Etykiety

środa, 4 lipca 2012

live and let die

wakacje. ile emocji w tym jednym słowie. ile wspomnień, skojarzeń i myśli się z nim wiąże. nieoficjalnie wakacje trwały już co najmniej tydzień u większości z nas, prawda? no cóż. cieszmy się chwilą wytchnienia. nic więcej nam nie zostało.



można na wyrost posilić się o stwierdzenie, że rozpocząłem nowy etap w swoim życiu. koniec znienawidzonego gimnazjum, które przysporzyło mi ogromu problemów natury wszelakiej, z których leczyć się będę prawdopodobnie przez lata. nie warto jednak tego roztrząsać. cieszę się, że to już za mną, że jestem "wolny". szkołę ukończyłem ze zadowalającą średnią 5.06, na świadectwo uzbierałem 164 punkty. przez trzy lata żadnych szczególnych osiągnięć. żadnych zasług. ot, kolejny szary człowiek, który zakończył edukację w sosnowieckim gimnazjum nr 16. moja klasa? poza podobno zachwycającą średnią klasową oscylującą wokół 4.9, niczym pozytywnym nie zaskoczyła. przez chwilę nawet wierzyłem, że na pożegnaniu zrobi się cieplej i milej, wiecie? a porównałbym to raczej do groteskowego spotkania znajomych ofiar wypadku, gdzie nikt nikogo nie zna, nie chce znać i głupio im do kogokolwiek się odezwać. niczym żałoba nad czymś, czego nie było. i to na tyle. okej. nie będę udawał, że czegoś żałuję, ale mimo wszystko byłem zaskoczony brakiem wszechobecnego poruszenia na jakie się zapowiadało. no cóż. miło było poznać.

po wakacjach liceum. wybrałem V LO im. Kanclerza Jana Zamoyskiego w Dąbrowie. dlaczego? nie pytajcie mnie. im bliżej wyniku rekrutacji, tym bardziej wątpię w trafność mojego wyboru. profil dwujęzyczny, co oznacza niektóre przedmioty prowadzone w języku angielskim. co potem? nic. szczerze: nic interesującego po tym profilu mnie nie czeka. chyba że sam sobie rozszerzę ciekawsze przedmioty, co wiąże się z wieloma przeszkodami. sama szkoła dość przeciętna. podobno słynie z atmosfery. no tak, marzę przecież o przyjaznej atmosferze, sprzyjającej poznawaniu innych ludzi. cały ja. dusza towarzystwa... pewnie się zastanawiacie po jaką cholerę w takim razie tam poszedłem. jakim idiotą muszę być. i tutaj również odpowiedzi wam nie udzielę. chciałem pójść do szkoły poza obręb mojego miasta, aby nie przejmować się starym otoczeniem. względnie mi się to może udać. pytanie brzmi: czy było warto?

wakacje. żadnych konkretnych planów. byłem już z rodzinką na trzydniowym wyjeździe nad jezioro żywieckie. niedługo mnie czeka bułgaria, potem w sierpniu wyjazd w beskidy na zadupie, gdzie do najbliższego sklepu jest kilometr drogi. brzmi zachęcająco, nie? wiem. ale to zadupie powinno mi dobrze zrobić. pomniejsze atrakcje pewnie wyjdą w praniu, a rozpisywać się o nich nie wypada. :)

filmy? chyba nic ciekawego nie oglądałem. muszę przez wakacje nadrobić ten zastój. mam już wybranych parę tytułów, które czekają na mnie już od niepamiętnych czasów. to samo z serialami. "Misfits", "Supernatural" - te dwa tytuły z pewnością znajdą miejsce na ekranie mojego komputera. poza tym czym by były wakacje bez książek. poza czekającymi na mnie w formacie pdf interesującymi lekturami (za cholerę nie mogę się przekonać do czytania na ekranie), trzeba zająć się nowo zakupionym "Cmętarzem Zwieżąt" i "Niezbędnikiem ateisty". na razie skończyłem pierwsze sto stron dzieła Kinga, a Mistrz Grozy oczywiście nie zawodzi. :)

czytam to, zastanawiając się, czy potrafię prowadzić nudniejsze życie. siedzę w pidżamie, piję tradycyjnie zieloną herbatę, słucham. wezmę się zaraz za przegląd zdjęć z wyjazdu. zjem obiad. umyję się. może gdzieś wyjdę. marzy mi się spacer na stare zadupia. szkoda tylko, że na myśl o wyjściu robi mi się niedobrze. ech. o iluminatach pisać nie będę, o sytuacji na świecie też nie, notatki o kościele też chyba zostawię w spokoju. marzy mi się opowiadanie. trzymajcie kciuki. do następnego.

na wspomnienie AHS

'I was born bad
But then I met you
You made me nice for a while
But my dark side's true' 
'But you see, it's not me, it's not my family.
In your head, in your head, they are fighting.
With their tanks and their bombs,
And their bombs, and their guns.
In your head, in your head, they are crying... '
'And they try to tell us that we don't belong
But that's alright, we're millions strong
You are my people, you are my crowd,
this is our music, we love it loud'
'Nothing is like, I planned it
so funny I, can't stand it
wish I was made, of granite
"I must be on another planet."'
'Sometimes everything is wrong
Now it's time to sing along' 
'You know I'd rather walk alone, than play a supporting role
If I can't get the starring role.'
'There's no light without a flame,
There's no use in having you to blame.
There's no smoke without fire.
Baby, baby you're a liar.'

tick tock. time is fleeting, my dear. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz