Etykiety

wtorek, 24 stycznia 2012

144. day without school



















dzień bez szkoły, bo nie chciało mi się ogarniać trzech przedmiotów naraz. posprzątam w pokoju. potrzebuję porządku. chociaż tego przyziemnego, bo na umysłowy nie mam co liczyć.

prawdopodobnie z punktu widzenia kogoś inteligentnego ten blog jest już skończony. i ma rację. nie mam siły, czasu i ochoty na pisanie czegoś znaczącego. wolę pierdolić o sobie, bo to pozwala mi zachować jakąś resztę klarowności umysłu. nie proszę was o wybaczenie, nie dbam o to. zawsze mówiłem, że wchodzi tu, kto chce. nikogo swoim blogiem nie katuję (wizja w postaci tortur: "MASZ NA TO PACZEĆ" jest dość urocza, noale). znam osoby, które wchodzą tylko dla obrazków, znam te, które chcą się pośmiać, a nawet takie które serio się przejmują tym, co piszę. i mimo wszystko to całkiem miłe. ale wracając do mojej głównej myśli: zaniedbałem was trochę ostatnio. żadnej porządnej noci. skandal. więc dostajecie teraz coś dłuższego. nie będę pisał o ACTA, PIPA, SOPA, bo moje stanowisko już określiłem. mówienie o tym, że to część NWO nie jest chyba znowu taką fikcją. a zresztą. ostatnio za "mainstreamowy" temat się z tego zrobił. dzieciaki podłapały, huh. nieważne.

co u mnie? zbliżają się ferie. od piątku zaczynam mój free-time. plany? żadnego wyjazdu w góry z rodzinką. no może na dzień z kuzynką i jej znajomymi. no i do bielska na zdjęcia. i z dwa inne wypady na zdjęcia, ale to już nieco bliżej w okolice mojego sosnowca. poza tym mam plan spędzać jak najwięcej czasu poza domem. z ludźmi. najpewniej się czuję będąc wśród ludzi. o ironio. ale tak jest bezpieczniej. :) muszę oczywiście przejść jeszcze do użalania się nad sobą. notka bez żali, to notka stracona. who cares? przyznam, że w ostatnim czasie stałem się słabym człowiekiem. po prostu. to nawet widać po tym cholernym blogu. jeszcze z parę miesięcy temu mogłem się poszczycić całkowitą znieczulicą. nie czułem. nie chciałem czy nie mogłem - cokolwiek. nie przejmowałem się tyloma rzeczami. nie brałem ich nawet pod uwagę. wszystkie emocje były stłamszone, zamknięte. pozbyłem się ich tak skrzętnie, że sam nie dostrzegałem ich istnienia. teraz myślę bardziej otwarcie. i pewnie bym się z tego cieszył gdyby nie to, że... sam nie wiem. nieważne, bo rozwijam złą myśl. po prostu kiedyś umiałem to wszytko zatrzymać dla siebie. teraz czuję, że jestem słaby. tak po prostu. daję się porwać przez nurt życia. zostałem wciągnięty w tę wielką grę. tylko boję się o postawioną stawkę. uhm.

jemy, pijemy, kochamy i nienawidzimy. to my. ludzie. mimo wszystko nie żyjemy tak do końca. nie, nie oszalałem. sądzicie, że żyjecie, bo macie: dom, dziewczynę, przyjaciół. ale uświadomcie sobie, że to wszytko jest niczym, jeśli nie posiadacie siebie. co to znaczy? zostawiam wam wolną rękę do interpretacji. chcę tylko powiedzieć, że nikt nie będzie w pełni żył bez świadomości śmierci. rozumiecie? jeśli nie jesteśmy jej świadomi, to nie różnimy się niczym od zwierząt. jesteśmy jedynym gatunkiem świadomym tego, że kiedyś umrzemy. tylko nam towarzyszą temu tak skomplikowane emocje. kolokwialnie rzecz ujmując: inteligencja, postęp, psychologia, złożoność osobowości, choroby psychiczne - to w pewnym sensie skutki świadomości śmierci. co więcej jesteśmy jedynym gatunkiem nie tyle świadomym przyszłego końca, ale też jedynym, który może go... "przyspieszyć". kruchość życia jest jego filozofią. wracając: tylko ludziom przypisujemy takie wartości jak szczęście - w formie spokoju umysłu i tak dalej. szaleństwo jest cechą ludzką. nie, nie jako obłęd. jako niezrozumienie istoty życia. chodzimy po cienkiej granicy. często nieświadomie. możemy żyć, udając, że problem nie istnieje. od imprezy do imprezy, w zawirowaniach kariery, "korzystając z życia". to forma ucieczki. nie oskarżam nikogo. nie mam prawa. zresztą. zgubiłem już wątek. już kiedyś napisałem - nic nie wiem o życiu. więc nie rozumiem, czemu staram się udawać coś innego. zawsze mnie śmieszyło jak szczyle w moim wieku piszą o... takich rzeczach. teraz nie wiem czy śmiać się z siebie. ech.

długa notka pozbawiona sensu. jak miło.

funny thing, when you care about somebody who doesn't.
funnier, when you're so emotionally unstable that you care about two person like that.
fucking funny, huh.

'If you want to view paradise
Simply look around and view it
Anything you want to, do it
Want to change the world, there's nothing to it'


how cute. photos with sister.


edit, godzina 14: łał. jebcie się. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz