Etykiety

niedziela, 22 września 2013

numb



Weekend przeżyty, a dowodem dobrej zabawy niech będzie szlaban na wychodzenie z domu. Siedzę sobie w moim kochanym swetrze z rękawami zakrywającymi dłonie - wiecie, to jest właśnie perfekcyjny ciuch. Nie bardzo wiem, czy chcę pisać. Nie potrzebuję tego, nie mam chaosu w głowie. Wszystko jest spokojne. Jest mi obojętnie. Czuję się w jakiś sposób stabilnie. Pewnie. Mimo tej obojętności jestem pewniejszy siebie. Czy to dobrze? Nie wiem. Nieważne.



Leży koło mnie książka od chemii - czas się zabrać poważnie za tę naukę. Nie mogę sobie pozwolić na kolejne potknięcie w tak krótkim czasie. Czuję nawet siłę, żeby się za to zabrać. Chciałbym udowodnić przede wszystkim sobie, że nie jestem aż tak głupi, jak się wydaje. Chcę być "wystarczająco dobry" choćby dla siebie samego - a to chyba najtrudniejsze zadanie. Wszystkich mierzę własną miarą, trudno mi dogodzić. Jak nienawidzę tak wielu ludzi, tak najbardziej z tego wszystkiego nienawidzę siebie. Perfekcjonista-prokrastynator, łapiecie?









Weekend? Przyjemny. Zaczynam odczuwać błędy żywieniowe (a właściwie niemalże całkowity brak owego). Na imprezie mniej mi potrzeba do szczęścia, a teraz trzęsące się łapki i kręci mi się w głowie. Cokolwiek. Piątek dał radę pod każdym względem. Niespodzianka w postaci tableteczek była cudowna. Dawno nie miałem tak wspaniałego humoru. Wczoraj wszystko idealne, gdyby nie fakt powrotu do domu, który okazał się być błędem. Przynajmniej jedno mam zapewnione - jak skończę osiemnastkę, mam wypierdalać z domu. Nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo mi na tym zależy. Nigdy nie pisałem o swojej familii. I chyba tego nie zmienię. Powiem tyle, że są to najbardziej toksyczni ludzie w moim życiu. Nic dodać, nic ująć.




Na jutro była wyznaczona data. Szczerze mówiąc, nie martwiłbym się, gdyby jutro coś mi się przydarzyło. Jest mi to strasznie obojętne. Nie obchodzi mnie, czy nagle teraz stanie się cudownie czy zdechnę w końcu przytłoczony własnym wyimaginowanym nieszczęściem. Momentami smutek po prostu oplata mnie w całości. Nie ma z niego ucieczki. To jak fala złych emocji. Zostajesz oblany, a woda ciągnie cię za sobą. Jak nie jutro, to mam jeszcze październik. Po prostu chcę, żeby to była ta jedna, konkretna data. Czekam na impuls. Coś, co mnie zmusi do działania w jedną bądź drugą stronę. Bezczynność jest męcząca i destrukcyjna.



Akapit o tobie można już chyba zamknąć. Mam kompletnie dosyć traktowania mnie w ten sposób. Muszę odróżnić desperację od determinacji. Jeśli chciałem być i pomóc a ty to odrzuciłeś, to nic innego mi nie pozostaje. Ileż można żyć iluzją? Może kiedyś znowu będziesz sobą. Tym sobą, który mnie fascynował. To wszystko stało się zbyt męczące, chwilami boli zbyt mocno. Dzisiaj napisałem wystarczająco. Cieszę się, że wszystko się wydarzyło. Przynajmniej raz w życiu byłem naprawdę szczęśliwy. :) Od kiedy sprawy wyglądają, jak wyglądają, coraz więcej ludzi zauważa, że się zmieniłem. Spotykam się z większą liczbą osób, więcej poznaję, jestem pewniejszy siebie i nieco żywszy, bardziej podekscytowany. Jakkolwiek często jest to zwykła gra pod publiczkę, sam też to widzę. Problem polega na tym, że mimo ilości osób wokół mnie i tego, ile nowych znajomych znajduję i tak kończę z niczym. Z nikim nie potrafię już być tak blisko. Wyznaczam granicę. Odwlekam. Staram się mniej mówić o sobie. Wszystko jest dziwne, jak mówiłem. Sztuczne. Jestem ciekawy, kiedy to się zmieni. Kiedy poznam kogoś, kto będzie właściwy. Kurczę. Chciałbym poczuć, że komuś naprawdę zależy. Chciałbym poznać kogoś, kto jest w stanie odwzajemnić w równym stopniu uczucia. Nieważne.



Dzisiaj będę oglądać Hannibala. Trzeba kontynuować, niedługo kolejny sezon chyba. Książka "Groza" Michaela Robothama - kimkolwiek jest ten człowiek. Zobaczymy, jak tam gust mojej matki.



Kaszel wrócił na dobre. Gruźlica jak co roku. Potrzebuję papierosa.

'I can not find you there
don't forget the nights when it all felt right
are you not the same as you used to be'

'Remember when I was
Sweet and unexplainable
Nothing like this person,
Unlovable
I just want back in your head'

'love... love is a stranger
i know that it's hard
i know what it's like
love you don't need a savior
just someone who fight
with you by your side'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz