Etykiety

piątek, 25 listopada 2011

no future

Nie mam chyba pomysłu i chęci na jakąś super-długą, jakkolwiek-mądrą i cokolwiek-znaczącą notkę. Jedyną rzeczą o jakiej napiszę, jest polecenie projektu, w którym uczestniczę.

Proszę państwa, oto przed wami: Hermafrodytyczny plebs

Czymże to jest? Blog grupowy. Kilka osób chcących pisać coś od siebie dla innych. Jak dotąd nawet mi się to podoba, choć osobiście zdążyłem zapisać tylko jedną notkę. Ludzie, z którymi współpracuję, są raczej inteligentni i praktycznie każdy ma do powiedzenia coś interesującego. Taką mam nadzieję. W każdym razie: polecam i zapraszam.
polski: 45/60
angielski: 42/60

poniedziałek, 21 listopada 2011

Bóg jest niczym

"Bóg sam w sobie jest niczym. Jest bez woli, sprawstwa, bez czasu, miejsca, osoby i imion. Staje się on czymś w stworzeniach, tak że tylko poprzez nie dostępuje istnienia". Sebastian Franck
__________________


"Ludzkość nie przedstawia, jak się dzisiaj uważa, rozwoju ku czemuś lepszemu, czy
potężniejszemu, czy wyższemu. „Postęp" jest niczym więcej jak nowoczesną ideą, to znaczy fałszywą ideą. Dzisiejszy Europejczyk stoi pod względem wartości niżej od Europejczyka czasów renesansu; rozwój absolutnie nie jest, mocą jakiejś konieczności, podwyższaniem, podnoszeniem, potęgowaniem.
Stale natomiast, w najróżniejszych miejscach na Ziemi i z najrozmaitszych kultur, wyrastają
pojedyncze egzemplarze, które rzeczywiście Reprezentują typ wyższy: coś, co w porównaniu z ogółem
ludzkości jest swego rodzaju nadczłowiekiem."

"Zwierzę, gatunek, indywiduum nazywam zepsutym, jeśli traci ono swe instynkty, jeśli wybiera,
jeśli preferuje to, co dlań szkodliwe."

F. Nietzsche "Antychryst"
pojęcie edukacji nie nazywajmy irracjonalnej nauki schematów. nie mylmy pojęć.
porządnie napisana notka kiedy indziej. :)

niedziela, 20 listopada 2011

no hope

There's no way out of this dark place
No hope, no future
I know I can't be free
But I can't see another way
I can't face another day

Tell me where, did I go wrong
Everyone I loved, they're all gone
I'd do everything differently
but I can't turn back the time
There's no shelter from the storm
inside of me

_________________________
"Patrzcie, co bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła".
papież Leon X

NWO, gówno wiecie dzieciaki. :)
Massive Attack - Paradise Circus

czwartek, 17 listopada 2011

historia pewnego Fotela

był sobie pewnego razu Fotel, który mieszkał wraz ze swoimi właścicielami w pewnym niedużym miasteczku. kupiony za horrendalnie wysoką cenę, był dumą domu. ładnie wyeksponowany, wyróżniony spośród wszystkich. Fotel był tym, czym go stworzono i ludzie go takiego uwielbiali. lata mijały, a ów mebel stał się już pełnoprawnym członkiem rodziny. nie był już najważniejszy. stał się jak cała reszta wyposażenia domu. śmiał się, rozmawiał, był użyteczny. lecz mimo to zaczynał czuć, że robi nie to, co powinien.

pewnego dnia pan i pani oświadczyli, że będą mieli nowych domowników. z otoczenia Fotela zniknęły znajome twarze. nie było już starego obdrapanego stołu czy wielkiego i wiecznie zepsutego zegara. na ich miejsce zostały przywiezione nowe i pełne kolorów zamienniki. również pokój jakby zmienił barwę i wydał się większy. minęło parę dni, a Fotel zaczynał dawać sobie sprawę, że tu nie pasuje. nie odnajdywał się w nowym otoczeniu i to wszystko zaczynało go przerastać. w głowie zaś kiełkował plan.

postanowił przybrać kolory otoczenia. niczym kameleony, o których słuchał w telewizji wraz z panem. wierzył, że gdy będzie wyglądał jak inni, to będzie mógł przetrwać. bo cóż innego miał zrobić? albo udaje kogoś kim nie jest albo... idzie na śmietnik. państwo odmalowali go na jasnobłękitny kolor. pasował jak ulał.

i tak dni mijały, a Fotel żył udając mebel taki jak inne. śmiał się i płakał, kiedy było trzeba. tak jak życzyli sobie inni. w środku zaś dalej został starym poczciwym fotelem. ciało uwięzione w masce. oto kim był.

nie minęło dużo czasu, a dawne błędy dały się we znaki. farba zaczęła odchodzić od drewna, maska pękała i widzieli to wszyscy. mógł się wciąż uśmiechać, wciąż mógł rozmawiać, ale nikt nie wiedział jak długo. wszyscy za to widzieli rozłam Fotela, chociaż ani jeden z nich nie przypuszczał, jak to się skończy. jedynie Fotel wiedział, że nie czeka go nic poza śmietnikiem - prędzej czy później.


farba się zmywa. zostajesz sam. w którą stronę pójdziesz?

im więcej razy to czytam tym więcej analogii umiem w tym zauważyć. zaskakuję sam siebie. hihi.


pisanie po nocach, to jest to. ehe.
olimpiada zajebista była, nie powiem. takie tylko parę punktów i bym przeszedł.
huhu, pani od religii wciąż myśli, że jestem wierzący. poczułem jakby moje aktorstwo zaliczył level up.
Louis Armstrong - Cabaret



ameryka ma zamiar wprowadzić cenzurę do internetu. coś jak czasy komuny czy chiny. a co w związku z tym? otóż:
śpiewasz covery, które wrzucasz do internetu? pójdziesz siedzieć.
podczas rozmów na kamerce słuchasz muzyki w tle? pójdziesz siedzieć.
chcesz obejrzeć swój ulubiony serial w internecie? zapomnij, bo ten, co go wrzucał już dawno siedzi w pace.
może porno? też o tym nie myśl. z 4chanem, kwejkiem, demotywatorami i z wieloma innymi stronami również się pożegnaj.
oczywiście: jeśli cenzura wejdzie w życie, to na razie w ameryce. (a co za tym idzie, prawdopodobnie zniknie również: fejsbóg (żegnajcie "przyjaciele") i waszkanał (teledyski online)).
a jako, że ta wasza kochana ameryka jest wzorem dla reszty świata, prawdopodobnie podobne działania odbędą się w innych krajach.
każdą stronę będzie można zablokować - tudzież ocenzurować - tylko dlatego, że ktoś wstawił na niej podejrzany link. uroczo? oczywiście.
ftw! bo to się nazywa postęp!

w internecie krąży jakaś petycja, poszukajcie a znajdziecie.
american censorship.

poniedziałek, 14 listopada 2011

holy shit.

Nie mam nic ciekawego do powiedzenia, więc podsumuję nieco olimpiadę.

Huhuhu, wyszło na to, że nawet cholernego teściku nie umiem porządnie napisać. Olimpiada składała się z dziewięciu stron i zawierała pytania z lektury oraz pytania do tekstów. Sprawdzała wiedzę na temat środków stylistycznych i reszty bzdet, których trzeba było się nauczyć. Na końcu zadanie na 1-1,5 strony: charakterystyka Tristana. Całość na 60 punktów, samo ostatnie zadanie na 15. Żeby przejść dalej wystarczy mieć 46 punktów. Niby nic, ale i tak nie wierzę w jakikolwiek sukces. Wyniki pewnie pojawią się do końca tygodnia, o ile nie jutro. Cudownie, wprost cudownie. Ale są i plusy. Powtórzyłem cały materiał z języka polskiego, nie?

Poza tym to chyba jeden z najluźniejszych tygodni w tym roku szkolnym. Radujmy się, woohoo. A już chyba nawet zdążyłem się przyzwyczaić do tego jednego wielkiego dead line'u... Śmieszne, że zdarzało mi się narzekać na "natłok" nauki w pierwszej i drugiej klasie.Wyjątkowo mnie to teraz bawi. :)

Ach, jakże urocze notki ostatnio piszę. Jestem z siebie dumny.

niedziela, 13 listopada 2011

coffeecoffeecoffee, give me more coffee!

Część wczorajszego dnia + część wczorajszej nocy + dzisiejsze parę godzin - to bilans mojej nauki na ten cholerny konkurs. Wiecie co? Zabawna sprawa. Zwykle, gdy w szkole jest jakiś test, wstaję po prostu wcześniej, uczę się te pół godziny do godziny i zwykle umiem. Bynajmniej na oceny jakoś wyjątkowo nie narzekam (poza fizyką, ale przyznajcie sami, że to abstrakcja). Gdy słyszę o tym, że ktoś uczył się cały dzień lub (o zgrozo!) w nocy, to zazwyczaj zastanawiam się, jak wygląda nauka takiej osoby. W każdym razie wróćmy do pierwotnej myśli. Uczę się teraz ten dłuższy czas i gdy patrzę na "olimpijski" materiał ogarnia mnie przerażenie i niesmak. Dlaczego? Bo wciąż odnoszę wrażenie, że nic nie umiem. No jak tu nie dostać "zajoba"? Najgorsze jest to, że wciąż bezmyślnie się nakręcam. Myślę o tym w sposób, jakby od wyników zależało czyjeś życie. Tak, uświadamiam to sobie, a mimo to nie umiem przestać się stresować. Śmiesznie. Śmiesznie będzie, jak dostanę 20pkt. O tak.

Później chyba 24 listopada jest olimpiada z angielskiego, ale tym się jakoś wyjątkowo nie martwię. Wydaje mi się, że język albo się umie albo nie. Poza tym podejrzewam, że egzaminy z angielskiego  będą banalne, więc wisi mi to czy uda mi się przejść czy też nie.

Śmieszy mnie, że piszę taką notkę, bo to zdecydowanie nie w moim stylu, ale... poczułem taką potrzebę. Cóż...

Idę po drugi kubek kawy i czekoladę.

Tam na górze mój rysunek. Huhu, talencior bez dwóch zdań, co nie dzieciaki?

sobota, 12 listopada 2011

i'm over you. deal with it.

coś nadchodzi, ale to chyba jeszcze nie ten czas.
zakuwamyzakuwamyzakuwamy, a i tak pewnie nic nie będę w poniedziałek umiał...