Etykiety

poniedziałek, 14 listopada 2011

holy shit.

Nie mam nic ciekawego do powiedzenia, więc podsumuję nieco olimpiadę.

Huhuhu, wyszło na to, że nawet cholernego teściku nie umiem porządnie napisać. Olimpiada składała się z dziewięciu stron i zawierała pytania z lektury oraz pytania do tekstów. Sprawdzała wiedzę na temat środków stylistycznych i reszty bzdet, których trzeba było się nauczyć. Na końcu zadanie na 1-1,5 strony: charakterystyka Tristana. Całość na 60 punktów, samo ostatnie zadanie na 15. Żeby przejść dalej wystarczy mieć 46 punktów. Niby nic, ale i tak nie wierzę w jakikolwiek sukces. Wyniki pewnie pojawią się do końca tygodnia, o ile nie jutro. Cudownie, wprost cudownie. Ale są i plusy. Powtórzyłem cały materiał z języka polskiego, nie?

Poza tym to chyba jeden z najluźniejszych tygodni w tym roku szkolnym. Radujmy się, woohoo. A już chyba nawet zdążyłem się przyzwyczaić do tego jednego wielkiego dead line'u... Śmieszne, że zdarzało mi się narzekać na "natłok" nauki w pierwszej i drugiej klasie.Wyjątkowo mnie to teraz bawi. :)

Ach, jakże urocze notki ostatnio piszę. Jestem z siebie dumny.

1 komentarz:

  1. Długie notki są lepsze.

    Też brałam udział w konkursie polonistycznym. Typowo ścisły umysł pośród humanistów i pytania "co autor miał na myśli?". Może wziąć kurwica, ale liczę na jakieś... 25% wszystkich punktów. Poszłam na to tylko dlatego, żeby mieć cząstkową 6 z polskiego.

    OdpowiedzUsuń