Etykiety

niedziela, 3 listopada 2013

co dalej?



przestałem pisać. nie umarłem niestety. dalej żyję a pytanie czy mam się dobrze, jest w chwili obecnej zbyt trudne. dlaczego tu jestem? ano prozaiczna przyczyna - potrzebuję jak zazwyczaj poukładać sobie w głowie. a mam za sobą cały miesiąc dziwnych zdarzeń i podejmowania nie najlepszych decyzji. wszystko zaczyna się robić wyjątkowo męczące, nieznośnie męczące. monotonia i skłonności samodestrukcyjne. tak mogę podsumować połowę swojego życia. coś mi nie daje spokoju. czuję, że coś jest nie tak. coś jest nie na swoim miejscu. nie wiem czy to cokolwiek zewnętrznego, czy moja głowa przestaje funkcjonować, jak trzeba. co za różnica.



szkoła. wszystko sprowadza się do tego, że przestało mnie cokolwiek obchodzić. czuję, że to wszystko nie ma znaczenia. nie potrafię się zatrzymać. nie potrafię się przystosować. siedząc tam, czuję się nie na miejscu. nie potrafię przeżyć narzuconych mi zasad. narzuconego stylu życia. nie mogę tego pojąć. powiedzcie, że szukam usprawiedliwienia na własne lenistwo. nie dbam o to. nie potrafię zrozumieć, dlaczego wszyscy zgadzają się żyć tak, jak każą im inni. coraz częściej to widzę. ślepo dążymy wyznaczonymi szlakami, bo nie da się inaczej. bo wszystko jest ustalone. mamy wyznaczone granice i normy, których nie wolno nam przekroczyć. irytuje mnie to. w tym miesiącu byłem może na połowie lekcji. jestem zdenerwowany wszystkim: począwszy od wszechobecnego bezsensu, kończąc na braku zainteresowania powszechnymi rozmowami z ludźmi. jestem wściekły na nastawienie ludzi wobec mnie - chociaż wszystko jest wyłącznie moją winą. nie wiem, co powinienem zrobić. na pewno muszę zmierzyć się z konsekwencjami i pójść do szkoły. mam mnóstwo rzeczy do nadrobienia - boję się każdego dnia. chociaż co mi grozi? jedynka? jedna, druga? nikt nie może mi zaszkodzić bardziej niż ja sam. co poza tym? korepetycje których udzielam. dwa razy w tygodniu, trzy dyszki za półtorej godziny. potrzebuję pieniędzy. potrzebuję mnóstwa pieniędzy. po prostu.



generalnie ludzie? ludzie, jak pisałem, irytują mnie. ograniczyłem się do kilku wspaniałych osób, z którymi mam ochotę teraz utrzymywać kontakt. nie potrafię wam pokazać tego, jak bardzo się cieszę, że was mam. to takie idiotyczne. mieć takich cudownych ludzi i nie umieć pokazać, jak się ich docenia. generalnie mam ochotę zamknąć się na tydzień. na wszystkich i na wszystko - a z drugiej strony wiem, że nie potrafię. samo wyjście z kimś na fajkę stało się naturalną częścią dnia. coś z tym muszę zrobić. coraz bardziej akceptuję każdą część mnie, całego siebie. wiem, że nie jestem w stanie zmienić wielu rzeczy - ba, nie chcę tego robić. kiedyś musiał nadejść ten dzień. chociaż tutaj też występuje ogromna, nazwijmy, ambiwalencja. z jednej strony akceptuję, że taki jestem. przyjmuję to do wiadomości, nie walczę z tym. z drugiej nienawidzę każdego elementu składającego się na to wielkie "ja".
 


nałogi? już przestają mi wystarczać dotychczasowe sposoby na niszczenie organizmu. cotygodniowe alkoholowe spotkania, paczka na dzień/dwa. w końcu musiało dojść do czegoś innego. bawię się. dxm, kodeina. szukam dojścia do czegoś innego, chcę coś poczuć. wszystkiego trzeba w życiu spróbować, prawda? nie wiem, jak daleko na tym zajadę, ale coraz bardziej dochodzę do wniosku, że wiem, jak skończę.



obiecywałem, że nigdy więcej o tobie nie napiszę. kłamałem. próbowałem zapomnieć, próbowałem wyprzeć te parę miesięcy życia, obwinić cię za wszystko a na końcu znienawidzić i stwierdzić że nigdy więcej nie chcę cię widzieć, nie chcę cię w swoim życiu. to było dziecinne i kłóci się ze wszystkim, co wcześniej twierdziłem. a do tego siedziało cały czas w mojej głowie. już nie wiem, co jest dobre a co złe. pewne ostatnie rozmowy i nawiązane znajomości uświadomiły mi wiele rzeczy. nie dziwię się już niczemu, co się stało - wręcz podziwiam, że trwało to tak długo. potrafię być cholernie wyczerpującym i po prostu złym człowiekiem. wyciągnę z tego wnioski. co miał na celu ten paragraf? nie jestem pewny. jeśli to będziesz czytać, może się uśmiechniesz. oboje popełniliśmy błędy, oboje zawiedliśmy. i to tak bardzo jak tylko się dało. jednak przed oczami mam nasze najlepsze momenty i to mnie trzyma na duchu.



jest teraz też ktoś inny, kto też to będzie czytać. ktoś, kto nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo mi pomaga i jak bardzo się dzięki tej osobie zmieniłem w ostatnim czasie, zdaje się, na lepsze jako osoba. wiesz, że to o tobie, prawda? też widzę czasem twój uśmiech, gdy z tobą piszę. martwię się jednak. martwię o wszystko. zły początek. wygórowane wyobrażenia, które trzymały mnie w dobrym stanie przez jakieś dwa tygodnie. i ta cholerna, zdradliwa nadzieja. nigdy nie mogę być usatysfakcjonowany tym, czym mam. zależy mi. zależy mi za bardzo. i boję się, że znowu bez wzajemności, że nie podołasz moim oczekiwaniom - nie dasz rady dać tego, czego chcę i potrzebuję. o tym próbuję z tobą rozmawiać a ty zręcznie tego unikasz. więc napiszę tutaj. o co mi chodzi? że jestem okropnym człowiekiem. zaczynam się zastanawiać nad sensem. czy nie dostając, potrafię dawać? uch. na razie cieszę się, że cię mam. tylko nie mogę dopuścić do tego, że znowu zamknę się na wszystkich innych. z tej dziury nie ma ucieczki. poza tym zastanawia mnie jak bardzo podobni momentami jesteśmy. idziesz moimi szlakami, zauważasz? zamiast zdecydowanie odwieść cię od wszystkiego, powiedzieć: popatrz na mnie!, ja jakbym bezmyślnie wpychał cię dalej w to gówno. nie potrafię zrobić nic dobrze.

nie potrafiłem również przez ten miesiąc skupić się na czytaniu. kompletnie. udało mi się za to obejrzeć kilka filmów.



"Shelter". powiem krótko - akceptuję wszystko. całkiem urocza historia miłosna, gatunkowo melodramat, o dwójce młodych mężczyzn i ich miłości w ukryciu. nie potrafię powiedzieć niczego więcej.

"Przerwana lekcja muzyki". niesamowity film. przez cały czas przed oczami miałem "Lot nad kukułczym gniazdem". rola Angeliny Jolie - ekstaza. uwielbiam postacie socjopatów, manipulatorów w filmach. ich siła, magnetyzm, charyzma. idealna aktorka do idealnej roli. sam film? jak najbardziej mi się podobał. dziewczyna trafia do szpitala psychiatrycznego zdiagnozowana z pogranicznym zaburzeniem osobowości. poznaje życie na oddziale, poznaje osoby tam żyjące, stara się przystosować, pogrążając się tylko w otchłani własnej niepoczytalności. jak kończy się ta historia? to już zadanie dla każdego z was.

"500 dni miłości". może to wina wersji z lektorem, ale nie zachwyciłem się. owszem, film wywołał emocje. wiele rzeczy próbowałem przełożyć na własne życie i przygnębiło mnie to. film ogólnie zdawał się mieć, mimo komediowej oprawy, dość ponury przekaz. aktorów występujących uwielbiam. co było nie tak? nie umiem wytłumaczyć. podobno w pewnych kręgach ten film to już klasyka. nie ustosunkuję się do tego.



"Wałęsa. Człowiek nadziei". wyjście ze szkoły na film tak się właśnie kończy. nie rozumiem tego filmu. nie rozumiem, co miał pokazać. historię którą wszyscy znamy? pan wajda nie odkrył niczego nowego, nie poruszył pewnych kontrowersyjnych kwestii z życia wałęsy. poza tym konwencja: wywiad i retrospekcje. BŁAGAM, LITOŚCI! ile razy już to widzieliśmy? że wygodne? nic mnie to nie obchodzi. nie mam siły oglądać czegoś takiego. poza tym gatunek - "biograficzny, dramat". dramatem to jest to popularne polskie kino. przez 90% seansu odnosiłem wrażenie, że siedzę na pieprzonej komedii. rozumiem chęci rozluźnienia sytuacji, ale... o ludzie. to wszystko było nie na miejscu. jestem na nie, przykro mi.

"American Horror Story"! TRZECI SEZON WRESZCIE SIĘ UKAZAŁ. nawet nie wiecie, ile radości mi sprawia ten serial.

i to chyba na tyle. muszę coś ze sobą zrobić, naprawdę boję się jutra. najchętniej położyłbym się spać i spałbym przez cały tydzień. nie wiem, gdzie dążę, ale to znowu staje się silniejsze ode mnie. c'est la vie!

ograniczam jedzenie. w rok przytyłem 13 kilogramów. od trzech dni jem mniej, widzę różnicę. oby tak dalej.


Tremble for yourself, my man,
You know that you have seen this all before
Tremble Little Lion Man,
You'll never settle any of your scores
Your grace is wasted in your face,
Your boldness stands alone among the wreck
Now learn from your mother or else spend your days 
Biting your own neck

What can I do, what can I be,
When I'm with you I want to stay there
If I'm true I'll never leave
And if I do I know the way there

Ooh, then I suddenly see you,
Ooh, did I tell you I need you

Told myself that you were right for me
But felt so lonely in your company
But that was love and it's an ache I still remember
 (...)
But you didn't have to cut me off
Make out like it never happened
And that we were nothing
I don't even need your love
But you treat me like a stranger
And that feels so rough

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz