Etykiety

wtorek, 19 stycznia 2016

tu i teraz

ileż ja się w życiu natworzyłem. siebie, światów, słów, tekstów, zachowań, metod, życia, historii i emocji. osiągnąłem naprawdę wiele i ta myśl dziś mi przyświeca. mam dzień refleksji nad każdą ze stworzonych rzeczy. jestem dumnym ojcem historii, które kiedyś będą miały znaczenie. tymczasem każdy produkt mojego myślenia muszę unicestwiać. rozproszyć. rozkruszyć przed tworzeniem nowego. mam wrażenie, że szukam podświadomie doskonałości w tym wszystkim. tego czegoś, co będzie pasować do modelu mojej głowy. staram się walczyć ze swoimi słabościami, ale emocje dalej trzymają w mocnym uścisku najważniejsze chwile. nie umiem się wyswobodzić z ciasnej klatki własnej osobowości, tej realnej, tej pierwszej. to niczym skorupa, którą kiedyś trzeba rozbić. kokon, z którego trzeba się wygrzebać po przemianie.


nie jestem pewny, co się dzieje. przerwałem swoje studiowanie, twierdząc, że to nie jest to - mimo że interesuje mnie to jak diabli. zabawne. zmieniam pracę. nie chcę stać w miejscu, chcę czuć jak najwięcej, poznać, stworzyć. nie potrafię ustać w jednym miejscu. (a może wręcz przeciwnie? wszystko zależy od naszej głowy). znowu otwieram się na ludzi a co za tym idzie staram się wrócić do przyjemniejszej części siebie. nawet nie muszę się starać. jakoś tak... zaczęło mi zależeć na wielu rzeczach. ale dosyć biadolenia. bardziej, więcej, mocniej.



czytam. sporo czytam. kończę drugi raz zaliczony "portret doriana graya" oscara wilde'a - moja biblia. każdy, kto czytał, wie chyba, o czym mówię. książka doskonała. książka, która wpływa na całe życie. przejmuje je, otwiera oczy, po prostu jest... czymś! więcej rekomendacji mam nadzieję, że nikomu nie trzeba. nie czytam byle czego - a już na pewno niewiele rzeczy, cholera, wyznaję w jakimś sensie. chapeau bas!
przeczytałem tomik wierszy stachury. mimo że sporej części nie mogłem zrozumieć ze względu na groteskowy język, jestem zadowolony. parę ciekawych rzeczy znalazłem.
kontynuowałem 'w drodze' kerouaca, ale - jak kocham pokolenie bitników - tak jakoś ciężko mi się wczuć w tę książkę. nie wiem, z czym to jest związane. może dalej będę w stanie się lepiej zapaść w podróż.
kolejną pozycją będzie gombrowicz. pożeram te książki jak szalony.



filmy? 'totalne zaćmienie' o życiu poety arthura rimbaulda. arthur mógłby być moim kolejnym alter ego. o ile sama historia nie każdego porwie (a mnie poruszyła na osobistych poziomach), tak postać poety jak i filozofia prezentowana są po prostu fenomenalne i inspirujące. poza tym młody leonardo dicaprio... no wiecie. :)
'the riot club'. film całkiem nowiusieńki, który obejrzałem z polecenia. opowiada o stworzonym - na podstawie rzeczywiście istniejącego - klubie dla wyjątkowych chłopaków z oxfordu. wyjątkowych znaczy tyle co obrzydliwie bogatych i z ciągotkami do dobrej zabawy. film miał typowo moralizatorski wydźwięk aczkolwiek warta uwagi jest końcówka filmu, która daje do myślenia. w sumie to nie spoiler, więc powiem wam, że zacząłem się zastanawiać ile z dzisiejszych dostojnych panów na wysokich stanowiskach  ma jakieś poważne zbrodnie na sumieniu a wystarczyło mu pochodzenie z bogatej rodziny, by wszystko ucichło. no i nie zaprzeczę jednemu - fascynująca wizja bycia jednym z tym chłopaków. pieniądze i piękno są władzą absolutną.
'naked lunch' na podstawie książki williama burroughsa (również bitnika). tego nie da się opisać słowami. to jest długa, bardzo kręta, szalona przejażdżka po meandrach ludzkiego umysłu. nawet nie wiem, czy to komukolwiek polecam. mózg wypłynął mi uchem, zaczął pełznąć w kierunku wyjścia, ale ostatecznie przechwycił go wielki robak, który był maszyną do pisania. tak. naprawdę tak było.










skończył się kolejny sezon american horror story. ostatni odcinek był żartem, którego nawet nie będę komentować. cały sezon miał spory potencjał i został zrównany z ziemią. po prostu. czuję second hand embarrassment w stosunku do twórców.
za to nowy sezon sherlocka zachwyca. czekam na więcej.






chyba kończę pisać. widzę, że mimo ogromnej ilości pochłanianych przeze mnie kulturalności oraz miliona myśli, które przeobraziłem w jakieś instynkty, nie umiem wyrazić siebie. poukładam to, naprawię. i wrócę tu znów.

poza tym tęskno mi. ale to chyba jasne.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz