Etykiety

wtorek, 26 lutego 2013

Paperman

Chciałbym powiedzieć wulgarnie - a ch... wam wszystkim w dupę, bo jestem tutaj znowu, piszę i mam się dobrze. Czas wolny pozwala mi na odrobinę szaleństwa, znowu mam czas na pisanie głupot. Udawszy, że wcale nie zostawiłem bloga na pastwę losu na czas prawie pięciu miesięcy, po prostu przejdę do tematu dzisiejszego posta. Oczywiście to nie ma żadnego związku z moim jutrzejszym testem z chemii, do którego nie mam ochoty się teraz uczyć. Chociaż powinienem. Uch.



"Paperman" - krótkometrażowa animacja Disneya nagrodzona tegorocznym Oscarem w tejże kategorii. Przyznaję bez bicia, że nie poznałem jeszcze reszty nominowanych tytułów - wszystko  przede mną. Wczoraj jedynie obejrzałem zwycięzcę, ot tak, z ciekawości. I wiecie co? Jestem szczerze zachwycony. Dlaczego? O tym zaraz.


Zastanawiałem się ostatnio, co jest tak wyjątkowego w animacjach Disneya, że wracam do nich regularnie co parę miesięcy. Co jest w nich takiego, że ludzie na całym świecie pokochali je bezgranicznie, a każdy kolejny tytułów jest przewidywanym hitem. Odpowiedź na to pytanie będzie nietypowa. Po prostu wystarczy obejrzeć "Papermana", który wydaje się być pewną kwintesencją tego, co dotychczas robiło studio.

Począwszy od klimatu starych czarno-białych niemych filmów, skończywszy na typowej disnejowskiej historii miłosnej. Banał? Być może. Jeśli jednak oglądać tego typu banały - to tylko w porządnym wykonaniu. Chociaż w tym przypadku słowo "porządny" wydaje się być sporym niedomówieniem. Ale do rzeczy.



Początek to kadr, gdzie facet podobny do innej disnejowskiej postaci (pamiętacie "101 dalmatyńczyków"?) stoi na peronie. Od samego początku wciągani jesteśmy w specyficzny  nostalgiczno-melancholijny nastrój filmu. Wydaje mi się, że pomimo trwania zaledwie siedmiu minut, jest to jedna z tych animacji, które naprawdę interesują widza. Kiedy wczuwamy się w akcję, kibicujemy postaciom, cieszymy się i smucimy wraz z nimi. Sama metoda animacji bardzo przypadła mi do gustu. Rysownicy Dinseya jak zwykle pokazali klasę. Postacie w prosty, a jednocześnie naturalny, sposób wyrażają emocje. Nasz - zgaduję - urzędnik spotyka na owym dworcu piękną dziewczynę. Miłość od pierwszego wejrzenia. Magia wisi w powietrzu, bo oto wiatr porywa jedną z jego kartek i biedne dziewczę dostaje nim w twarz. Odbija na niej swoje usta, a chwilę potem znika w pociągu, zostawiając naszego przyjaciela samego i kompletnie zdezorientowanego. Emocje animowanych postaci, jak już mówiłem, są wiarygodne. Miło się patrzy na ten ciągle zmienny wachlarz uczuć. Nasz pracuś okazuje się spędzać życie w nudnej pracy, z szefem tyranem. Ot, nasze szare życie. Dostrzega przez okno swoją ukochaną i obmyśla plan jak zwrócić jej uwagę. Ciągu dalszego filmu nie będę opisywał, na końcu znajdziecie link do YT. Zresztą nie trudno zgadnąć, jak wszystko się potoczy.


 Od smutku i rozczarowania do szczęścia i bezgranicznej miłości. Disney po raz kolejny serwuje nam przyjemną opowieść, będącą ucieczką od szarego życia. Nawet czerwone usta dziewczyny - jedyny kolorowy element filmu - wydają się potwierdzać tę tezę. W całej szarości świata musimy znaleźć miejsce na miłość. Film został wydany w walentynki - jeśli miałbym to określić jednym słowem byłoby to któreś z: słodko, uroczo, ujmująco. Ta nieopisana magia Disneya i świadomość studia co do potrzeb widza... to zawsze będzie mnie zachwycać.



Czy animacja była warta Oscara? Nie mnie oceniać. Postaram się wypowiedzieć na ten temat, kiedy obejrzę wszystkie nominowane tytuły. Na razie zostaje mi cieszyć się z nagród dla Anne Hathaway (uwielbiałem ją wcześniej, ale po "Les Miserables"... no cóż) i dla Jennifer Lawrence - jednej z najbardziej pozytywnych osób w tej plejadzie amerykańskich gwiazd. Myślę, że na tym skończę tę krótką notkę. Pozostawię pewnie chaos, niedosyt, niezrozumienie za co z góry przepraszam. Mam nadzieję, że będę teraz pisał więcej. Do przeczytania. :)



1 komentarz:

  1. Ou. Wróciłeś. To tylko przypadkowa synchronizacja czy mnie prześladujesz?

    Animację oglądałam jakiś czas temu, przed rozdaniem Oscarów, bo znajomy podrzucił link. Mimo mojego gustu do filmów, jestem nastawiona pozytywnie, co jest sporym wyczynem. Urocze i tyle.

    OdpowiedzUsuń