Etykiety

środa, 14 grudnia 2011

106. what a shit!
















Egzaminy z Operona były... nie chcę powiedzieć, że idiotyczne, bo zabrzmię jak zbulwersowany dzieciak, ale... no były w pewnym sensie złe. Dlaczego? Już tłumaczę.

W zeszłym tygodniu narzekałem, że testy z CKE były za proste i że wzięli nas za niedorajdy. Nie cofam tego. Tak po prostu było. Ale co z Operonem? Zacznijmy od tego, że podobno te nowe egzaminy, nowy sposób edukacji mają nas przygotować do bardziej kreatywnego myślenia (a nie jak wcześniej myślenia typowo pod testy), czego w sumie dowodem były zeszłotygodniowe sprawdziany, gdzie odpowiedzi na wszystko można było tak naprawdę wywnioskować. Panowie - a może i panie - z tegoż cudownego wydawnictwa chyba trochę nie bardzo sobie poradzili z rolą wprowadzanych nowości, w wyniku czego dali nam kolejny test z (domniemanie) zakutej wiedzy. Tak wyglądał wos-historia, który poszedł mi prawdopodobnie dość średnio. Choć kto wie. Zobaczymy.

Co do polskiego, to... był raczej prosty. Chociaż zastrzeżenia mam cholerne do konstrukcji pytań. Tak dziwnie zapodanych dawno nie widziałem. Poza tym były chyba trzy otwarte: na wytłumaczenie ironii sytuacji we fragmencie "Zemsty", na dedykację do "Dywizjonu 303" i oczywiście rozprawka (niezwiązana z całym egzaminem: "Marzenia, nawet utopijne, mobilizują do realizacji pragnień" + oczywiście przykłady z  literatury i historii). Nie narzekam. Temat ostatniego zadania mi się podobał i w przeciwieństwie do CKE dali nam pełne dwie strony na rozpisanie się.

Nie podoba mi się też organizacja tego całego shitu, a przede wszystkim sprawa wyników. Nie rozumiem dlaczego panowie z Operonu zabraniają publikowania arkuszy i odpowiedzi po egzaminach. Nie muszę rozumieć. Ale żeby kazać czekać do popołudnia następnego dnia? Moim skromnym zdaniem: przesada.

Jakkolwiek wyniki nie powinny być strasznie złe. Ot, egzamin jak egzamin. Jeśli miałbym wybierać, to mimo wszystko wolę wersję dla idiotów z CKE. Albo coś pomiędzy. Testy z drogiego wydawnictwa w sumie bardziej przypominały moje wyobrażenia, ale... bałbym się, co mogą mi zgotować na sam koniec.

Taka krótka opowieść bez puenty. Jutro matematyka i przyrodnicze. O ile pierwsze ujdzie, to strach się bać o ten drugi zestaw. Ech.
nic nie napisałem.

4 komentarze:

  1. Nie pisaliśmy tego i pisać raczej nie będziemy. A dobrze byłoby jeszcze jakieś głupie testy napisać. Przynajmniej korzyścią byłby brak lekcji. Chociaż coś.

    Taki temat rozprawki chyba też by mi bardziej odpowiadał niż ten z "Dziadami".

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że nie poszłam na specjalizację nauczycielską, bo bym się wykończyła przy tych wszystkich tępych testach. Nie wiem, na co to komu. Jak dla mnie powinna być tylko matura, a nie bawienie się w małe matury i stresowanie młodzieży pierdołami.

    Trzymam kciuki za jutro, chociaż pewnie nie muszę, bo jesteś pewnie mądrzejszy i zdolniejszy ode mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie martw się o mnie. Masz wystarczająco zmartwień na głowie, żeby jeszcze dokładać te moje marudzenia na blogu.

    I przepraszam, za owy termin. Po prostu u mnie na studiach ktoś go kiedyś użył i jakoś mi się tak wkręcił. Wybacz...

    Po prostu tak czuję, że jesteś inteligentniejszy. Twoje wypowiedzi są bardzo... dojrzałe, konkretne.

    OdpowiedzUsuń
  4. A możesz chociaż spróbować się nie martwić?

    Wiesz, matura to też jest podobny test. Zero własnej inicjatywy, kreatywności. Wpasowujesz się w klucz. Cała filozofia...

    Przepraszam. Napisałam tylko to, co myślę...

    OdpowiedzUsuń