Etykiety

sobota, 4 sierpnia 2012

somewhere only we know

robiąc porządki na komputerze, natknąłem się na jakieś niedokończone przemyślenia. data powstania dokumentu wskazuje jeszcze zeszły rok. ciekawe co jeszcze tutaj znajdę. macie i czytajcie. :)



                Gwiazdy. Niedoścignione marzenie ludzkości. Czysta kwintesencja naszej niezmiennie trwającej od zarania dziejów niewiedzy. Tak blisko – wręcz na wyciągnięcie ręki! – a jednak tak daleko. Od kiedy człowiek zaczął używać mózgu do czegoś więcej niż przeciętny szympans, fascynowały go te świetliste punkty. To przecież właśnie Słońcu i Księżycowi przypisywano pierwsze siły boskie. Ba, to od nich narodziły się wszystkie dzisiejsze religie. I kto wie, czy do tego pierwotnego punktu znowu nie zmierzają. Jakby ludzkość nie nazwała swego stwórcy, koniec końców powiela on schemat wiary w słońce. Zresztą czy tak nie byłoby prościej? Pomyślcie. Wszystkie oczy świata codziennie konfrontują się z Bogiem. Że słońce nie tłumaczy naszego powstania? Przepraszam za brak subtelności, ale chcecie mi powiedzieć, że niewidzialny pan robi to lepiej? No właśnie. Poza tym nie chodzi mi o to, kto i jak nas stworzył. Te kwestie pozostawiam do wytłumaczenia nauce. Bardziej ciekawi mnie aspekt…  powiedzmy psychologiczny. Wracając, domniemana wszechmoc boska w jakimś stopniu równa się potędze słońca. Dlaczego? Już starożytni doskonale wiedzieli, że ostatecznie bez tej wielkiej rozgrzanej kuli nie przeżylibyśmy nawet najmniejszej milisekundy. To ona umożliwia nam życie. Nie każe nam być dobrymi – od tego każdy człowiek posiada własne sumienie, moralność, „wewnętrzne ja” – co najwyżej mogłoby nas prosić o bycie ekologicznymi. „Idźcie i głoście światu ekologię” – powiedziała wielka świecąca planeta pierwszym ludziom. No cóż. Za to pytanie o powód rozpoczęcia czci ku słońcu jest raczej zbędne.
                Poza swoistą wiarą w najbliższe gwiazdy, kult planet wykorzystywali między innymi Egipcjanie. Prawe oko Ozyrysa rzekomo symbolizujące słońce, oraz lewe księżyc. Zatrzymajmy się chwilę przy tym niesamowitym kraju. Zdradzę wam, że jestem jednym z tych świrów zafascynowanych sprawą piramid. Kto, jak, dlaczego, dlaczego tutaj – stały zestaw pytań. Ktoś powie, że jemu to na lekcji wytłumaczyli. Mnie też. Tylko trzy czwarte z tego – przepraszam za wyrażenie –  to gówno prawda. Naukowcy aktualnie dalej pracują nad tą łamigłówką. Mnie nie pozostaje nic innego jak polecić przeróżne filmy dokumentalne, reportaże, artykuły, całe książki. W końcu pogdybać zawsze miło. Ale o samych piramidach kiedy indziej. Z kultem planet o krok dalej posunęli się starożytni rzymianie. Mars, Merkury, Wenus, Saturn, Neptun – zaledwie kilka przykładów. To tylko potwierdza nasze trwającego po dziś dzień wielkie zainteresowanie niebem. W kosmosie jak i oni poszukujemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Choć minęły tysiące lat, a my mamy czelność nazywać się „oświeconymi”, dalej pozostajemy głupi. Bez odpowiedzi. I wiecie co? Myślę, że owych nigdy nie mieliśmy poznać. Czy było to z góry zaplanowane (uwaga, wkraczamy w sci-fi) czy też nie. Fakt ten nie zmienia niczego. Mieliśmy pozostać ślepi. Wiedza ostateczna mogłaby nas przerosnąć, zniszczyć, doprowadzić do czegoś gorszego niż nawet nasz własny upadek. Czyż nie byłaby to fantastyczna historia? Przypomnijmy sobie teorię tak zwanych wymiarów. Może chodzi dokładnie o to. Każdy wymiar ma nad sobą wyższy. Każdy wymiar czeka na punkt kulminacyjny – moment odkrycia tajemnicy powstania. Może nawet możliwości stworzenia. Niczym swoiści bogowie. I tak od kwadrylionów lat. Wymiar po wymiarze. Może nawet ci wielcy „bogowie” zachłyśnięci własną potęgą giną, robiąc miejsce własnym tworom? To nawet znalazłoby pewną alegorię w mitologii greckiej. Nie-sa-mo-wi-te. Nie mówcie, że tylko mnie to tak fascynuje? Ech. Choć wizja pasjonująca, to nie odpowiada na żadne z pytań. Rodzi ich jeszcze więcej. No cóż.
                Ciekawi mnie też podobieństwo kosmosu do świata atomów. Czyż nie interesująca jest wizja bycia czymś mniejszym od atomu w czyimś świecie? I na odwrót. Bycie wszechświatem?  Idąc dalej tym tropem, może zamiast szukać odpowiedzi daleko w kosmosie prościej byłoby ich poszukać tuż koło nas?


widzę parę błędów w rozumowaniu, wyobraźnia też chyba zaczynała mnie przerastać.
nieważne.


'This is the last time
That I will show my face
One last tender lie
And then I'm out of this place'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz