Etykiety

niedziela, 4 grudnia 2011

102. whatever
















A jednak. Nawyk przeszukiwania tumblra w poszukiwaniu obrazków był silniejszy. Zresztą nic to nie zmienia.

Wczorajsza notka była napisana pod wpływem chwili i nie mam nic więcej do powiedzenia w tym temacie. Nie wypieram się tego ani nie potwierdzam. Wszystko jest zbyt nierealne aby jednoznacznie określić tożsamość słów. Granice zanikają. Moje "ja", o którym kiedyś pisałem, nie jest już tak rozproszone. Wydaje mi się, że stara się złączyć, skupić w jedną postać, co jest chyba jeszcze mniej realne. Kiedy przeszczepiony organ nie przyjmuje się w nowym ciele, to zwykle człowiek umiera. I o ten przeszczep się martwię. Co jeśli upragniony Frankenstein, ten wspaniały zlepek najlepszych części okaże się niedopasowany? Czy ponownie rozleci się na kawałki, żyjąc pustym non-egzystencjalnym życiem czy po prostu zostanie zakopany w ogródku szaleńca? Gdybania. To akurat potrafię wyśmienicie. 

W pewnym sensie jestem perfekcjonistą. Wszystko, co robię, musi być dobre. Ba, musi być najlepsze. Tylko pojawia się problem. Spadając z chmur, spotykam się z twardą ziemią: w niczym nie jestem najlepszy. Zawsze znajdę kogoś lepszego od siebie, a to rodzi frustrację. Zawsze znajdę niedociągnięcia w swojej pracy. Zawsze znajduję powód by się skarcić. Życie z taką manią jest dość męczące. Nic, co zrobisz, cię nie zadowala. Wszystko jest byle jakie i do dupy. Nie. Wcale nie wiecie, co to za uczucie. Wcale tego kurwa nie wiecie. Ale w takim razie, co z tym robię...? Czasem oszukuję, o czym już mówiłem. Oszukuję również tę część siebie. Starałem się robić tylko to, w czym wiedziałem, że jestem dobry. Czasem, kiedy mój umysł bawił się ze mną w berka po wielkiej rozbujanej planszy  umysłu, w tych chwilach, gdy czułem, że to ja jestem tym najlepszym, a reszta jest tylko gównem nie wartym uwagi, uważałem, że wszystko, co zrobię jest świetne. Ale jak już wspomniałem, oszukiwałem sam siebie. Gdy ma się moją głowę, to nic nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Życie.

Pierwszy obrazek jest sednem jednej głównej - tej najrealniejszej - myśli. Nie ja jestem na tym świecie najbardziej pokrzywdzony. Nie tylko ja jestem smutny. Każdy jest. I nikogo nie obchodzą moje problemy, bo każdy ma swoje. Co więcej to ja powinienem zacząć się przejmować innymi. Tymi najbliższymi. Kolejne postanowienie.

Skąd takie a nie inne notki? Od kiedy pozwalam, a wręcz zachęcam do wchodzenia na "moje tereny" innych ludzi? Od wczoraj, jakby nie patrzeć. Wchodzących tu praktycznie tyle, co nic. Prawdopodobnie z bliższego otoczenia (szkoła, etc) wchodzi tu max 5 osób, których (w większości) opinia w sumie gówno mnie obchodzi. Zniszczyć mi życia tym nie zniszczą. Reszta to osoby których prawdopodobnie nigdy nie ujrzę na oczy, czyli tym bardziej mogę mieć ich w dupie. Zresztą jest chyba takie powiedzenie: "nie powinien się wstydzić ten co dupę pokazuje, a ten co patrzy". Nie piszę dla nikogo konkretnego, a piszę dla siebie. Zobaczymy za ile stwierdzę, że ten pomysł był najgorszym w moim życiu.

To, że nie piszę dla nikogo konkretnego, nie znaczy, że stronię od komentarzy zawierających jakkolwiek znaczącą opinię. Marzę o porządnej rozmowie. Nawet tej internetowej.


Czytam tę notkę i widzę, że urocze ze mnie dziecko. Zabawne jest to, że gardziłem osobami piszącymi o takich rzeczach w publice, a teraz sam to robię. Jeszcze raz potwierdza się to, co powiedziałaś. Staram się na siłę wzbudzić zainteresowanie. Nic na to nie poradzę. Bywa.

Próbny egzamin będzie śmieszny. Przeglądając te zeszyty, uznałem, że nic nie umiem.
Cokolwiek. To... tylko próbny, no nie?

Michael Buble - Me and Mrs. Jones
którejś nocy usłyszałem to w radiu i jakoś tak wpadło w ucho.

1 komentarz:

  1. Widzisz, Ty lubisz sobie gdybać, a ja kocham narzekać (co widać w moich marnych notkach). Przecież to nic złego ;)

    Ach, bycie perfekcjonistą w każdej dziedzinie - moje marzenie. Twoje, jak widzę, również i wierz mi, że wiem jak to jest, kiedy znajdzie się osoba, która jest ode mnie lepsza w tym czy w owym. W takich momentach mam ochotę skopać się po tyłku i rozszarpać tamtą osobę na strzępy. Wiem, drastyczne... i, kurwa, wiem jak to jest...

    Wiesz, mnie możesz zobaczyć na oczy i nawet o tym nie wiedząc ;) Ten Twój Sosnowiec to niemalże z okna widzę, więc... Możemy się minąć na ulicy nawet o tym nie wiedząc ;) I jeśli kiedyś chciałbyś odbyć taką porządną rozmowę to wiesz, gdzie mnie znaleźć :)

    I wiesz co? Naprawdę jesteś uroczym... młodym mężczyzną ;)

    OdpowiedzUsuń