Etykiety

środa, 18 stycznia 2012

138. I'd paid to see you frown
















dostaję zajoba. nie mogę znaleźć sobie żadnego konstruktywnego zajęcia. biorę do ręki książkę i po pięciu minutach z wściekłością ją odrzucam, zdając sobie sprawę, że zapomniałem, o czym czytam. znowu. nie mogę się skupić na pisaniu, na słuchaniu, na rysowaniu czy choćby na nauce. myślenie o tej jednej pieprzonej notce kosztuje mnie już dobre trzydzieści minut, chociaż nie napisałem tutaj jeszcze praktycznie nic. zresztą... nawet jeśli już się na czymś skupię, to w tym domu nie ma co liczyć nawet na odrobinę prywatności. każdy wchodzi, wychodzi, gada, drze się, szepcze, cholera wi co jeszcze. drzwi? nieważne. pokój to dobro ogółu. ale problemy. ech.

mój organizm jest zajebisty. jego odporność po prostu miażdży wszelkie zasady... ta. nie ma to jak jednego dnia wyjść z siostrą na sanki, a rano obudzić się z gorączką i męczącym suchym kaszlem. do piątku muszę być w pełni zdrowy, w pełni ogarnięty. do fryzjera nie mogę pójść, bo nie będę kasłał na kobietę. więc pójdę z jebanym afro. co tam. kolejny super-ważny problem. gardzę swoim zachowaniem, a jednocześnie zdaję sobie sprawę, że gówno wiecie o moim życiu. i to mnie jakoś tak pociesza. mogę wam pieprzyć o takich głupotach. to bez znaczenia. to tylko internet. to tylko pierwsze przychodzące do głowy myśli.

jestem zmęczony. wiecznie. jeśli nie znajdę sobie zajęcia, to idę spać. ech.
miałem plan po raz drugi już udowadniać nie-zajebistość USA, ale to chyba niepotrzebne. kraj, w którym żyje 27 mln analfabetów i 45 mln tzw. analfabetów funkcjonalnych, mówi sam o sobie. ale okej. pośmiejmy się jeszcze. pomimo że prawie połowa mieszkańców to - powiedzmy wprost - niedorozwoje, istnieją tam uczelnie posiadające katalogi na parędziesiąt stron z paroma setkami kursów, gdzie istnieją przedmioty takie jak: cheerleadering, rysowanie komiksów, gra na gitarze, ogień i my, szycie plecaków, śmierć czy mój hit w postaci prostytucji (może jakiś dyplom z dupodajstwa?). W kraju tym szkoły uznają, że dzieci są za głupie, żeby zapamiętać pi=3,1416 i zaokrąglają jego liczbę do 3. hihi. how funny.

o, jeszcze lubię pieprzenie moich rówieśników o natłoku nauki. okej, czasem też powiem coś w stylu: "boże, ile kucia". ale u mnie na mówieniu się kończy. spędzam tę godzinę (w porywach do dwóch) nad książką i umiem tyle, ile potrzebuję. potem zachodzę do szkoły, a oni opowiadają jak to zarwali noc, żeby cokolwiek umieć. nie chcę nic mówić, ale jeśli teraz macie taki problem, to na studiach zdechniecie. brzmi jakbym się wymądrzał, ale jeśli nie jestem wystarczającym autorytetem (o dżizas) - to sami ogarnijcie temat. przedmioty ścisłe wyglądają tak, że w miesiąc przerabiasz 5-6 działów - tyle co w gimnazjum przez niemal cały rok. co więcej materiał często trzeba przerobić samemu. a teraz zajrzyjcie do polskich szkół, gdzie dzieciaki nie umieją zrobić własnej notatki z lekcji. :) a skoro jesteśmy przy szkole - polecam 80 tysięcy ludzi, które oblały maturę z matematyki w zeszłym roku. powiecie, że trudny przedmiot i nie każdy ma umiejętności. bitch please. na maturze możesz korzystać z kalkulatora i tabliczki z wzorami. jedyne co musisz zrobić to myśleć. wniosku wyciągać tak trywialnie nie będę. :)

udało mi się rozpisać. brawo.
założyłem tumblra, ale na razie bez linku. muszę go ogarnąć.
'I never really hated the one true god
but the god of the people I hated
you said you wanted evolution
the ape was a great big hit
you say you want a revolution, man
and I say that you're full of shit'




fajny dzień. spanie-pobudka-szkoła-powrót-spanie-pobudka-lekcje-spanie. medżik

3 komentarze:

  1. Jestem w piewszej klasie szkoły średniej ( chociaż powinnam być w czwartek, ale mniejsza o to ). Dzieciaki mające - olaboga - szesnaście czy dwadzieścia słówek z łaciny do wkucia, marudzące jakby było ich przynajmniej 150. Albo, zadają nam po mału, po paragrafie z książki do nauczenia, a oni dopiero zabierają się w przeddzień sprawdzianu za cały rozdział.
    Jak to mówią - jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.

    OdpowiedzUsuń
  2. czy według twojego postu powinnam uważać że uzyskując marne 10p z próbnego egzaminu z matmy, jestem po prostu głupia ? .

    OdpowiedzUsuń
  3. z tymi 10/30 punktów zdałabyś jeszcze maturę akurat. :)

    OdpowiedzUsuń