Etykiety

niedziela, 29 września 2013

everyone's crying







Niedziela. Ewidentnie najgorszy, najbardziej męczący, najbardziej przytłaczający dzień tygodnia. Jedyne, o czym potrafię myśleć, to jutrzejszy obowiązek pójścia do szkoły. Kolejny tydzień do przeżycia. Kolejny tydzień uśmiechania się, sprawiania dobrego wrażenia, dalszego starania się o oceny, które i tak na dłuższą metę mnie nie obchodzą. Nie czujecie się tym znudzeni? Monotonia dnia codziennego. Rok szkolny zaczął się na dobre i wróciliśmy do szarej rzeczywistości. Wstać, pójść do szkoły, wrócić, spać. W międzyczasie coś zjeść i może pouczyć się jeszcze więcej. Nie wiem, co jest ze mną nie tak, ale wykańcza mnie taki tryb życia. Nie potrafię się pogodzić z narzuconymi zasadami. Rebel without a cause. Kurde. Choć w pewnym sensie ten tydzień będzie nieco inny. Jeden na pozór ważny dzień. Czwartek. Trzeci październik. Cholerne urodziny. Rzygać mi się chce.


Oceny dalej niezłe, pierwszy dzień szkolny opuszczony. W tym tygodniu chyba lekki zapieprz i boję się sprawdzać, co mam do zrobienia. Nieważne. Biorę się za robotę, wiecie? Stwierdziłem, że będę potrzebować pieniędzy na własne wydatki (czyt. pewnie na fajki) oraz muszę zacząć odkładać na koncerty (Woodkid w grudniu, może ktoś się wybiera?:))). Co w związku z tym? Co zamierzam robić? Udzielanie korepetycji. Dzisiaj mam się skontaktować z kobietą i jej dziesięcioletnim dzieckiem w sprawie korepetycji z angielskiego. Zaproponowała mi dwie godziny tygodniowo po piętnaście złotych. Nie jest źle - zawsze coś. Boję się tylko o moje zdolności społeczne i jak to będzie wyglądać. Na razie nie mam odwagi wziąć telefonu do ręki, więc wspaniale zaczynam. Ech. Mimo to... jakiś postęp! Może skończę z tą cholerną prokrascynacją? Poza tym myślę poważnie nad wizytą u doradcy zawodowego. Psychologa dalej się boję.



W ciągu dalszym obowiązuje mnie szlaban za sobotę. Szlag. Mnie. Trafia. Nie chodzi nawet o to, że nie mogę się spotkać z nikim. Po prostu czuję potrzebę wyjścia z tego domu, pospacerowania w samotności, zapalenia papierosa. Czuję się ograniczony. Nienawidzę tego uczucia. Dzisiaj z rana kawa i fajka - udało się, był wolny dom. I chwała im za to wyjście.

Głowa? Ambiwalencji ciąg dalszy. Coraz częściej zaczynam wierzyć w swoje okresy manii i depresji. Znowu wchodzę w ten pierwszy. Czuję, że mam energię na mnóstwo rzeczy, że mogę zrobić wszystko. Nic mnie nie ogranicza oprócz mnie samego. Macie też tak czasem? Czuję się lepszy, zdrowszy, silniejszy. A za parę dni to wszystko się rozpłynie a ja zostanę w ciemności. Trzeba korzystać. Wczorajsza rozmowa trochę mi uświadomiła. Przede wszystkim naprawdę boję się, że momentami brzmię jak psychopata. Uświadomiła mi, jak niebezpieczny jest ten okres depresji. Naprawdę jestem w stanie zrobić sobie coś złego. Nie panuję nad tym. Już teraz miałem plan na wszystko. Wystarczyło popaść tylko odrobinę głębiej w ten obłęd. Martwi mnie to. Potrzebuję porozmawiać z kimś, kto naprawdę chce pomóc. Potrzebuję wiary. Szlag.


Znowu to samo. Jestem prawdopodobnie skazany na to nieszczęście, ojej. O ile z Tobą sprawę wydaje mi się, że zamknąłem - przynajmniej w tej bardziej emocjonalnej kwestii, to dalej chciałbym widzieć w tobie przyjaciela... cokolwiek. Nieważne. Pojawiła się w międzyczasie sprawa inna, osoba inna. I wiecie co? Nie zgadniecie. Znowu prawdopodobnie źle odczytałem sygnały. Zabolało. Czuję się nieco zagubiony i już czuję, jak tracę zainteresowanie. Śmiesznie. Zabawnie. Ironicznie. Myślę, że powinienem się uspokoić. Poczekać aż pojawi się ktoś naprawdę warty zainteresowania, kto sam się zainteresuje. Jestem pazerny na uwagę. Nie powinienem trzymać się kogoś dlatego, że czuję się samotny. Nie tak to działa, cholera.


Obejrzałem "Polowanie". Film opowiada o historii człowieka pracującego w pewnym skandynawskim przedszkolu. Wszystko mu się zaczyna układać po rozwodzie z żoną. Znajduje pracę, zdobywa uznanie mieszkańców wioski, jego syn dostał zgodę na zamieszkanie z nim, znajduje sobie kobietę... sielanka, nie? Do dnia kiedy pewna dziewczynka po nieodwzajemnionym uczuciu postanawia skłamać. Wiecie, że w krajach skandynawskich pedofilia jest wyjątkowo ciężkim tematem, prawda? Kraje te mają sprecyzowane procedury względem takich problemów. I w tym oto filmie dostajemy historię odrzucenia człowieka. Widzimy, jak łatwo jest powiesić na kimś psy, jak prosto zniszczyć kogoś mentalnie. Widzimy, że dzieci nie zawsze mówią prawdę. Kłamstwo może zabrnąć naprawdę daleko. Nie wiem, jak miałbym was zachęcić do obejrzenia tego filmu. Nie był to seans łatwy. Zachwycony może też nie jestem. Jednakże... warto poświęcić te dwie godziny i spróbować zmierzyć się z pewnymi problemami.



Książki? Nie potrafię się zmusić do poświęcenia uwagi tekstowi, który czytam. A do tego muszę przeczytać 'Hunger Games' w oryginalnym wydaniu. Sama myśl mnie męczy.

Muzyczne odkrycie! The Dumplings! Klikajcie i słuchajcie. Młodziutcy - dalej nie wiem, w jakim są wieku - z Polski, cudowni, ambitni, niesamowici. Powiew świeżości, brak patosu w tekstach, minimalizm, lekka elektronika. Zakochałem się, przyrzekam. W głosie, słowach, muzyce. Jest nadzieja dla polskiego rynku muzycznego.

Czytam stare notki. Jestem cholernym hipokrytą w pewnym sensie. Wszystko, co mówiłem, było gówno warte. Nigdy nie byłem gotowy pogodzić się z pewnymi rzeczami. Nigdy nic do mnie nie docierało. Jestem chujowym człowiekiem dla każdego, z kim jestem blisko.


'I never said we was equal
I never wished to be saved
If I’m a problem then preach on?
Let’s dig a little grave

I’m gonna take you for worse or better
I’m gonna make you for worse or better'

'All I was complain
And worry about the things that ain't even there
You may find it funny(...)

I wasn't able to make you stay, hey
Just make you happy, but I
I couldn't make you feel it every day'

'Made a mistake, I made a mistake
I wear the scars to show my shame(...)
What should I do, what should I do
When I'm the one who can't get through?'

'Never mind
I'll find someone like you
I wish nothing but the best for you too
Don't forget me'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz