Etykiety

poniedziałek, 26 grudnia 2011

116. neverending story

















nawet sobie pewnie nie zdajecie sprawy, jak często te obrazki nawiązują do moich myśli.

mały frustrat zone: powinienem być zadowolony, że w ogóle ktoś na tego bloga wchodzi, komentuje go i tak dalej. ale jestem dość niewdzięcznym dzieckiem i muszę wam coś powiedzieć. jeśli wasze komentarze mają wyglądać mniej-więcej tak: "ja robię to, ja robię tamto, jaki ja jestem wspaniały, jaki ja jestem dobry, czego to ja nie robię", to - please bitches - darujcie sobie. ideą bloga jest pisanie o sobie, swoich zainteresowaniach. wybaczcie, ale lwia część waszych person nie leży w ich kręgu. jeśli ktoś wchodzi na mojego bloga i ni stąd ni zowąd zaczyna pisać o sobie, to jest coś nie w porządku moim zdaniem. preferowałbym raczej coś bardziej konstruktywnego. opinia, zaprzeczenie, anegdota. a nie kolejna ckliwa historyjka z serii: "czego to ja nie robię i jaki to fajny nie jestem". ech. tym bardziej jeśli jest to napisane tonem sfrustrowanej nastolatki. zresztą starczy. no offense. to tylko sugestia.

tak samo wygląda sprawa z wszelkimi hejterami. szanuję ludzi, którzy umieją wyrazić swoje zdanie, które umieją się sprzeciwić, powiedzieć, że coś im się nie podoba. jeśli jednak ktoś mi mówi, że jestem do dupy, jestem chujem, piszę beznadziejnie i w ogóle o-la-boga, to... nara. jeśli nie lubię słuchać techno, to się specjalnie tym nie katuję. wręcz przeciwnie. omijam szerokim łukiem. jaki jest sens w czytaniu kogoś, kogo słowa nas nie interesują? nonsens dzieciaki.

mówiłem w ostatniej notce, że przebiliśmy granicę 10 000 wejść. dziękuję wam za nie wszystkie. może blog nie wygląda tak, jak go sobie wyobrażałem na początku, ale nie cofam chyba żadnych słów tutaj wypowiedzianych. nie wstydzę się żadnego dzieła w nim zawartego. żadnego zdjęcia. dziękuję wam, choć nie wiem za co. za to, że czytacie? kto wie czy to robicie. za obecność? bezsensu. w każdym razie... miło mi, serio. największy skok wejściowy zaliczyłem wprawdzie dopiero w momencie jednego z - nazwijmy to - "załamań", ale to tylko potwierdza regułę, że najbardziej lubimy żyć życiem innych.

znowu piszę po północy. ciekawe czy tego rana będę pamiętał, o czym napisałem. nieważne. te "marzenia i koszmary" to chyba jedna z najdłużej czytanych przeze mnie książek. jeszcze żadna mi się tak nie ciągła. ale skończę ją. dla zasady.

wczoraj całkiem zgrabny pościk wyszedł, ale nie mam na to siły dzisiaj. we wtorek chyba zdjęcia, w czwartek prawdopodobnie plakat na historię. ech-ech.

uśmiechaj się. wciąż się kurwa uśmiechaj. jeszcze trochę


'I throw a little fit.
  I slit my teenage wrist.
The most that I can learn
is in records that you burn.
Get your gunn, get your gunn!'

5 komentarzy:

  1. Zamiast do przedszkola rodzica posłali się na kurs dla młodych psychopatów?
    Aż mnie tak... zabolało tej. Chyba przestanę pisać o sobie w komentarzach. Skoro tego nie lubisz. Będę pisać anegdotki jak jakiś jebany Strassburger. Jakkolwiek się to pisze.

    Raz się napisze, że jakaś część mojej twarzy ujrzy światło dziennie i cię męczą potem. OBIECUJĘ (uroczyście jakoś tak, wiesz), ŻE NIEDŁUGO ZDJĘCIA BĘDĄ. Wybiorę się do empiku, kupię jakąś byle jaką maskę zasłaniającą połowę twarzy (chyba takie tam ostatnio widziałam), podpieprzę aparat siostry, zrobię słit focię w kiblu (najlepiej jeszcze na kiblu ._.) i jebnę ją kilka razy tutaj.
    Btw. miło mi, że zostałam wspomniana w poście. Zaszczyt swego rodzaju, kotku. ;3

    Miałam nie pisać o sobie.
    Dobra. AAAle sweeet fotencje, zioom! Łaaał! Ale słiiit. Ja też jestem taka mhroooczna, podoba mi sięęę reeekin! AAA! Ale faajne!!!!! Liczę na rewanżyk, buźkaa!!! :*:*:*:*:*
    Dobra, daruję sobie.
    Obrazki jak zawsze mi się podobają, pan zając na jednym z nich ma fajny kaloryfer. To jak piszesz też mi się podoba, a chyba nawet ci tego nigdy nie pisałam. Każde twoje psioczenie na komentujących zawsze odbieram dziwnie osobiście, nie wiem, może to jakaś przesłanka do mnie, że mam spierdalać. Może. Trudno, czytać będę nadal, komentarzy akceptować nie musisz, choć będzie mi przykro (tu błagam o litość dla moich wypocin).
    Kończę, bo niedługo moje komentarze u ciebie będą dłuższe niż posty u mnie. Wiesz, muszę zostawić też trochę mnie dla innych. ;3
    Mam nadzieję, że to zaakceptujesz, jak nie to wpierdol. Żart. Nie no, prawda. Nie, żart. Choć może prawda. Oj tam. Końec.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak mam, że piszę notkę, o czymś, co mnie nęka, co mnie męczy, denerwuje, czego chcę się pozbyć.
    A dostaję komentarz, że ktośtam zrobił przepyszne pierniczki.


    :3

    3maj się tam <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozostawię tę notkę i następne bez komentarza.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie skutek wychowania "pochwal się cioci, jakie masz ładne buciki" i wszyscy tylko się chwalą. Albo Twoi czytelnicy to bardzo egocentryczne grono.
    Niestety nie zaprzeczę i muszę się zgodzić, że ludzie uwielbiają żyć życiem innych. Choć nie wszyscy. Od każdej zasady istnieje wyjątek.
    Ja sobie chyba daruje pisanie komentarzy, bo nie umiem składać zdań w miarę sensowną, logiczną całość.

    OdpowiedzUsuń
  5. MAM WZGLĘDY. ;3;3;3;3;3




    Ja i coś głupiego? Czy ty mnie czasem w realu nie znasz, że tak łatwo się wszystkiego domyślasz? Nie zamierzam się zabić na razie przecież. Muszę jeszcze przeczytać wszystkie książki, które sobie zaplanowałam i spełnić wszystkie życiowe cele. Których przybywa. Spokojnie, szybko się z tym nie uporam.

    Mogę pisać w komentarzach o cyklu rozwojowym glisty ludzkiej? Spodziewaj się referatu.

    ZDJĘCIE (chuuujowe w chuj) BĘDZIE JUTRO, KOTKU. Ale jakoś tak głupio mi je na bloga wstawiać. Ludzie, którzy niczym na to nie zasłużyli, mnie zobaczą. Taki zaszczyt to można se w dupę wsadzić. Wymyśl(ę?) coś.

    OdpowiedzUsuń