Etykiety

niedziela, 5 maja 2013

kocham, więc umrę

Majówka. Te pięć dni było... specyficzne. Trochę się wydarzyło, trochę zmieniło, trochę zepsuło. Koniec końców mam nadzieję niczego nie żałować. Czas wykorzystałem, wydaje się, naprawdę dobrze. Odpocząłem, a chyba o to chodziło, prawda? Czas spędziłem ze wspaniałymi ludźmi - poznałem nawet kilka nowych duszyczek. Byłem uczestnikiem sosnowieckiego May Day. Śląska niszowa muzyka jest... ciekawa. Warte przesłuchania - choćby raz i tylko z ciekawości. Wschodzący artyści mają co nieco do zaoferowania. ta płyta.

W ostatnim poście byłem jeszcze chory. Ludzie... nawet nie wiecie, jak niesamowicie zacząłem doceniać swój sen. To niesamowite uczucie, móc położyć się i zwyczajnie usnąć, spać, odpocząć - bez co najmniej dwugodzinnego koncertu górnych dróg oddechowych. Zdrów. Wreszcie. Jaram się jak cholera. Dobre wyczucie czasu, heh. Teraz byle żeby być zdrowym do jesieni. Niczego więcej nie chcę od swojego organizmu. Naprawdę.




Kocham więc umrę. Dotarliśmy do punktu, gdzie dla wspólnego dobra powinienem cię zostawić i skąd oboje wiemy, że nie jestem dość silny by to zrobić, huh. Wydaje mi się, że przez te parę dni coś się zmieniło i sam nie wiem, jak to powinienem odebrać. Wydaje mi się, że nigdy nie czułem się przy tobie tak komfortowo jak teraz a jednocześnie czuję wstyd podczas samego patrzenia na twoją twarz. To że ty wiesz i możesz zrobić ze mną, co zechcesz, momentami zwyczajnie mnie przeraża. Nieważne. Mam niesamowity rozpierdol w głowie - uwierzcie, że nigdy takiego nie miałem. Nigdy do tego stopnia. You made me go mad. Ambiwalentność. Pasuje mi ta relacja mimo wszelkich obaw. I na tym przerwijmy. Dopóki ty tego nie skończysz, ja na pewno tego nie zrobię. Słodko.


Dzisiaj mam plan skończyć 'Perks of Being a Wallflower'. Jeśli mi się uda, to jutro napiszę na ten temat krótką notkę. Mam motywację do "Roku 1984". Uch.


Filmy. Nic. Przykro mi, ale pomimo posiadania pięciu dni wolnego nie udało mi się obejrzeć niczego. Chociaż mogę napisać o krótkometrażowej animacji, która przedwczoraj mnie pozytywnie zaskoczyła. Mowa tu konkretnie o "Millhaven". Obejrzyjcie. Już? Gotowi? I jak wasze głowy? Coś niesamowitego. Doświadczenia audiowizualne - nieziemskie. Zawsze przesadzam z górnolotnością słów, ale nie możecie chyba zaprzeczyć, że jest to coś wyjątkowego. Animacja, wokal Katarzyny Groniec, interpretacja tekstu. Sam nie wiem, co do tego mogę dodać. Było to coś nowego. Mile spędzone siedem minut. Ktoś podzieli moje zdanie? Komuś jeszcze przypomina to klimat Edgara Allana Poe?

Tradycyjnie niedziela. Jutro w końcu powinienem napisać wos. I chyba czeka mnie problem z chemią. Cholerka. Zmuście mnie do nauki. Po prostu to zróbcie.



'Cos I love you
Is there anything I could do
Just to get some attention from you?
Cause baby we were born to live fast and die young,
Born to be bad, have fun,
Honey, you and me can be one,
Just believe, come on.
If you love me hardcore, then don't walk away,
It's a game boy,
I don't wanna play,
I just wanna be your's,
Like I always say,
Never let me go. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz