkoły poza obręb mojego miasta, aby nie przejmować się starym otoczeniem. względnie mi się to może udać. pytanie brzmi: czy było warto?

wakacje. żadnych konkretnych planów. byłem już z rodzinką na trzydniowym wyjeździe nad jezioro żywieckie. niedługo mnie czeka bułgaria, potem w sierpniu wyjazd w beskidy na zadupie, gdzie do najbliższego sklepu jest kilometr drogi. brzmi zachęcająco, nie? wiem. ale to zadupie powinno mi dobrze zrobić. pomniejsze atrakcje pewnie wyjdą w praniu, a rozpisywać się o nich nie wypada. :)

filmy? chyba nic ciekawego nie oglądałem. muszę przez wakacje nadrobić ten zastój. mam już wybranych parę tytułów, które czekają na mnie już od niepamiętnych czasów. to samo z serialami. "Misfits", "Supernatural" - te dwa tytuły z pewnością znajdą miejsce na ekranie mojego komputera. poza tym czym by były wakacje bez książek. poza czekającymi na mnie w formacie pdf interesującymi lekturami (za cholerę nie mogę się przekonać do czytania na ekranie), trzeba zająć się nowo zakupionym "Cmętarzem Zwieżąt" i "Niezbędnikiem ateisty". na razie skończyłem pierwsze sto stron dzieła Kinga, a Mistrz Grozy oczywiście nie zawodzi. :)

czytam to, zastanawiając się, czy potrafię prowadzić nudniejsze życie. siedzę w pidżamie, piję tradycyjnie zieloną herbatę, słucham. wezmę się zaraz za przegląd zdjęć z wyjazdu. zjem obiad. umyję się. może gdzieś wyjdę. marzy mi się spacer na stare zadupia. szkoda tylko, że na myśl o wyjściu robi mi się niedobrze. ech. o iluminatach pisać nie będę, o sytuacji na świecie też nie, notatki o kościele też chyba zostawię w spokoju. marzy mi się opowiadanie. trzymajcie kciuki. do następnego.

na wspomnienie AHS

'I was born bad
But then I met you
You made me nice for a while
But my dark side's true' 
'But you see, it's not me, it's not my family.
In your head, in your head, they are fighting.
With their tanks and their bombs,
And their bombs, and their guns.
In your head, in your head, they are crying... '
'And they try to tell us that we don't belong
But that's alright, we're millions strong
You are my people, you are my crowd,
this is our music, we love it loud'
'Nothing is like, I planned it
so funny I, can't stand it
wish I was made, of granite
"I must be on another planet."'
'Sometimes everything is wrong
Now it's time to sing along' 
'You know I'd rather walk alone, than play a supporting role
If I can't get the starring role.'
'There's no light without a flame,
There's no use in having you to blame.
There's no smoke without fire.
Baby, baby you're a liar.'

tick tock. time is fleeting, my dear. :)

sobota, 2 czerwca 2012

potrzebowałem gdzieś zapisać co ciekawsze rzeczy, którymi się ostatnio interesuję. a przy okazji może kogoś zarażę swym - nazwijmy na wyrost - zapałem. uwaga: jeśli teorie spiskowe illuminati to dla ciebie za dużo, zakończ swoje czytanie na tym zdaniu (albo omiń parę nagłówków tekstu). teorie, gdybania, domysły. to wszystko byłoby przezabawne gdyby naprawdę nie nadawało jakiegoś ogólnego sensu. a może... ale to napiszę potem. zawsze mnie bawiło szukanie dziury w całym, a teraz mam z tego prawdziwy ogrom frajdy. dużo bezpośrednio moich myśli tutaj nie znajdziecie, będę prawdopodobnie rzucał pojedynczymi hasłami, linkami, filmikami. jeśli już w jakimkolwiek stopniu kogoś zainteresowałem, to chyba możemy zaczynać. zakładam z góry, że czytający na własną rękę ogarną po części temat iluminatów i NWO i nie zgubią się zanadto w pokładach tekstu.

Astana - miasto Illuminati

"Kazachstan [Astana stała się nową stolicą tego kraju - przyp. moje] to jeden z biedniejszych rejonów na świecie, była Republika Radziecka, biedniejsza niż Ukraina i Białoruś, a na pustyni powstaje super nowoczesne miasto, za grube pieniądze (prawie od zera.)"

Astana filmik i bezpośrednie nawiązania symboliki, również omówione dalej przeze mnie.

"Wszystko wskazuje na to, że to w Kazachstanie, a nie jak wielu sądziło w USA dojdzie do pierwszego - oficjalnego - kontaktu z cywilizacjami pozaziemskimi. Powstanie tam bowiem pierwsza kosmiczna ambasada z lądowiskiem dla spodków i stanowiskiem dla tłumaczy. Nie wiadomo na razie jednak, z jakiego języka.
Republika Kazachstanu w Centralnej Azji - zgodnie z informacjami lokalnej prasy cytowanymi przez portal express-k.kz - już ma wyznaczony plac pod budowę ambasady.

Jest to duże pole w mieście Ałmaty. Ma tam się znajdować - oprócz lądowiska i odprawy dla obcych - hotel dla gości, teatr i stanowisko dla tłumaczy.

Kazachski rząd wierzy, że kontakt z kosmicznymi cywilizacjami jest nieunikniony. Jeśli mieszkańcy republiki będą pierwszymi, którzy powitają obcych, kraj ten może wiele zyskać ? czytamy. Kierujący państwem uważają również, że jest to szansa, aby pokazać światu, że ich kraj prowadzi otwartą na przyszłość politykę."

"W roku 2012 w Kazachstańskim mieście Astana, obfitującym we wszystkie tajemnicze sekrety okultystyczne, ma się zebrać IV Kongres przywódców państwowych i... religijnych, aby obradować dalsze losy naszej planety.

I Kongres odbył się 23-24 września 2003 r. w Astanie.

II Kongres odbył się 12-13 września 2006 r. również w Astanie w specjalnie na ten cel wybudowanym Pałacu Pokoju i Pojednania (ma on kształt piramidy o wysokości 77 [7 była dla masonów i iluminatów liczbą doskonałą - przyp. moje] metrów). Zgromadził on wysokich przedstawicieli najważniejszych religii świata oraz gości z 26 krajów, pod hasłem "Religia, społeczność i międzynarodowe bezpieczeństwo".


III Kongres Liderów Religii Światowych i Tradycyjnych odbywał się w stolicy Kazachstanu - Astanie, od 1 do 2 lipca 2009. Na spotkanie przybyli przedstawiciele 77 grup wyznaniowych z całego świata. Tematem tegorocznego zjazdu była "Rola przywódców religijnych w budowaniu świata opartego na tolerancji, wzajemnym szacunku i współpracy".

IV Kongres już w 2012 roku"

















"Piramida pokoju" (zresztą podobne symbole - w postaci budynków-piramid - prezentujące wyższość elit ponad szarymi masami są porozmieszczane na całym świecie, np.: Pyramid Memphis Area, Pyramid Las Vegas, Pyramid Dubai)


co znajdziemy w środku owej piramidy?


poziom 1: kiedy wchodzimy do środka, wnętrze jest ciemne, przypominające jaskinię. znajduje się tam 'opera house', gdzie nieświadome masy będą zajmowane rozrywką. powierzchnię praktycznie całego sufitu zajmuje obraz słońca. [słońce - uważane za symbol lucyfera, symbol okultystyczny związany z iluminatami przyp. moje]




poziom 2: dokładnie ponad operą. słońce z dołu, to "stół" na górze. co to jest? sala konferencyjna. dla kogo? to właśnie tutaj odbywają się wspomniane spotkania religijne. to wokół tego stołu, wokół słońca, zasiadają największe osobistości świata religijnego. omawiają, jak pogodzić dzielące ich różnice. (po co? znów odsyłam do NWO i New Age). symbolika zresztą jest tu dziecinnie prosta. wszystkie religie wyrosły z pierwotnego kultu słońca. (przemyślenia na temat Lucyfera i jego symbolu są jak najbardziej aktualne).

ten poziom jest też o wiele jaśniejszy. symbolizuje postęp w kierunku ostatecznego óswiecenia. zacząłem opisywać ten poziom słowami, że słońce z dołu, jest tym samym słońcem piętro wyżej. w chwili, gdy ciemny lud zabawiany jest przez rozrywkę w ciemnościach starego świata, Oświeceni rozważają, jak dotrzeć do boskości.


poziom 3, wierzchołek: jest tu dosłownie niebiańsko. okrągłe, przeszklone pomieszczenie opalające się w promieniach słońca. w oknach znajdziemy obrazki przedstawiające białe gołębie, symbolizujące pokój, który nastanie po zjednoczeniu się rządów światowych i religii w imię NWO. wierzchołek reprezentuje ostateczne osiągnięcie światłości.

 
na samym szczycie słoneczne bóstwo oświetla światłych. pięknie, czyż nie?

podział piramidy (najniższa ciemna opera, przejściowa sala konferencyjna i boski wierzchołek) ucieleśniają Pitagorejską wizję świata, która jest studiowana w dzisiejszych społeczeństwach okultystycznych. nie czuję się na siłach do tłumaczenia, więc zacytuję:

"Pythagoras divided the universe into three parts, which he called the Supreme World, the Superior World, and the Inferior World. The highest, or Supreme World, was a subtle, interpenetrative spiritual essence pervading all things and therefore the true plane of the Supreme Deity itself, the Deity being in every sense omnipresent, omniactive, omnipotent, and omniscient. Both of the lower worlds existed within the nature of this supreme sphere."

"The Superior World was the home of the immortals. It was also the dwelling place of the archetypes, or the seals; their natures in no manner partook of the material of earthiness, but they, casting their shadows upon the deep (the Inferior World), were cognizable only through their shadow. The third, or Inferior World, was the home of those creatures who partook of material substance or were engaged in labor with or upon material substance. Hence, this sphere was the home of (…) mankind and the lower kingdoms, those temporarily of the earth but capable of rising above that sphere by reason and philosophy." - Ibid
więc reasumując ta piramida może być czymś o wiele więcej niż zwykłą turystyczną atrakcją. jak już mówiłem - gdybania. 

ale co więcej znajdziemy w owym mieście?


pomnik ten nawiązuje do mitycznego drzewa życia i ptaka szczęścia. Samruk, jak nazwany został ptak, złożył jajko w szczelinie między dwiema gałęziami topoli.

jajko - złoty glob w górnej części pomnika - przedstawia po raz kolejny słońce, symbol najwyższego bóstwa. 

owo "drzewo życia" stanowi kanał, który dusze wykorzystują do opuszczania materialnego i dołączenia do boskiego świata. koncepcja ta jest znana w większości ezoterycznych społeczeństw.



środek kuli: zwrócimy uwagę na dwa dziwne przedmioty. pierwszy to wyżej przedstawiony "przedmiot" z odbitą ręką prezydenta w środku pozłacanego trójkąta. dlaczego? kto wie. jedyne odnalezione przeze mnie nawiązanie to film "Total Recall".


jest to glob wokół którego podpisało się siedemnastu przedstawicieli wyznań. i znowu jestem zmuszony powtórzyć: NWO. (:



filary masońskie: dwa na przedzie i jeden w oddali. czy to może być symbol masoński?


owszem. bliźniacze filary reprezentują dwa filary masonerii: Boaz i Jachin. dokładną symbolikę zostawię w spokoju, odsyłam do wujka google.

"Posadowiony na 20-metrowym betonowym postumencie Khan Shatyr to nie tylko najwyższy namiot na Ziemi, ale i najwyższa budowla miasta stołecznego. Wewnątrz na odwiedzających czekają sklepy, restauracje i kina, a także sztuczna plaża oraz bieżnia. Centrum nie znajduje się pod chmurką, ponieważ Astana leży na półpustynnych stepach. Oznacza to, że tutejsze warunki klimatyczne stanowią dla obywateli prawdziwe wyzwanie. Zimą temperatura spada nawet do minus czterdziestu stopni Celsjusza, a latem termometry pokazują 30 stopni na plusie."
nazywany jest Nowym Jeruzalem.

Te przenośna miejsca kultu, składające się z namiotów, były wykorzystywane przez Żydów w czasach biblijnych. 



Koniec Illuminati?
wszędzie ci iluminaci, a tu nie od tak dawna krąży zapowiedź wielkich aresztowań, w wyniku których miałaby stanąć przed sądem grupa 10 000 ludzi, która rzekomo przez 300 lat miałaby sprawować kontrolę nad systemami finansowymi największych imperiów świata. zarzut: finansowy terroryzm. w poprzedniej części przedstawiłem Iluminatów, New Age, NWO w stricte wizji science-fiction, do czego potem jeszcze nawiążę w dość przekraczający wyobrażenia sposób. a teraz? teraz mamy: iluminatów, masonerię, satanistów i kabalistów, którzy nie są pół-bogami, wysłannikami wyższych cywilizacji. są ludźmi dążącymi do władzy. koniec, kropka. żadnych wyższych ideologii. poprzez kontrolę finansów trzymają władzę w swoich rękach, powoli dążąc do orwellowskiej wizji świata.

Plejadianie - czyli New Age hardkorowo

tutaj nie będę się wypowiadał, zapodam linka do jednej z wielu stron. klik.

moje przemyślenia? numer jeden: mimo że wiele teorii powstawało w różnym czasie, spora część z nich mówi bezpośrednio o 2012 roku. 

numer dwa: wersji o dwunastu włóknach dna nie potwierdza żadna "poważna" strona także... ten tego.
Karty Illuminati

o tym już słyszał chyba każdy. link. że sfałszowane? że do przewidzenia? nie mnie odpowiadać. filmik dość stary, a kolejne przepowiednie się spełniają. ostatnie "proroctwo"? bakteria zjadająca ludzkie ciało:
"Trzy osoby w USA zostały już zainfekowane bakterią Necrotizing Fasciitis, która jeśli dostanie się do ciała przez drobne rany, szybko się namnaża, a jej wydzieliny w postaci toksyn i enzymów powodują gangrenę. Jedyną możliwością usunięcia bakterii jest ucięcie zainfekowanej części ciała.

Aimee Copeland, 24 studentka z Georgii, straciła w ten sposób obie ręce i stopy. Jej życiu wciąż zagraża niebezpieczeństwo. Kolejną ofiarą jest Lana Kuykendall z Połudnowej Karoliny, która dostała infekcji po porodzie. Grozi jej utrata nogi. Trzecią osobą jest Bobby Vaughn, który podobnie jak Aimee znajduje się w szpitalu w Georgii."

czekamy na olimpiadę w londynie oraz nasze polskie euro. :)

a propos olimpiady: poprzeglądajcie sobie stadiony, nie stadiony, różne duperele z tym wydarzeniem związane. symbolika wżera się w oczy.

 Illuminati ogółem


A co tak serio?

koniec paranoi. nie uważam, że cokolwiek z tego jest prawdą. ale równocześnie chcę w to wierzyć. świat byłby o niebo ciekawszy, będąc w rękach ludzi, którzy myślami wyprzedzili pokolenia. będę kontynuował ten wątek ze względu na własne zainteresowanie. tymczasem iluminatów zostawiamy już chyba w spokoju. za to w nagrodę za przerwę bez notek, jadę dalej.

Dawkins wierzący
Wiadomość trudna do uwierzenia. Zatwardziały ateista przyznał, że nie zaprzecza istnieniu Boga. Sens? Who cares. Link. A jednak każdy ma chwile zwątpienia.

Rozmiar wszechświata

Niby nic specjalnego, ale robi ogromne wrażenie. klikklik.

Kod piramid

Niesamowicie ciekawy materiał o starożytnych Egipcjanach, piramidach i tak dalej.  klik

Jak zrozumieć 10 wymiarów - czyli jak fizyka tworzy mindfuck

Nie będę się wypowiadał, nie czuję się na siłach opowiadać czegokolwiek na takie tematy. Jakkolwiek... łał. link

Gdybania ciąg dalszy

Już zostawmy w spokoju tytuł filmiku. Sama idea jest... interesująca. link

Elektrony wiedzą, że są obserwowane

Oglądając kiedyś z siostrą kreskówkę Fineasz i Ferb, usłyszałem zdanie, że oglądanie przebiegu doświadczenia zmienia jego wynik. Uznałem to za głupotę, ot zdanie wypowiedziane na potrzeby fabuły. Później odnalazłem ten filmik i... zaciekawiło mnie to. klik

Idąc dalej tym tropem, modlitwa może wywrzeć skutek w rzeczywistości, tak? "Siła umysłu"? Nie-sa-mo-wi-te jakie możliwości rozwoju posiada ta część nauki.

 Co u mnie?

Na nieszczęście pewnie wielu ludzi wciąż żyję. Jakoś. Kończy się rok szkolny, skończę szkołę ze średnią około 4.9, ostatnie poprawki przede mną. Rok szkolny trwa w tym roku wyjątkowo długo, myślę, że dostanę tam zajoba do tego czasu. Pisałem egzaminy wstępne do klasy dwujęzycznej. Poszły całkiem nieźle, mogę się ubiegać o rekrutację i w ogóle łał. Powinienem się cieszyć czy coś. Ale tego nie robię jeśli chcecie wiedzieć. Nie mam najmniejszej ochoty robienia czegokolwiek. A już na pewno nie zmiany środowiska. O ile obecnego z całego serca nienawidzę, to moje obawy przed nowym kompletnie mnie paraliżują. Zresztą... zacząłem o tej klasie dwujęzycznej. Egzamin zdało 61 osób. A to był dopiero pierwszy termin, będzie tych ludzi jeszcze więcej. Jeśli nie otworzą drugiej klasy o tym kierunku, to życzę powodzenia w tej sieczce. Z załóżmy setki wybrać 26? Powodzenia. Tym bardziej, że na chwilę obecną jestem pewien, że ubiega się o miejsce dwóch laureatów. Zresztą nawet jeśli otworzą dwie klasy, to będzie słabo z tymi ludźmi. Fakt faktem, że o ile nie mylę się w obliczeniach, to będę miał około 150-160 punktów na świadectwie, ale... i tak to się wydaje okropnie mało. Nieważne. Przyszłość jest wciąż niepewna. O tym nie powinienem zapominać.


Skończyło się Glee. Na dodatek w sposób... dość niesatysfakcjonujący. Ech.

SLASH WYDAŁ NOWĄ PŁYTĘ, OMG I'M DYING. IT WAS LIKE: 'OMG, WHAT? I CAN'T EVEN... I LOST MY ABILITY TO EVEN... IT'S JUST...' AND I LOOKED FOR MY HEADPHONES. tutaj cała płyta. 'No More Heroes' chyba moim faworytem.

sobota, 5 maja 2012

devil on your back

rozwala mi głowę. przepraszam za brak postów. każdy dzień jest męczący, o jezusie. nawet nie wiecie jak bardzo. dobrze, że w poniedziałek do szkoły, będę mógł zająć czymś umysł.

zacząłem spisywać znowu swoje sny i prowadzić coś w rodzaju pamiętnika. tak dla zabawy. kiedyś się przyda. zwłaszcza że znowu to zrobiłem. łotewa. co z notką? jeśli mam być szczery, to nie mam najmniejszej ochoty myśleć nad czymkolwiek. notki o kościele wrócą, bo nie po to robiłem notatki, by to teraz tak zostawić. tymczasem proponuję chwilę refleksji, ot tak.

Egdar Allan Poe – Alone
From childhood's hour I have not been
As others were; I have not seen
As others saw; I could not bring
My passions from a common spring.
From the same source I have not taken
My sorrow; I could not awaken
My heart to joy at the same tone;
And all I loved, I loved alone.
Then -- in my childhood, in the dawn
Of a most stormy life -- was drawn
From every depth of good and ill
The mystery which binds me still:
From the torrent, or the fountain,
From the red cliff of the mountain,
From the sun that round me rolled
In its autumn tint of gold,
From the lightning in the sky
As it passed me flying by,
From the thunder and the storm,
And the cloud that took the form
(When the rest of Heaven was blue)
Of a demon in my view.
Skończyłem 'American Horror Story'. Refleksje? Nie dzisiaj. Podobało mi się.
Moje myśli stale krążą wokół tego, co obejrzałem. Może nawet zmieniło trochę sam tok mojego myślenia? Ech.
Trochę szkoda, że na kolejny sezon trzeba czekać do jesieni. No cóż. Obejrzę może 'Misfits' w tym czasie.

Jednocześnie bawi mnie fakt, że Ryan Murphy czuwa równocześnie nad pro-szczęśliwym 'Glee' jak i mrocznym, ciężkim 'AHS'. Na tumblrze żartują, że kiedy skończył się ten drugi i nie ma już okazji do torturowania, zabijania i krojenia ludzi, to wyżywa się na bohaterach "Chóru". I nawet nie wiem czy to nie taka znowu głupia teoria.

Wczoraj czekałem na chat online z Darrenem. 
Spóźniłem się może z parę minut, a tu wiadomość, że pokój już pełny. wth.

'And every demon wants his pound of flesh
But I like to keep some things to myself
I'd like to keep my issues drawn
It's always darkest before the dawn'
'I want you to know all about the things I’m dreaming
You’re never gonna know 'cause I’m lost with who I am
'
trochę jak ELO, trochę jak MGMT. lubię.

płyta Mansona w sprzedaży. daj ktoś cztery dychy. :c 
*teoretycznie mógłbym już sobie kupić, ale oczekuję litości ze strony moich rodziców*
+ fryzjer zawitał. mam trochę mniej włosów. coś czuję, że w wakacje pójdzie więcej do ścięcia.
tym bardziej, że jak wczoraj wyszedłem z salonu, to miałem jakieś krótsze i bardziej skręcone te włosy. a dzisiaj praktycznie nie widać różnicy z tym, co było przed ścięciem. ech. trudne sprawy.

o, jeszcze znalezisko. dla nieświadomych: hipermarkety są pełne towarów oznaczonych przeróżnymi nazwami, prawda? to daje nam złudne poczucie wyboru, do kogo nasze pieniądze idą. tymczasem oto najwięksi giganci i ich produkty. :) klik aby powiększyć.