Etykiety

czwartek, 1 grudnia 2011

Nic nowego

Wciąż mi się nie chce niczego nowego napisać, więc dodam nieco odświeżoną wersję starego tekstu. Może w najbliższym czasie rozszerzę ten mój frustrat zone? I polecam to, nad jakimi sprawami rozwodziłem się jeszcze z pół roku temu. Ale ten czas leci. Czytajcie, pośmiejcie się, te sprawy.

Teraz jak tak przeglądam na chybcika bloga, to chyba nawet tego nie publikowałem wcześniej. To dobrze. Pośmiejecie się na świeżo. No i przypuszczam w takim razie, że tekst ma więcej niż pół roku. Powodzenia, haha.


            Totalna hipokryzja i nieograniczona głupota, która mnie otacza wciąż jest zadziwiająca. Chociaż… nie. Jest nie tyle zadziwiająca, a martwiąca. I to bardzo. O tak, dobrze dedukujesz czytelniku - to będzie jeden z tych wywodów gdzie skrytykuję ludzi, nie musząc ich wskazywać palcem. Nie czujcie się dotknięci czy coś, to przecież tylko mój show. Mój mały teatrzyk, w którym to wy jesteście marionetkami i tańczycie w takt mych słów. Na własne życzenie. Nikt przecież nie każe wam czytać. [o rly? mam ochotę wszędzie powtykać swoje komentarze, ale ograniczę się do wyjątkowych przypadków].
            Inaugurując [ale trudne słowo, edukujcie się], pragnę parę rzeczy wyjaśnić. Mam zły humor. Mój zły humor przejawia się zwykle: chęcią pisania, konstruktywnego krytykowania, rozjebania kimś ściany. [o nie! D:] A to, które z tych trzech punktów wykorzystam, okaże się później. Sprawa numer dwa: dlaczego tytułowa hipokryzja i głupota mnie nie zadziwia, a „tylko” martwi? Kłóci się to z moim poglądem, że ludzie jako ogół są przewidywalni i nudni (zresztą to fakt a nie opinia, nie oszukujmy się). Mógłbyś spytać, czemu martwi mnie czyjaś głupota, skoro to jest nie moja wina, sprawa czy jakkolwiek inaczej by to nazwać. Otóż interesuje mnie, gdy staczają się osoby z mojego (najbliższego poniekąd) otoczenia. Pogłębiają się w swoich jakże ukrytych przed resztą świata sieciach kłamstw, nie potrafiąc z nich później wyjść. Gubią się w nich, lecz mimo to brną dalej, coraz niżej i niżej w poszukiwaniu dna, które być może nie istnieje. Co jest w tym najgorsze? Że chcą w to wciągać znajomych. A znajomi, znajomych. I tak w nieskończoność aż świat utonie w błocie i mule otchłani. Robaki i pasożyty. W tempie waszego staczania mógłbym ten tytuł nadać wam już teraz, ale wiecie co? Chcę zobaczyć jak, i czy w ogóle, zareagujecie na moją notkę. To tyle słowem wstępu. Ruszamy. [...na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę, tralalala"]
            Osobiście nie bawię się już w portale typu photoblog czy nasza-klasa - co najwyżej czasem odwiedzę Twarzksiążkę – ale gdy zdarzy się, że wejdę na czyjegoś zdjęciobloga efekt jest prawie zawsze ten sam. ["o fuj! jaka ona brzydka!"] Chce mnie trafić jasna cholera. Powiedzcie mi, co wy tam robicie skoro uważacie się za brzydkich, beznadziejnych i nudnych? [grają, tańczą, śpiewają pewnie...] W takich momentach zastanawiam się czy okłamujecie samych siebie, czy chcecie po prostu usłyszeć, że tak nie jest. Że jesteście cool, świetni i piękni. To naturalna potrzeba dowartościowania się. Okej. Ale czy musicie to robić w tak nachalny sposób? Litości! Nawet nie mogę tego nazwać zjawiskiem wampiryzmu emocjonalnego, bo na to co najmniej połowa z was jest za tępa. [67% (tak, obliczałem to) z was wstukała teraz w wujka google termin "wampiryzm emocjonalny. ach ta edukacja]. Domyślam się, że każdy z was po prostu chce być znany, rozpoznawalny i popularny. Może to jakaś nowa choroba cywilizacyjna? Chęć bycia popularnym na siłę. To jest to. Już nawet nie chcę mi się wspominać o tym, że niektórzy: wersja a). proszą znajomych o „komcie”, obserwowanie, zagłosowanie i inne pierdoły. b). komentują zdjęcia wszystkich znajomych, żeby za wszelką cenę zwiększyć oglądalność swoich nic nie wartych wypocin. Jeszcze, żeby były tam jakieś konstruktywne komentarze, ale gdzie tam. Napiszesz „ładnie”, „śmiesznie”, „:******” i jesteś mega-super-duper fajny, co? To-jest-chore-dzieciaki. [ale miałem problemy kiedyś, hi hi].
            Utrzymując temat photoblogów nawiążę do nowej manii. Zdjęcia. Rozbrajają mnie wasze chęci bycia fotografami, nie znając nawet tych najbardziej podstawowych pojęć jak choćby: obiektyw szerokokątny (ewentualnie zmiennoogniskowy, żeby było trudniej), ISO, czy do czego służy czas otwarcia migawki. Okej. Nie trzeba tych rzeczy znać. Są wrodzone talenty. Wszyscy je kurwa macie – bez wyjątku. Ja też, żeby nie było wątpliwości. Tak sobie wmawiajcie. Ale chyba warto choćby przeczytać coś na temat tego, jak zdjęcia robić by były dobre. Sam osobiście nie wdrażam się już za bardzo w te tematy, ale parę książek o tym przeczytałem i czuję, że wam też by się to przydało. [czyta książki. mądrala]. Na początek chociaż. Talent talentem, ale technika też ważna rzecz. Nie moja sprawa, wasza przyszłość. Tylko polecam wam, abyście się najpierw zapoznali z tematem, bo fotografem być nie łatwo i nie zawsze ten zawód przynosi dużo kasy. [ale puenta, fiu fiu].
            Kolejnym tematem, który poruszę, to rzeczy na których się nie znacie, a udajecie, że tak. To tak wciąż nawiązując do fotografii w sumie. Choć nie tylko. Zabawna sprawa, gdy zaczynam rozmowę o powiedzmy informatyce czy programowaniu z osobą która w przyszłości chce się tym zajmować, a owa nie potrafi mi odpowiedzieć na losowe pytania i nie rozumie podstawowych zagadnień. Rozumiem, że macie jeszcze tych kilka pieprzonych lat na naukę, ale jeśli macie plan, to go realizujcie. Trudne? Magia. Od czasów około piątej klasy podstawówki uczę się różnych rzeczy na własną rękę. [chwalipięta]. Jeśli mnie coś interesuje, staram się to poznać. Choćby pobieżnie. A wy? Nic. Idziecie ślepo, rzucając hasłami: będę robił to! będę robił tamto! Gówno prawda. Nawet ja – człowiek bez określonego planu na przyszłość – to wie. Ale skoro już jesteśmy przy informatyce, to ostrzegam, że jeśli lubisz co najwyżej oglądać nowinki technologiczne czy sobie pograć, to nie ma sensu porywać się na studia informatyczne, bo im dalej tym trudniej. [o rly? niemożliwe. im dalej, tym trudniej. kurde, będę odkrywcą]. Będziecie babrać się w różnych programach do późnej nocy, żeby stworzyć chociażby prosty program do liczenia. Po co się mijać z powołaniem koledzy i koleżanki?
            Właściwie miałem tu poruszyć nieco więcej tematów, ale zacząłem to pisać wczoraj, a skończyłem dzisiaj i zgubiłem wątek. [hahahahahah, szybka zmiana tematu. lubii!] Myślę, że to na razie starczy. Pozdrawiam. Zachęcam do dyskusji i przedstawienia mi swojej wersji. Tylko z kulturą ludzie, z kulturą. [a pierdolić kulturę].



ale mnie to śmieszy. [ale zabawny. kawalarz, huhu].
zmiany. zmian ciąg dalszy.
Hugh Laurie - You don't know my mind

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz