Etykiety

środa, 1 sierpnia 2012

summertime sadness


























pro-szczęśliwe zdjęcia, żebyście nie mieli żadnych wątpliwości co do mojego pro-szczęśliwego nastroju. :)

jestem rozdarty między opcją nienawidzenia was wszystkich i skończenia notki w tym miejscu a pisaniem dalej. ale chyba zostanę przy drugim. w końcu to też forma tortur, nie? właśnie teraz dochodzę do super genialnego i jakże błyskotliwego wniosku, że nienawidzę wszystkiego. "nie podchodź bez kija" mode: on.

przeczytałem wczoraj wszystkie notki na tym blogu. wszystkie. od dechy do dechy. byłem świadkiem całej swojej - ujmijmy - transformacji. w życiu bym nie przewidywał, że skończę, jak skończyłem. podziwiam starego siebie za to, co pisałem i jak. szkoda że nawet taką banalną umiejętność zatraciłem gdzieś w czasie tej przemiany. straciłem tak w sumie wszystko. marzenia, aspiracje, plany, kontakty, umiejętności, a przede wszystkim cenny czas, którego nie odzyskam. najgorsze, że tak naprawdę mam to gdzieś. jakąkolwiek wolę walki też straciłem. sad but true. nie wiem, ile jeszcze napiszę notek takich jak te. zawsze to samo. zawsze jak mi źle i niedobrze. żałosne i fascynujące zarazem. fascynujące ze względu na to, że jednak dalej ktoś tu wchodzi. nie ma już takiego boomu jak na początku roku, ale jak na brak notek nie jest najgorzej. no cóż.

panie i panowie, jesteście świadkami mojego nieustannego upadku. i nie mam nic do dodania. jestem żałosnym cieniem człowieka, którym byłem i gardzę sobą jak nigdy. tyle w tym temacie mam do powiedzenia.

kończę czytać "zieloną milę". książka równie cudowna co film. "cmętarz zwieżąt" też polecam. pan King nie zawiódł i tym razem. teraz czeka na mnie powtórka całej serii "harry'ego pottera", trzymajcie kciuki. seriali jak dotąd nie obejrzałem. filmów żadnych chyba też, przynajmniej nie pamiętam nic ciekawego. nie pytajcie, co w takim razie robię. czas mi ucieka między palcami. nie robię nic. naprawdę.

bułgaria? sztywna kadra, tragiczny hotel (niezapomniane przeżycia kulinarne), idiotki drące ryja. plaża, jedna długa ulica, hotele - tak mogę opisać złote piaski. i jeszcze ładny park był. osom. ale wiecie co? mógłbym narzekać godzinami, ale najważniejszy jest fakt, że wszystko to było do przeżycia, gdy się było w dobrym towarzystwie. choć wszyscy wszystkich denerwowali jak cholera, a ja jak zwykle popisałem się niezwykle rozwiniętą umiejętnością życia w społeczeństwie, to... cieszę się, że spędziliśmy ten czas razem. rzygam tęczą ze słodkości tego stwierdzenia, ale no cóż. dziękuję wam w sumie za wszystko. i lepiej będzie, jeśli na tym skończę, nie chcąc już niczego psuć. jesteście cudowni.

za trzy dni upłynie termin mojej najważniejszej obietnicy złożonej samemu sobie. czuję się jak najżałośniejsza osoba na całym globie. nie żartuję. nawet tego nie jestem w stanie zrobić. rzecz niepojęta, jak człowiek potrafi stać się słaby. mogłem zrobić to, kiedy jeszcze miałem odwagę. te wszystkie emocje, które się we mnie kotłowały, tą determinację. przecież to już pół roku. pół roku pieprzenia sobie życia. krok po kroku. znowu zaczynam. stop.

przeraża mnie liceum. przeraża mnie nowa klasa. przeraża mnie powrót do nauki. nie wyobrażam sobie - z moim obecnym brakiem mózgu - siedzenia nad książkami czy myślenia w ogóle. czysta abstrakcja. połowa wakacji za mną, więc czas chyba zacząć się oswajać z tą myślą. oswajać z powrotem do jakiegokolwiek życia. przymus kontaktu z tymi ludźmi rodzi u mnie coś w rodzaju napadów drgawkowych połączonych z chęcią wyzbycia się zawartości żołądka. brr. wszyscy mnie pokochają. z pewnością. a przede wszystkim ja ich. (:

puenty chyba nie będzie. to już tak tradycyjnie w sumie. dochodzę do wniosku, że w moim życiu nic nie ma puenty, więc no... miło się pierdoliło, ale czas kończyć. w sumie nie powiedziałem nic, co chciałem. ale to zrobię. kiedyś muszę. chcę mój mózg z powrotem. chcę moje życie. ja jebę.


'She loves that rock 'n' roll and she plays it all night long
That's all she ever tells me when I call her on the telephone'
'I did what I was told.
Did it to my self,
Did it to my self.
And don't expect anything else.
Cause everybody told me "Shut up"' 
'Tonight I'm gonna have myself a real good time
I feel alive and the world turning inside out Yeah!
And floating around in ecstasy
So don't stop me now don't stop me
'Cause I'm having a good time having a good time'
'I wanna drink until I ache
I wanna make a big mistake
I want blood, guts, and angel cake
I'm gonna puke it anyway'


pozytywnie, heheszki.

4 komentarze:

  1. Nie wiem czemu tak "gardzisz sobą". Czujesz się żałośnie. Może i powód masz, bo złamałeś obietnicę wobec siebie ( ale ta obietnica nie była niczym co by Ci na dobre wyszło, jeśli można to tak nazwać ), ale uwierz nie jedna "osoba na tym globie" płakałaby za Tobą. Nie uważasz, że to egoizm pozwolić innym cierpieć? Dać im zalewać się łzami? Każdy kto myśli podobnie do Ciebie mówi, wtedy że nikt by za nim nie tęsknił. A jednak. Pomyśl, dla wielu osób jesteś kimś naprawdę ważny. Chociażby dla rodziny, swojej małej siostry, rodziców. Może czasem myślisz, że mają swoje ważniejsze sprawy, ale oni Cię kochają. A znajomi? Myślisz, że cieszyliby się gdyby Cię nie było? Jakbyś nawet na miesiąc wyjechał tęskniliby, a co dopiero na całe życie? Może to, że nie jesteś w stanie dotrzymać obietnicy ( to dobrze, że nie jesteś ! ) nie jest oznaką własnej słabości, tylko tego, że masz za wiele do stracenia, bo uwierz masz naprawdę dużo.

    Przepraszam za taki długi komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  2. JA JEBIE. :l
    _____________
    przed wyjazdem coś ważyłeś, czy mi się wydaje?

    OdpowiedzUsuń
  3. ważę cały czas tyle samo.

    OdpowiedzUsuń
  4. hej cegieła, nasz grubasie, ile ty masz metrów w pasie? o; HEHE

    OdpowiedzUsuń