Etykiety

środa, 28 grudnia 2011

119. simply: fuck off. :)















tytuł posta powinien wisieć gdzieś na ścianie mojego pokoju jako wielki neon. naprzemiennie ze 'smile'. bo tak.

Przez ostatnie - powiedzmy - dwa tygodnie radziłem sobie wyśmienicie. Na własną odpowiedzialność próbowałem... pozbyć się mojego problemu. Wyleczyć się. Tak w skrócie. Zostałem z Nim sam. Bo tak właśnie miało być. Kiedy zamykam oczy nie wiem czy widzę ciemność, pustkę czy Jego. Jego czającego się w mojej psychice. Stale szeptającego, kąsającego. Jego czekającego na moment słabości. Nie zrozumiecie. Nieważne. Wracając: próbowałem coś ze sobą zrobić. Nie mogłem dopuścić by powtórzyły się pewne incydenty. Poszło wspaniale. Dwa tygodnie spokoju. W którejś notce napisałem, że jestem szczęśliwy. Chyba wtedy zaczęła się ta cała gra. Od tego momentu byłem szczęśliwy. Musiałem być. Nie mogłem sobie pozwolić na wracanie do przeszłości, do myśli na "ten temat". Bałem się. Uśmiechałem się. Powiedziałbym, że gówno o mnie wiecie. Nieprawda. Czytelnicy bloga wiedzą o mnie więcej niż ktokolwiek inny. Czujcie się wyróżnieni przez tę krótką chwilę. Teraz wróćmy do rzeczywistości, gdzie większość z was jest ni mniej ni więcej kupą łajna. Mam chyba tutaj dwie osoby, które naprawdę cholernie szanuję i mam nadzieję, że domyślą się, że to o nich mowa. Ale zgubiłem wątek. Minęły dwa tygodnie. Nie mam siły na więcej, mam ochotę się... wypompować. Bo tak się czuję. Wypchany, napompowany zbędnymi emocjami. Mam ochotę znów pogrążyć się w czeluściach mojego umysłu. Przynajmniej w tej cholernej samotności. Dla realnych znajomych pewnie dalej będę miły. W jakimś tam stopniu. Jak zwykle. Żeby mieć spokój. Chcę poczuć się jak kiedyś. 'Hello darkness my old friend, I've come to talk with you again' podpowiada mi szept. Mhm. Koniec jest blisko, tak myślę. Jakikolwiek koniec musi nadejść. Poof! Ka-boom!

Trochę pierdolenie. Trochę nie umiem panować nad emocjami. Trochę biadolę. Nieważne. Niedługo i tak chyba robię czystki na blogu.

Sylwester w kameralnym gronie. I bardzo dobrze. Jeszcze by tego brakowało bym pijał z jakimiś małymi niedorozwojami. :) Ech, znowu pieprzę o takiej godzinie. Głowa mnie boli. Od tygodnia. Miło.

pisanie opowiadania nie idzie. nawet nie wiem o czym chciałbym pisać.
słyszałem tę piosenkę tysiące razy, ale to jest naprawdę ładne.

5 komentarzy:

  1. Nie idzie ? Wiesz, nie zawsze trzeba mieć wenę. Ja teraz też nie mam,może później. Swoja drogą przeczytałam pare Twoich opowiadań i muszę przyznać, że masz talent.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie da się zliczyć, ile było wersji tej piosenki. Ze Shreka. Ale jest ładna, to trzeba przyznać, choć wolę wykonania męskie.

    A pierwszy akapit - jakoś dziwnie się czuję, jakbym chciała cię pocieszyć. Nie umiem. "Będzie dobrze" niczego nie naprawi u ciebie, a to wszystko, na co mnie stać z takim... wielkim zasobem informacji o problemie. Z ich większą ilością prawdopodobnie też. Psychologiem nie będę. Będzie dobrze, czaisz?

    Dobrze się domyślam, że jestem "ni mniej ni więcej kupą łajna"? Ateistycznym ścierwem, żyjącym sobie tylko w internecie, wypisującym niestworzone pierdoły o niestworzonych rzeczach. 15-letnią pojebaną myślicielką, która myśli, że kogokolwiek jej wywody interesują. Znowu pierdolę o mnie.

    Ładne obrazki.

    CZYSTKI NA BLOGU? Nie zamierzasz chyba wszystkiego usunąć, prawda? Albo, co gorsza, zmienić adresu, nie zostawiając nawet... listu?

    OdpowiedzUsuń
  3. też czasem zostawałam sama ze swoimi problemami... na początku się załamałam bo myślałam, że sobie nie poradzę a potem wzięłam się w kupę i sama wszystko zaczęłam naprawiać i wiesz co? udało mi się. byłam z siebie podwójnie dumna bo mi nikt w tym nie pomagał, miałam większą satysfakcję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj wiem, wiem. Mam szczególne traktowanie. Dziękuję. ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. Eeeetam. Mój Sylwester też w kameralnym gronie. Ale wygórowane toważystwo - ja, książki i mała czarna.
    :3

    OdpowiedzUsuń