Etykiety

czwartek, 15 października 2015

brak celu w motywacji równa się załamaniu

żyję sobie. żyję sobie pomalutku i niby do przodu, ale jednocześnie jakoś tak nieskładnie i niekompletnie. coś jak przy wychodzeniu z domu, gdy nie jesteśmy pewni, czy zamknęliśmy drzwi. świadomość niepełności w tym, co robię, ciąży mi bez ustanku w tej małej głowie. chciałem sobie być, chciałem sobie tworzyć, chciałem iść jak najdalej. może tak jakby uciec w lepszego siebie... i teraz szukam pomocy w wyciąganiu mnie ze zgliszczy tej wieży, latarni morskiej która spłonęła. nie wiem, na czym to polega i przyznaję się do tej niewiedzy bez bicia. nie próbuję wmawiać nikomu (a tym bardziej samemu sobie), że ogarniam wszystkie reakcje. może to są rzeczywiście moje okresy manii i depresji, może po prostu potrzebuję zajęcia non-stop, a może po prostu szybko się nudzę i generalnie jestem beznadziejny? uwaga na to co teraz powiem. duże słowa: przez chwilę byłem nad-sobą. przekroczyłem swoje wszelakie bariery. poznałem mnóstwo ludzi, dałem się poznać jako ktoś zupełnie inny, sam ogarnąłem więcej z samym sobą niż kiedykolwiek. i teraz się wstydzę a jednocześnie tęsknymi myślami sięgam do tamtego czasu. "tamtego czasu", cholera. to było jakiś tydzień-półtorej tygodnia temu. nie rozumiem tego, jak działam. widzę jednak wyraźnie, że zaniedbałem swój rozwój wewnętrzny. udało mi się po okresie z różnymi używkami na moment odzyskać wyraźną mowę, co teraz znowu zanika mimo nie-powrotu. moje myślenie jest ograniczone. widzę to na swoich zajęciach, bo ci ludzie zdają się mieć świeżę, otwarte umysły - podczas gdy ja czuję się jak powolna mucha, która opiła się kroplami piwa ze stołu. błądzę. błądzę między sobą, między sobą którego chciałem pokazać oraz między sobą którego inni postrzegają. nie potrafię żyć jednorako. tłumaczę sobie, że to po prostu zbyt nudne, ale prawda jest taka, że nie jestem w stanie połączyć tych postaci w jedno. wszystko jest rozmazane. granic brak. teraz albo znajdę jakiś cel - kolejną rzecz, która pozytywnie mnie zmotywuje - albo znów będę na swojej autostradzie do piekła prowadzoną przez ciągłą autodestrukcję.



wracam do wszystkich swoich problemów. i pomijam tutaj ciągłe rozpatrywanie przeszłości - to tylko dowód na nieumiejętność pogodzenia się z nią przed samym sobą. ale moje ciało cierpi, moja głowa boli, nie sypiam, a jak już sypiam, to budzę się o randomowych godzinach święcie przekonany, że sen był rzeczywistością. problemy w interakcjach z ludźmi. wszystko jak zawsze. wszystko wróciło. i to jawi się przede mną niczym powroty Harry'ego Pottera do "domu" Dursleyów.

powiedziałbym: zabijcie mnie. ale obecnie każda interakcja z osobna zabija mnie po trochu. najchętniej zamknąłbym się gdzieś. pomyślał, poczytał i postarał się ułożyć na nowo ego.


co poza tym? ciekawe studia na kierunku kognitywistyki. jak słucham wykładów, wszystko jest fascynujące. szkoda, że nie umiem się potem zmusić do zainteresowania sam na sam tematem. staram się jakieś muzea odwiedzać, w jakiś wykładach pozauniwersyteckich brać udział, koncerty przeżywać. planuję teatr i kino. czytam po angielsku 'catcher in the rye' dla przypomnienia sobie języka. czeka mnie 'sto dni samotności'. a poza tym milion książek na przedmioty. seriale i filmy jakoś tam jeszcze sobie radzą - odsyłam do filmweba.

chyba tyle. idę podpisać umowę o pracę. może to mnie zmusi do działania. nie chcę tu chyba już być. to się nie kończy a ten blog tego potwierdzeniem.

1 komentarz:

  1. Uh ,hej! Wiem jak to zabrzmi, ale kiedyś ''znalazłam'' twój blog i tak czasem wchodzę. konta na blogspocie nie mam, jestem anonimkiem. cichym stalkerem. nie wiem po co tu piszę, chyba tylko po to żeby powiedzieć hej, nie jesteś sam, kiedyś na pewno będzie dobrze, ale to puste słowa troche, prawda? no, w każdym razie trzymaj się Patryk i oby coś się jednak zmieniło. na lepsze. c:
    ~ tam.

    OdpowiedzUsuń