Etykiety

piątek, 24 sierpnia 2012

my beautiful show

Jeszcze dziesięć dni dzieli nas, drodzy uczniowie, od tej daty. I wszystko jest tak - za przeproszeniem - chujowe, że nawet nie wiem od czego zacząć narzekanie. Bo od tego tu w końcu jestem. Ja - siedzący w swojej prywatnej, ciemnej krypcie. Nosferatu tego żałosnego świata. Jeden z wielu. Chcąc nie chcąc, współ-czuję waszą dzisiejszą niemoralność, głupotę i zacofanie. Naszą. No przecież.

Frustracja rośnie z każdym dniem. A do niej wprost proporcjonalnie narasta ból głowy i wiele innych objawów. Nie czuję się dobrze. Potrzebuję coś zrobić. Więc piszę. Piszę, póki mogę. Piszę, póki nie dowiem się, czy nienawidzę bardziej siebie czy was.

Wakacje się kończą, a ja nie poczułem, żeby się w ogóle zaczęły. Tak szczerze. Kolejne beznadziejne lato, które odejdzie w zapomnienie szybciej niż zdążę mrugnąć oczyma w poniedziałek trzeciego września. Nie zrobiłem nic. Znowu. Wszystko co planowałem... jakby nie wyszło tak, jak chciałem. Ale do tego powinienem się już przyzwyczaić. Ech. Na domiar złego idę do nowej szkoły. O beznadziejności mojego wyboru się już wypowiadałem. Pomińmy więc ten drażliwy temat. Poruszmy gorszy. Nowa szkoła = nowi ludzie. To jest dla mnie najgorsza część tego wszystkiego, wiecie? Ci, co czytają te notki od jakiegoś czasu, zauważyli pewnie, że nie najlepiej radzę sobie w kontaktach z ludźmi... Może źle to ująłem. Radzę sobie wprost koszmarnie. Cieszyłem się, że koszmar gimnazjum się skończył. Wyszedłem stamtąd - powiedzmy na wyrost - żywy. A kto wie, czy nie trafię do czegoś o wiele gorszego? Kolejni ułomni na umyśle przedstawiciele najbrudniejszych otchłani brodzika intelektualnego? For fuck's sake. Nieważne.

Ludzie odchodzą. Nikt nie zostawał ze mną na dłużej, to fakt. Nawet jeśli, to kontakt ten jest dość... zdystansowany, o. Inaczej tego chyba ująć nie potrafię. Wiedziałem to od zawsze, ale... teraz odbieram to trochę inaczej. Nie wiem, co powinienem o tym myśleć. To też jest nieważne. Uznajmy, że to rozwiąże się samo.

Jak na notkę marudy, to mało marudzę. Gdy zacząłem pisać, byłem w nieco bardziej bojowym nastroju. Ale tak szczerze mówiąc, czego się spodziewaliście? Bardziej hejterskie notki pisałem z rok temu. A rok temu byłem kimś innym. Rozwijamy się? Nazwijcie to jak chcecie, ale na rozwój to bynajmniej nie wygląda. Już nie oceniając wyłącznie siebie, gdy patrzę na rówieśników, to myślę, że... coś poszło nie tak. Wielu ludzi zapowiadało się naprawdę dobrze. A tu trach. Okres dojrzewania, tak? Heh. Czytałem kiedyś, że IQ ludzi w moim wieku może ulegać ogromnym zmianom i zawahaniom. Jesteśmy podatni na wpływy. Wszystko zależy od tego, jak będziemy poprowadzeni. Jak sami będziemy się prowadzić. A to jest przeogromny problem.

Mógłbym ponarzekać chociażby na upały, na to jakiego pająka ostatnio musiałem ukatrupić (NEVERMORE, OMG), na brak książek, na moje miasto, po stokroć na siebie. Mógłbym. Ale w tym momencie uważam to za skrajnie pozbawione sensu. Ot, huśtawka emocjonalna.

Pochwalę się jeszcze wizytą u fryjzera. Dość radykalne cięcie, ale jestem w miarę zadowolony. Większy komfort i generalnie myślałem, że będę gorzej wyglądał. Minusy oczywiście też są. Czuję się łyso, nie potrząsam włosami, wyglądam w cholerę młodziej (serio D:) i... no po prostu lubię tą swoją kudłatą czuprynę. Ech. Za parę miesięcy będzie, tak jak było.

To tyle. Odechciało mi się pisać. Idę oglądać. Cokolwiek oglądać. Korzystam z wakacyjnego zaburzenia snu, polegającego na niemożności uśnięcia przed godziną czwartą. Czasem piątą. Czasem szóstą. Uh.


niesamowity teledysk, geniusz.
'I hate you all and somehow you find me…
incredibly charming'
'Now you say you're sorry
For bein' so untrue
Well, you can cry me a river, cry me a river'
'Mister me
Ego queen
Struts around me
All I wanted was
Someone to rely on'

macie. może nie widać tego, jak do końca wyglądają moje włosy, noale.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz