Etykiety

poniedziałek, 4 lipca 2011

Non parlo italiano. Part two.



Mirabilandia. Wesołe miasteczko, w którym spędziliśmy półtora dnia. Wspaniała zabawa, rollercoastery, zjeżdżalnie wodne - generalnie mnóstwo atrakcji. A co najlepsze: w cenie podobnej do cen parku chorzowskiego. Też was to bawi? :) Jeśli tylko będziecie mieli okazje tam być - nie myślcie za długo. Wchodźcie i korzystajcie z wszystkiego, co tylko się rusza.


Plaża. Słońce. 30-40 stopni Celsjusza. Ciepła woda. Raj.

Trafiliśmy również na jakiś koncert przed "La Notte Rosa" (odsyłam do wujka google). Panowie grali niesamowicie i cholernie żałuję, że nie poświęciliśmy chociaż tej głupiej chwili na sprawdzenie nazwy zespołu. Mądry Polak po szkodzie.
Stare miasto w Rimini.

siema, spotkanie poobozowe czeka. :) fajne spotkanie, ehe.

tutaj też dodałem drobne opisy.

1 komentarz:

  1. Hahaha ;d Spotkanie poobozowe możemy zaliczyć do udanych ;p

    OdpowiedzUsuń