Etykiety

wtorek, 13 grudnia 2011

105. looong night.


















gdzieś tam wśród tego całego shitu znajdziecie ćpuńskie zdjęcie sprzed chwili.
zapasy na takie notki są na chwilę obecną niewyczerpalne, więc...

Mimo choroby idę na jutrzejsze egzaminy. Jak się okazało nie są one - jak to wcześniej myślałem - robione przez nauczycieli (typowo wewnątrzszkolne), a z cholernego Operonu. Nieważne, że nie znam innej szkoły, która by je rozwiązywała poza nami. Poprzewracało im się w tych łepetynach. A niedługo się pewnie dowiemy, że nie wyrabiamy z czegoś z materiałem i będzie trzeba zostawać na dodatkowych zajęciach (vide zapowiedziane nadrabianie z historii). A to szpryciarze, nie ma co. (Już było przypuszczenie o wychowaniu-fizycznym w ferie, bo nauczyciel nie wyrabia się niby z materiałem. Tak. Nauczyciel od wuefu również ma plan zajęć, który musi zrealizować i z którym nie zdąża. Też was to bawi? Mniej mnie bawi, że przez choroby mogę mieć nkla z tego przedmiotu).

A tak z innej beczki: wezmę się chyba za pisanie czegoś porządnego. Obiecuję to sobie od paru tygodni, ale dzisiaj chyba naprawdę ograniczę się do okienka Worda i będę pisał. Cokolwiek. Byleby pisać. Spać nie mam ochoty jakoś.

Jestem ciekawy ile moich domniemanych zmian w myśleniu jest tylko urojeniem, a ile prawdą. Nie wiem czy się rozwijam czy cofam. Dawno już się tak nie czułem. Jestem taki... rozerwalny. Czuję, że wystarczy jeden głupi incydent, by coś we mnie pękło. Ale po tym wszystkim, co ostatnio spierdoliłem, nie mam pojęcia, czym by to mogło być. Wszystkim albo i niczym. Cokolwiek.

The end is closer than you think.
Glee - We are young
'Tonight
We are young
So let's set the world on fire
We can burn brighter than the sun'


Nie uczę się do żadnego z tych Operonowskich egzaminów. W zeszłym tygodniu niepotrzebnie zmarnowałem cenny czas poranny na polski (nic nie było potrzebne, bo wszystko było banalne) i na praktykę z chemii, której nie było. Jebać. Do kwietnia będę miał prawdopodobnie wykute wszystko - czy tego chcę czy nie, więc tymczasem... jebać. Po prostu. :)



kolejna urocza notka. ach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz