Etykiety

wtorek, 2 kwietnia 2013

try to feel nothing at all

Mija dwunasty dzień od ostatniej notki i czuję, że wypadałoby znowu coś napisać. Bardziej robię to dla siebie niż dla kogokolwiek innego - choć liczba wejść w tym miesiącu całkiem mnie zaskoczyła. No cóż. Wierzę, że coś ciekawego (bo zabawnego na pewno - moje życie jest całkiem zabawne) znaleźliście. A teraz postaram się przejść do klasycznej formy moich notek.



Trochę się ostatnio posypało. Troszeczkę. Najwyższy czas na wyczekiwane zmiany - może nie spodziewałem się, że naprawdę pójdę w tym kierunku, ale... bądź co bądź, nie mam wyboru. Huh. Chciałbym wierzyć, że to naprawdę coś zmieni, a jednocześnie wracam do punktu, w którym nie mam siły na przeżywanie jakichkolwiek przesadnych emocji. Otępienie, wypranie uczuciowe. Słowa-klucze na dzisiaj. Miałem swój czas na krzyk, na próbę epatowania własnymi emocjami. Teraz muszę się ostatecznie wyciszyć. Zwyczajnie. Ostatnio pisałem o stawianiu wszystkiego na jedną kartę - w tę kartę już nie wierzę i chyba się z tym pogodziłem. Jakkolwiek wspaniała ta osoba nie jest, nie jestem w stanie tej osoby zmienić. Shit happens, right? Pisałem o poznawaniu ludzi i że pewnie znowu będę próbował poprawić sobie nimi humor. Owszem. Pewnie i takie osoby się znajdą - zacząłem uwielbiać przebywać w towarzystwie osób trwających w pewnego rodzaju egzaltacji. Wampiryzm emocjonalny - tak to się nazywa, heh. Ale co ważniejsze, poznaję wspaniałych ludzi. Poznaję wspaniałych ludzi, na których mi po prostu zależy. Dzisiaj naszła mnie myśl, że za szybko przywiązuję się do ludzi. Jeśli ktoś jest dla mnie miły, przylegam do niego niczym upierdliwy rzep. Wynikają z tego moje dwie obawy: nie chcę być ani nachalny, ani samemu się zrazić. Cholera. To że jestem attention seekerem i potrzebuję wsparcia - zdecydowane niedomówienie. W tym miejscu przerwałem notkę parę godzin temu. Teraz mam szansę ją dokończyć. Dziękuję ci, jeśli będziesz to czytać. Wiesz za co. Nawet jeśli uważasz, że nie mam za co - po prostu dziękuję. Wszystko jest - trywialnie powiem - chujowe. Zamęt w głowie mnie nieco przytłacza. Staram się nie okazywać zmęczenia emocjonalnego, a marudzę jak cholera. Brak mi konsekwencji.

Skończyłem "Folwark zwierzęcy" i cóż mogę powiedzieć? Przede wszystkim te dwa słowa: lektura obowiązkowa. Czeka mnie tylko jeszcze "Rok 1984" tego autora i będę się czuł spełniony. Jeśli ktoś nie wie, o czym opowiada książka, postaram się nieco streścić fabułę. Jest folwark pełen zwierząt, które postanawiają przejąć nad nim kontrolę, pozbywając się właściciela. Na czele rewolucji stają świnie, będące najbardziej inteligentnymi zwierzętami wśród mieszkańców Folwarku Dworskiego. Udaje im się to, tworzą swój własny ustrój i zbiór zasad. Są skłonni walczyć o własną, domniemaną wolność. Tak rozpoczynamy akcję książki. Całość jest metaforą, analogią, parabolą systemu komunistycznego i jego czołowych postaci. Wiele momentów zawierało elementy komiczne i nawet niezaznajomiony z historią człowiek - taki jak ja - podłapie, o co mniej-więcej chodzi. Reasumując, rekomenduję. W końcu to... swego rodzaju klasyk, prawda? (: Skończyłem też "Makbeta". Gówno nie książka. Mówcie, co chcecie, ale książka, która kompletnie nie zapada w pamięć, jest w pewnym sensie bezużyteczna. Może to tylko moje odczucia, ale... uch. Nienawidzę tegorocznych lektur. Przepraszam.


Obejrzałem "On the Road" z Kristen Stewart w roli drugoplanowej. Muszę przyznać, że wydźwięk całego filmu zwyczajnie mi się podobał. Oglądając go, czułem, jakbym wpadł w swego rodzaju trans. Życie w drodze przez USA. Wbrew pozorom i to potrafi być fascynujące. Nie chcę pisać nic o swoich przemyśleniach. Nie tym razem. Podobała mi się ogólna fabuła, wątek homoseksualny (mimo wielu przeciwników oraz pewnej bezsensowności, o czym wspomnę później) i po części rola Kristen. Minusy? Są. Zdecydowane. Film jest zbyt długi. Rozumiem, że adaptacja nie może być krótka. Rozumiem, że w ostatnim czasie praktycznie nie wychodzą filmy poniżej 120 minut. Ale... po co? Wiele scen było zwyczajnie zbędnych i nic nie wnoszących. Jaki jest sens umieszczania ich? To wyglądało, jakby twórcy dostali rozkaz od producentów: " Macie pieniądze, a teraz stwórzcie film na tyle i tyle minut. Nic nas nie obchodzi, co tam zrobicie. Ma być i tyle." Uch. Czy mimo to polecam? Owszem. Raz można obejrzeć - ale tylko jeśli nie mamy niczego lepszego w zanadrzu. (:

Pojutrze do szkoły. Chcę poprawiać oceny, chcę zacząć się uczyć. Nie chcę chyba poprawiać tam z nikim relacji - chociaż dalej liczę na to, że poznam kogoś nowego. Chcę przeżyć. Po prostu. W tej chwili marzę o tym, by wszystko - chociaż na chwilę - sobie poukładać. Chcę zobaczyć, czy jestem w stanie to zrobić. Tylko tyle.


Jest lepiej. Chcę, żeby było lepiej.Chociaż na moment.

Po drobnej motywacji chcę również wrócić do opowiadań. Żeby się nieco bardziej zmotywować, jutro wstawię początek. Trzymajcie kciuki.

Nosowska - Na całych jeziorach Ty
'We wróżbach i w kartach ty.
Na serio i w żartach ty.
W sezonie i potem,
przed ptaków odlotem,
na wielka tęsknotę ty,
zawsze ty.'
Angus & Julia Stone - I'm Not Yours
'Light me up a cigarette and put it in my mouth
You're the only one that wants me around
And I can think of a thousand reasons why
I don't believe in you, I don't believe in you and I '
Imany - You will never know
'And you will never know
I will never show
What I feel What I need from you no'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz