Etykiety

czwartek, 17 listopada 2011

historia pewnego Fotela

był sobie pewnego razu Fotel, który mieszkał wraz ze swoimi właścicielami w pewnym niedużym miasteczku. kupiony za horrendalnie wysoką cenę, był dumą domu. ładnie wyeksponowany, wyróżniony spośród wszystkich. Fotel był tym, czym go stworzono i ludzie go takiego uwielbiali. lata mijały, a ów mebel stał się już pełnoprawnym członkiem rodziny. nie był już najważniejszy. stał się jak cała reszta wyposażenia domu. śmiał się, rozmawiał, był użyteczny. lecz mimo to zaczynał czuć, że robi nie to, co powinien.

pewnego dnia pan i pani oświadczyli, że będą mieli nowych domowników. z otoczenia Fotela zniknęły znajome twarze. nie było już starego obdrapanego stołu czy wielkiego i wiecznie zepsutego zegara. na ich miejsce zostały przywiezione nowe i pełne kolorów zamienniki. również pokój jakby zmienił barwę i wydał się większy. minęło parę dni, a Fotel zaczynał dawać sobie sprawę, że tu nie pasuje. nie odnajdywał się w nowym otoczeniu i to wszystko zaczynało go przerastać. w głowie zaś kiełkował plan.

postanowił przybrać kolory otoczenia. niczym kameleony, o których słuchał w telewizji wraz z panem. wierzył, że gdy będzie wyglądał jak inni, to będzie mógł przetrwać. bo cóż innego miał zrobić? albo udaje kogoś kim nie jest albo... idzie na śmietnik. państwo odmalowali go na jasnobłękitny kolor. pasował jak ulał.

i tak dni mijały, a Fotel żył udając mebel taki jak inne. śmiał się i płakał, kiedy było trzeba. tak jak życzyli sobie inni. w środku zaś dalej został starym poczciwym fotelem. ciało uwięzione w masce. oto kim był.

nie minęło dużo czasu, a dawne błędy dały się we znaki. farba zaczęła odchodzić od drewna, maska pękała i widzieli to wszyscy. mógł się wciąż uśmiechać, wciąż mógł rozmawiać, ale nikt nie wiedział jak długo. wszyscy za to widzieli rozłam Fotela, chociaż ani jeden z nich nie przypuszczał, jak to się skończy. jedynie Fotel wiedział, że nie czeka go nic poza śmietnikiem - prędzej czy później.


farba się zmywa. zostajesz sam. w którą stronę pójdziesz?

im więcej razy to czytam tym więcej analogii umiem w tym zauważyć. zaskakuję sam siebie. hihi.


pisanie po nocach, to jest to. ehe.
olimpiada zajebista była, nie powiem. takie tylko parę punktów i bym przeszedł.
huhu, pani od religii wciąż myśli, że jestem wierzący. poczułem jakby moje aktorstwo zaliczył level up.
Louis Armstrong - Cabaret



ameryka ma zamiar wprowadzić cenzurę do internetu. coś jak czasy komuny czy chiny. a co w związku z tym? otóż:
śpiewasz covery, które wrzucasz do internetu? pójdziesz siedzieć.
podczas rozmów na kamerce słuchasz muzyki w tle? pójdziesz siedzieć.
chcesz obejrzeć swój ulubiony serial w internecie? zapomnij, bo ten, co go wrzucał już dawno siedzi w pace.
może porno? też o tym nie myśl. z 4chanem, kwejkiem, demotywatorami i z wieloma innymi stronami również się pożegnaj.
oczywiście: jeśli cenzura wejdzie w życie, to na razie w ameryce. (a co za tym idzie, prawdopodobnie zniknie również: fejsbóg (żegnajcie "przyjaciele") i waszkanał (teledyski online)).
a jako, że ta wasza kochana ameryka jest wzorem dla reszty świata, prawdopodobnie podobne działania odbędą się w innych krajach.
każdą stronę będzie można zablokować - tudzież ocenzurować - tylko dlatego, że ktoś wstawił na niej podejrzany link. uroczo? oczywiście.
ftw! bo to się nazywa postęp!

w internecie krąży jakaś petycja, poszukajcie a znajdziecie.
american censorship.

3 komentarze:

  1. Chyba kogoś tu pojebało. Zorganizujemy nowy, podziemny internet. :D

    Panią od religii łatwo jest oszukać. Też bym chodziła na ten przedmiot, nawet jako ateistka, gdyby był jakiś fajny nauczyciel. A takie coś, co oni tam odpierdalają... ._. Imiona aniołów i Ojcze Nasz po łacinie...? NO FUCKING WAY.

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, to jest jakiś plan. :D Ale serio komuś się tam pojebało ostatnio w tej Ameryce...

    Ja mam na szczęście wspaniałą nauczycielkę od religii, którą uuuwielbiam. Gdyby nie ona, to nie zaprzątałbym sobie głowy takimi głupotami. Kobieta mówi nie tyle o chrześcijaństwie, co o życiu i robi to naprawdę dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, trochę kojarzy mi się "1984" Georga Orwella, taka sama wolność słowa.

    OdpowiedzUsuń