Etykiety

niedziela, 18 grudnia 2011

110. only the stupid are happy















mniej refleksyjne obrazki tym razem chyba.

Niedziela. Znowu jest cholerna niedziela. Szkoła. Znowu jest cholerna szkoła. Cztery dni. Tylko te cztery cholerne dni. Uśmiechaj się.

Już dość dawno zauważyłem, że na ogół dużo się uśmiecham i śmieję. Często bez powodu i byleby tylko. Ostatnio się nad tym zastanawiałem nieco głębiej i doszedłem do zabawnych (o ironio) wniosków. Zresztą nie muszę niczego tłumaczyć, bo macie podobno mózgi. A i wujek google często ten organ pomaga zastąpić. Łączyć fakty potrafi już pięcioletnie dziecko. W każdym razie rzucam hasło: reakcje obronne. Każde zwierzę je posiada. Różne czynności wykonywane w obliczu zagrożenia. Dla ratunku lub poprawy samopoczucia. Nieświadome. Automatyczne. Kolejne kłamstwo. Żyję kłamstwami. Z przyjemnością.

I wiecie co? Mimo że prawdopodobnie pieprzę bezsensu, to mam zamiar wam coś poradzić. Uśmiechajcie się. To lepsze niż wieczne psucie każdemu nastroju. Kłamcie na potęgę. Ludzi i tak nie obchodzi, co was boli. Żyjecie na pograniczu iluzji. "Wy". Kimkolwiek jesteście, szarzy ludzie.

Muszę kupić prezenty dla rodziców i być może dla babć. Trochę nie mam pomysłu. Trochę mam mało czasu. Sobie też bym coś kupił. Nie wiem tylko, na ile wystarczą mi moje zasoby pieniężne. Trochę trudno sobie coś kupować, kiedy przez cały czas się chudnie/grubnie lub maleje/rośnie. Ewenement, kurde.

Przepraszam za chaos w notce. Idę dokańczać "Marzenia i koszmary" Stephena Kinga. Polecam najdziwniejsze opowiadanie tego pana, jakie dotąd przeczytałem: "Palec". (Dziwne w tym wypadku znaczy dość zabawne czy raczej groteskowe). Podobno na jego podstawie powstał film i chyba poszukam go w tygodniu. Może być śmieszny.

'But damn my luck and damn these friends
That keep on combing back their smiles
I save my grace with half-assed guilt
And lay down the quilt upon the lawn
Spread my arms and soak up congratulations'

3 komentarze:

  1. Ty narzekasz na szkołę, a ja dałabym wiele, żeby dziś do niej iść. Ale nie. Szpital.
    Uśmiechanie się jest dobre, ale ja wolę szczerość. Chociaż ona bywa zbyt bolesna. Trudno.

    Za Kinga masz u mnie mikołajowego plusika, a teraz zbieram manatki i biorę "Drogi Osami" jako lekturę szpitalną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się chyba zastosuję do Twojej rady i uśmiechnę się częściej. Szczególnie do lekarzy. Nieważne... Choć nie bardzo mam powody do śmiechu.
    Pożyczyłam dwie powieści Kinga i zobaczę. Bardzo mnie ciekawi jak ten pan pisze.
    Aż tak bez sensu to nie piszesz, bo rozumiem o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z Kinga to pragnę wszystko przeczytać. Mam nadzieję, że życia mi starczy, bo trochę tego jest.

    Co do uśmiechu - idealnie maskuje wszystko. Wystarczy wprawa i czarujesz, rozsiewasz dobry humor, samemu mając... co najmniej nieciekawy. Na pytanie 'co tam' i tak się odpowiada 'ok' lub 'dobrze'. Byle jak najkrócej i jak najmniej prawdziwie.

    OdpowiedzUsuń