Etykiety

niedziela, 21 kwietnia 2013

bulimiczne serce

Here we go again. Mamy wspaniałą, ciepłą niedzielę pełną słońca i wszędobylskich "zjebów", chlejących od rana piwo w parku. Czego chcieć więcej od życia? Jedni grają, drudzy piszą, a trzeci... no cóż. Mają swoje sposoby na spędzanie czasu - dostosowane do ich własnego poziomu. Nietolerancyjny ja, szlag by to. Przed nami ostatni tydzień kwietna - dzisiaj zdałem sobie sprawę, jak bardzo mnie to przeraża. Zbliżają się wakacje - okej, tylko się cieszyć - ale jednocześnie zbliża się koniec roku szkolnego. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo można spieprzyć w ciągu semestru swoje oceny. Jeśli wyjdę na jakieś 3.5 to chyba będę płakał ze szczęścia. Takie ambicje. Poznajecie mnie? Wy, czytający notki od przynajmniej roku? No tak. Ambicje odeszły razem z wieloma innymi aspektami mojego życia. Wiecie, zdarza się. Wierzę, że to tylko pierwszy rok. Wszystko się zmieni. Wszystko jeszcze będzie cudowne. Doczekam się swojego momentu. Czuję, że się powtarzam, ale na gwałt potrzebuję motywacji. Motywacji żeby wreszcie coś zrobić. Nie wiem, czego dokładnie oczekuję. Nie wiem, co mam zrobić. "Weź się za robotę" - słyszę codziennie. Gdyby tylko to było tak cholernie proste.


Dalej jestem chory. Antybiotyk się skończył, zostałem przy inhalacjach. Czuję, że powinienem porzucić na jakiś czas swój nałóg a jednocześnie wiem, że nie chcę tego robić. Zauważyłem, że w pewnych momentach papierosy są ostatnią rzeczą utrzymującą mnie przy zdrowych zmysłach. Uzależnienie psychiczne. Nie dbam o to. Nikt o to nie dba, więc czemu sam miałbym? Kiedyś wyzdrowieję.

Miałem jechać w tę niedzielę do Warszawy na finał konkursu ortograficznego, prawda? Gówno. Nie wiem, która idiotka podejmowała ostatnie decyzje, ale sytuacja osiągnęła pewne apogeum groteski. Nie zostaniemy wysłani, bo szkoła nie ma na to pieniędzy. Ta sama szkoła, która co miesiąc kupuje co najmniej dwa-trzy nowe sprzęty RTV. Ta sama szkoła, która promuje się na całym Śląsku, jakby osiągali nie wiadomo jakie sukcesy i cholera wie, co tak wspaniałego oferowali. Poza tym - wystarczyłaby chwila refleksji - mogliśmy sami sobie za te bilety zapłacić. Nie sądzę, żeby ktokolwiek narzekał. Ale nie! Dyktando piszemy w piątek w szkole. Brawo! :)

Wracając do uzależnień. Muszę chyba dokładnie przemyśleć swoje priorytety względem innych. Znowu. Aż do teraz twierdziłem, że wszystko jest cudowne i idzie w dobrym kierunku. Zaczynam jednak układać sobie w głowie to, co się działo. Jestem specyficznym człowiekiem - zresztą jak każdy, tak? Wspominałem jakiś miesiąc temu, że za szybko przywiązuję się do ludzi. To prawda. Przywiązuję się do nich, jestem zazdrosny, najchętniej miałbym ich na wyłączność. Wybieram pojedyncze jednostki, z którymi wiem, że jestem w stanie nawiązać kontakt. Soulmates, huh? Nie chcę brzmieć jeszcze bardziej infantylnie, niż dotychczas to robiłem, ale... to w jakiś sposób boli, gdy wiesz, że te emocje są zwyczajnie nieodwzajemnione, tak? Kiedy zdajesz sobie sprawę, że dla kogoś jesteś tylko kolejnym znajomym, kolejnym punktem, kolejnym przystankiem. Jestem tak zapatrzony w siebie, że nie potrafię tego znieść. Śmieszne zdanie, ale potrzebuję czuć się potrzebny. Nic więcej. I nie chcę być znajomym od jednego tematu. Żałuję, że jedyne, co potrafię zrobić, to o tym pisać. Żałosne. Dramatyczny ja jak zawsze. Chcecie dramatu? Zapraszam na tumblra. Wielu osobom po tej wizycie może rozjaśniłoby się na mój temat w głowie. Idę na łatwiznę. Uch.

Nigdy nie starałem się utrzymywać zbyt wielu znajomości - wolę zamknięte grona ludzi, gdzie wiem, że każdego znam, a co za tym idzie, nikt mnie niczym nie zaskoczy. Żadna nowość. Dalej jestem ograniczony do pewnej grupki ludzi. Może myślę bardziej otwarcie, czasem mam ochotę poznać kogoś bliżej - ale czy to cokolwiek zmienia? Nie wiem, czy warto stawiać na innych ludzi. Nie wiem, czy warto kłamać innych że się ich lubi, gdy tak naprawdę nie ma się ochoty z nimi rozmawiać. Po co? Dla dobrego wrażenia? Dla korzyści? Nie chce mi się już w to chyba bawić. Z tym też coś trzeba zrobić. Pisząc to, uśmiecham się sam do siebie. Dlaczego ja to - za przeproszeniem - do chuja piszę? Już wiecie, że blogspot to taki ograniczony pamiętnik. Odskocznia od rzeczywistości - a czasem mam wrażenie, że to sama rzeczywistość bez całej emocjonalnej otoczki codzienności. Piszę to, co w danym momencie myślę. I myślę, że jestem chujem, który traktuje ludzi przedmiotowo. Może jeszcze nie traktuję... zacznę. Ja pieprzę. Miałem być szczery wobec siebie. Shit. Nieważne.

Czytam 'The Perks of Being a Wallflower" w oryginalnej wersji językowej. Jestem na 49 stronie z bodajże 230. Książka jest pisana językiem prostym i przystępnym - spokojnie dałby sobie z nią radę przeciętny gimnazjalista. Nie muszę chyba zapewniać, że jest wspaniała. Nie wiem dlaczego, ale magia tej książki pochłania mnie bez reszty. Mój ból polega na przymusie czytania na ekranie telefonu. Fuck. Uwierzcie, że to nic przyjemnego.

Filmy? W nocy próbowałem obejrzeć 'Shutter Island', ale... będę musiał siąść do niego raz jeszcze. Dzisiaj w końcu chcę obejrzeć ten stary, czarno-biały, francuski film, którego tytułu nie pamiętam. Oby to nie były kolejne obiecanki-cacanki, ech.

Na jutro tylko kartkówka/test z wosu. Chciałbym mieć siłę się tego uczyć.



Sing me to sleep
I don't want to wake up
On my own anymore
Sing to me
Sing to me
I don't want to wake up
On my own anymore
Don't feel bad for me
I want you to know
Deep in the cell of my heart
I really want to go
Oh I need somebody, needed someone I could trust
And I don't gamble, but if I did I would bet on us
Like the dead sea, you told me I was like the dead sea
You'll never sink when you are with me, oh Lord like the dead sea

1 komentarz:

  1. I tak masz wysokie ambicje w porównaniu do mnie, ja się cieszę jak średnią 3.0 i dopa z fizyki (a trzeba wiedzieć, że jestem na mat-fizie). "The Perks of Being a Wallflower" czytałam, ale po polsku i też podobała mi się ta książka, jeżeli dorwę kiedyś w papierowej wersji w oryginale, to pewnie przeczytam, bo też nie przepadam za czytaniem z telefonu(komputera, czytników ebooków). Powodzenia na teście z wosu. : )

    OdpowiedzUsuń