Etykiety

czwartek, 4 kwietnia 2013

fuck

Żadnej notki. Albo całkiem przestanę pisać albo będę pisał więcej gówna jak to. Potrzebuję tej formy kontaktu. Przepraszam. Myślę o założeniu osobnego bloga na pisanie o książkach, filmach, muzyce. Tutaj zostawić wyłącznie rzeczy osobiste. Pieprzenie. Wiecie co? Myślałem, że sobie radzę i nic bardziej mylnego ostatnio do głowy mi chyba nie przyszło. Brak mi sił, energii, czegokolwiek. Zwłaszcza w tym momencie. Znowu nadszedł wieczór i znowu zaczyna się to samo. Brak mi kontroli. Brak mi samozaparcia. Brak mi konsekwencji. Jestem pełen braków, a najbardziej brak w tym wszystkim mojej głowy. W swoich notkach czasem zwracam się do was, czytelników, prawda? Nie chcę tego dzisiaj robić. Nie chcę was mieszać nawet w tak błahy sposób. Czytajcie niczym chujową powieść, która przypadkiem wpadła w wasze ręce. Przynajmniej może pierwszy raz się do czegoś przydam. (:


Z tymi notkami wiąże się jedna, wyjątkowo problematyczna sprawa. Zawsze piszę pod wpływem emocji. Napiszę, to jestem zadowolony - pozbyłem się na trochę siedzącego we mnie gówna. Mija dzień-dwa i nic z tego już nie jest aktualne. A do tego okazuje się, że moje myśli były infantylne bądź zwyczajnie nienadające się do czytania. Fuck this shit. Musiałbym pisać pięć razy dziennie - a to przystoi twitterowi a nie blogspotowi.Co w związku z tym? Nic. Denerwuje mnie to tak samo jak milion innych rzeczy. Boję się. Po prostu. Do szkoły poszedłem z zapałem - skończył się szybciej, niż zaczął. Wszedłem tam i poczułem cały ten przytłaczający nastrój, zobaczyłem ludzi. I przyświeca mi myśl: byle zdać. Byle do końca. Nie obchodzi mnie, co będzie dalej. Nie obchodzi mnie, co inni sobie myślą. Jak powiedziałem, nie mam siły się przejmować. Zacząłem myśleć o planach - ale są to plany wymuszone. Nie chcę myśleć, czy ja chcę to robić czy nie. Na kochanym blogu jeszcze się nie chwaliłem - planuję rozszerzać chemię po angielsku oraz wos. Jako przedmiot dodatkowy: ekonomia. Jak mi nie wyjdzie z chemią, to zawsze mam ekonomię. I na tym polega moje planowanie. Boję się życia.

Dzisiaj w szkole przeżyłem pełen wachlarz emocji i stanów. Przede wszystkim zadziwiam sam siebie, jak potrafię się rozgadać. Ja. Rozgadać. Nie dać komuś dojść do słowa. Szaleństwo goni szaleństwo, prawda? Cholera. Skąd to się w ogóle bierze? Poza tym ta frustracja i niemoc. Mam ochotę powypisywać tablicę w pokoju tymi słówkami. Nieszczęście, że nie mogę sobie pozwalać na takie akty uzewnętrzniania emocjonalnego, bo matka czuwa 24/7. Co zrobić?


Co jeszcze? Ty. Wiesz doskonale, że piszę o tobie i nie dbam o to, co zrobisz. Nie dbam o to, do czego sam dążę. Nie dbam o to, że to nie ma prawa bytu. Nie dbam o nic. Nie oczekuję, że zrobisz z tym cokolwiek. Wiem, że nie możesz. Chciałbym po prostu uzyskać jakąkolwiek odpowiedź. Chciałbym umieć o tym porozmawiać. Nie wiem. Najgorsze jest to, gdy widzę utratę zainteresowania. Albo uświadamianie sobie, że owe nigdy nie zaistniało, a ja żyję w swoim wyimaginowanym świecie. Uch. Milion razy żałośniej niż kiedykolwiek.

Czytam "Władcę much". Jestem gdzieś w połowie i muszę przyznać, że dawno nie czytałem czegoś równie wciągającego, pochłaniającego i zwyczajnie ciekawego. Postaram się o coś bardziej rzetelnego, gdy skończę całość. (:


Drugi raz obejrzałem "Wyśnione miłości". Tak, jestem nienormalny. Tak, wkręciło mi się. Tak, uwielbiam ten film. Wszystko tylko nie cisza w pokoju. Dramatyczna notka pod wpływem ogarniających emocji. Będę żałował, czuję to w kościach.

'I just want to turn you down
I just want to turn you around
Oh, you ain't never had nothin' I wanted, but...
I want it all
I just can't figure out...
Nothing'
Hey - Faza Delta
 'spać
przespać rok
siedem lat
łubinowe pola, chabry śnić
bo tu nic
tylko śmierć
usychanie tkanek
rozpacz, że nie kochasz mnie
'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz