Etykiety

czwartek, 10 grudnia 2015

myśli dziwaczne

"brudnoczarny bezsens w  mojej głowie się tworzy. ta obślizgła klucha miesza się tutaj i wije, i spowija bogu winne dziecko rozsądku, bezbronny sens. macki tej kreatury pełzną wszędzie - zasłaniają oczy, usta. już dawno położyły łapę na pałacu motywacji. w moim łbie pozostają tylko jakieś marne nie-do-słowia."

trochę rozwinięta treść mojej wymiany wiadomości, bo jakoś podoba mi się ten styl pisania. 

jakoś ciemniej i chłodniej tutaj - typowa zima u mnie mógłbym rzec. choć tak typowa nie jest. pierwszy raz naprawdę (tak z głębi serca!) staram się ja przetrwać i przeżyć. w sensie... nie chcę popaść w tak straszne rzeczy, jak co roku się zdarzało. a wierzcie mi, oddech starych przyjaciół czuję na karku nieprzerwanie. zostawiłem ich w głodzie i niedosycie wrażeń. są żądni mojej krwi, cierpienia i wyrzeczeń. trzęsą mi się ręce jak nigdy w życiu. poza tym troszkę chudnę, bo nie mam czasu ani ochoty jeść... ale walczę. to już piąty rok walki z być może moją niegdysiejszą najlepszą przyjaciółką a z pewnością muzą mego życia. nazwę ją Panią Lodu. od dzisiaj tylko tak będę o tym pisać. wydaje się być całkiem pieszczotliwym ujęciem.

mam dziś gorszy dzień psychicznie. w sensie ostatnio nie było jakiegoś czaderskiego okresu, ale dzień jest poniżej przeciętnej chujowości. idąc tym tropem, jest źle. za to wspaniale kreatywnie pracuje mój mózg. trochę szprycuję się lekami z powodu choroby - mam wrażenie, że to ma wpływ na moją głowę. jestem wyznawcą placebo, przysięgam. najwierniejszym kapłanem. żałość pewną czuję. no nic. tej nocy znowu walczę ze swoimi myślami. mam nadzieję, że tej nocy poskładam się do końca. stosuję stare dobre porady od psychologów urozmaicone o względną medytację - powoli uciszam hałas w mojej głowie. jeszcze tylko znowu muszę ustalić swoją wartość i przemyśleć, co jest dla mnie ważne. i co jestem w stanie poświęcić, czego w ogóle chcę. układam i rozsypuję się.

dziwne myśli mnie nachodzą ostatnio. na przykład: nigdy nie powiedziałem do rodziców po imieniu... praktycznie nie znam osoby, która by nie robiła tego cały czas. dziwne że jeszcze pamiętam, jak się nazywają. no nic. to pikuś.

a co powiecie na to, że nasz umysł to bóg którego od zarania dziejów poszukujemy? HA! tu was mam. każdy wie, że ludzie jako istoty mają trzy główne potrzeby czy cele - biologiczne, społeczne i religijne właśnie. w ostatnim punkcie mamy transcedencję, masę bożków a nawet ateizm (bo toż to wiara... cóż że w naukę)! ani umysłu ani boga nie poznaliśmy. przypadek???? wchodzę na żartobliwy ton, ale przynajmniej w mojej głowie, tworzy to pewną całość. czym byśmy byli znając dokładne działanie umysłu? czy dalej byśmy byli ludźmi? czy sami nie bylibyśmy bogami? w końcu wiedząc to, jesteśmy o krok przed stworzeniem nowego-własnego. miliony ważnych pytań możemy zadać podmieniając podmiot bóg/umysł! wiedza całkowita to nic więcej jak poznanie. to kres. kres i początek.


już od dawna tłumaczy się, że na tym obrazie bóg poznaje adama, mając w tle prawą półkulę mózgu. wiem, że brzmię, jak w młodzieńczych latach pisząc o iluminatach (teraz wierzę wyłącznie w reptilian), ale jestem zafascynowany możliwością jakiegoś połączenia. magią tego stwierdzenia: umysł to bóg. postaram się to rozwinąć w najbliższym czasie.

inna sprawa! na ostatnich zajęciach dowiedziałem się, że moja teoria różnorodności mózgu jest jak najbardziej prawdziwa. każdy mózg jest tak samo indywidualny jak nasze linie papilarne. nie ma dwóch tak samo pracujących mózgów. można tworzyć dane statystyczne, biorąc pod uwagę ludzi o podobnych predyspozycjach, ale nigdy nie będziemy mogli być pewni. ogrom tych myśli mnie przytłacza. zależnie od biologii, procesu socjalizacji, psychologii w relacjach interpersonalnych, boże!, wszystkiego - od wszystkiego zależy w jaki sposób rozwinie się mózg. tak samo zniekształci jego działanie zbyt mocne uderzenie w głowę jak i traumatyczne wydarzenie. nie wiem, czy tylko mnie to zaskakujące informację, bo tak się czuję. kurczę! 

inną fascynującą myślą był geniusz Freuda związany z (wyśmianą swoją drogą) teorią mówiącą, że w życiu każdego człowieka są dwa wyznaczniki - Eros i Tanatos. czyli libido (popęd seksualny) i popęd do śmierci. może mało wiem, ale będąc tego świadomym, pragnę stwierdzić geniusz tej myśli. to mogłoby być podstawą dosłownie wszystkiego. większość zdrowych ludzi kierowana jest libido, spora liczba ludzi żyje z depresją, nienawiścią do samego siebie, tudzież myślą samobójczą. dopiero odsetki mają zaburzenia emocjonalne na poziomie obojętności w jedną i drugą stronę. dopiero po tym generalnym podziale można stosować dalszy podział na jakieś zaburzenia osobowości, inny problemy. (w tym miejscu patrzyłem w ścianę przez pięć minut). nie, dobra. jednak to chyba było bezsensu. brzmi fantastycznie.

studiów chyba nie przejdę z powodu nieobecności - nie zaliczę informatyki. trochę mnie to skołowało. za rok psychologia, to pewne, ale co do tego czasu?

polecam serial 'scream queens'. tak dla rozluźnienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz