Etykiety

niedziela, 28 kwietnia 2013

a ty kim? kim dla mnie mógłbyś być?

Kolejny tydzień za nami. Inaczej: następne siedem dni nicnierobienia minęły tak, jakby ich w ogóle nie było. Jakby nic się nie wydarzyło. Wszystko, co ma znaczenie jednego dnia, po tygodniu jest tylko gówno wartym wspomnieniem. Głębokie, nie? Staram się, cholera. Czas ucieka, biegnie, pędzi. A ja? A ja próbuję nadążyć. Nigdy nie byłem dobry w biegach, chyba wspominałem. - Puenta? Brak. Poczujcie przez chwilę klimat mojej głowy. Wszystko - nic. Nieważne.


Niespodzianka - dalej kaszlę. Dalej śpię po trzy do pięciu godzin dziennie. Dalej chodzę nieżywy. "Brainless zombie" zobowiązuje. Miło by było, gdybym wyzdrowiał do majówki, ale to tylko płonne nadzieje. Piszę ten akapit, przerywając trzeci raz, aby się wykaszleć. "Nieważne" po raz drugi.

Utrzymując formę wszystkich postów, musiałbym pisać teraz o swoim światku. O tak zwanym życiu towarzyskim - ewentualnie emocjonalnym. Moje piekiełko, o. Myślę, że gdybym to zrobił, wyszedłbym na jeszcze bardziej niedojrzałego szczeniaka, czego i tak ostatecznie nie uniknę. Zresztą nasza komunikacja pod tym względem nie wygląda zbyt dobrze, więc co mi zostało. "Rozmawialiśmy", tak? Możemy to chyba nazwać rozmową, choć monolog bardziej odpowiadałby prawdzie. Nie oczekiwałem niczego, ale nie spodziewałem się, że dostanę to dosłownie. Wszystko w moich rękach, a ty się dostosujesz. Tak to na razie wygląda. Powiedziałem ci o obojętności. Usłyszałem zaprzeczenie. Nie powinienem prosić o więcej. Tajemniczo. Wybaczcie czytelnicy, ale chcę, żeby ta osoba była świadoma pewnych rozterek. Wiem, jakie to musi być irytujące dla ciebie. Uch. Czy mnie satysfakcjonuje ta sytuacja? Nie odpowiedziałem. Roześmiałem się z kuriozalności sytuacji. Tak. Satysfakcjonuje. Z pewnością mogę powiedzieć, że będzie bolało. Ale to nic z możliwością kompletnej utraty kontaktu, tak? I na tym skończę. Nie wiem, czy uda nam się w końcu porozmawiać do końca. Tak naprawdę... wątpię, czy jest o czym. W końcu niczego nowego nie usłyszę. I tak jestem szczęśliwy, że jest, jak jest. Chcę tylko, żeby ta osoba też była szczęśliwa. Cóż. Żałośnie razy milion. Tumblr zaprasza.



Książki? Dalej 'Perks of being a wallflower' oraz "Rok 1984". Jakoś idą. Nie mam ochoty na czytanie.


Film - uwaga!- aż jeden. Za to jaki! "Lot nad kukułczym gniazdem". Klasyka kina. Mistrzostwo w czystej postaci, cóż rzec więcej? Od początku do końca zostałem przez tą opowieść wciągnięty. Fascynuje mnie też mnogość możliwości, jakie oferuje podczas odbioru dzieła. Czy traktować film jako zwykłą rozrywkę - rozkoszować się historią - czy doszukiwać alegorii? Oddział psychiatryczny z oddziałową jako metafora systemu totalitarnego? McMurphy jako jednostka walcząca z systemem? A może to była krytyka freudowskich metod leczenia wykorzystywanych w czasie akcji filmu? Każdy znajdzie swoją wersję. Kto nie oglądał, marsz przed ekrany! Świetnie wykorzystane dwie godziny niedzieli przed wami.


Post w sobotę. Jakoś mało ciekawie dzisiaj było. *łezka*

+ łał, udało się przekroczyć magiczną granicę tysiąca wejść. szaleństwo.

Wiem potrzebujesz tego czego ja
Nigdy mogę Ci nie dać
Nie dlatego, że nie chcę Ci dać
A dlatego, że sam tego nie mam
Najgorsze jest jednak to
Twoje rozczarowanie
Wiem zapomniałem Ci powiedzieć, że
Jestem zakochany
Więc lepiej mnie zabij
Wyrzuć z pamięci
Lepiej odejdź, pozwól mi odejść
Lepiej zapomnij
Pozwól zapomnieć
Lepiej daj mi następną szansę 
You may be lost in more ways than one
But I have a feeling that it's more fun
Than knowing exactly where you are

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz