Etykiety

środa, 25 maja 2011

*** rozdział pierwszy

To już ten czas. Skończyłem, jako-tako poprawiłem i nawet nie wydaje się złe. Myślę, że mogę już pokazać światu me dzieło. Niestety opowiadanie zostanie beztytułowe, nie zdążyłem niczego konkretnego wymyślić. Nieważne. Mam nadzieję, że nie zepsuje wam to frajdy z czytania. ("frajdy z czytania"... błagam, pokażcie mi, że nie jestem jedynym człowiekiem tutaj, który ją ma). W każdym razie opowiadanie ma rekordowe jak na mnie siedem stron, około trzy tysiące trzysta wyrazów i mniej-więcej siedemnaście i pół tysiąca znaków (zobrazuje wam to: 17 500). Wybaczcie, ale zwątpiłem w wasze chęci do przeczytania wszystkiego za jednym razem, więc będę dodawał rozdział po rozdziale (tego akurat niedużo, tylko cztery). Dzisiaj powitajcie rozdział pierwszy. Nie zrażajcie się względnym chaosem, dalej powinno być już tylko lepiej.


1.      Zawsze jest początek.

            „Kolejny dzień do przeżycia…” – pomyślał Adam obudzony przez natrętny dźwięk budzika – „Kolejny pusty, pełen rutyny dzień.” Ociężale zebrał się z łóżka i skierował do okna. Westchnął zrezygnowany widząc strugi deszczu uderzające o szybę. Czy dzisiaj cały dzień będzie właśnie taki? Czemu to spotyka akurat jego? Przeciągnął się bez przekonania i rzucił okiem na bałagan w pokoju. Posprząta później…
            - Witaj znowu. - powiedział do siebie wychodząc z pokoju. To było jedno z jego głupich przyzwyczajeń. Zawsze gdy się budził, mówił to aby się jakoś rozweselić. Przywitać się z nowym dniem. Robił to od dziecka. Jednak gdy był mniejszy mówił to pełny przekonania, z uśmiechem na ustach, a teraz? Teraz wiedział, że czeka go koszmar, nie cieszył się z tego. Nienawidził, tak cholernie nienawidził.
            - Adam, mówiłeś coś? – usłyszał głos ojca z kuchni. No tak, dzisiaj piątek. Tata zaczyna pracę o tej samej godzinie, co on szkołę, więc zajął się śniadaniem. Urocze. Chłopiec niechętnie wszedł do pomieszczenia z nadzieją, że ominie go przesłuchanie.
            - Nie, nic takiego. – mruknął w odpowiedzi i sięgnął po talerz pełen kanapek z planem jak najszybszej ucieczki do pokoju.
            - Może porozmawiamy? Dawno się nie widzieliśmy. – zaproponował tata Adama. Wciąż stał do chłopca tyłem, co okropnie go zirytowało. Chłopca irytowało też, że jego rodziciel miał rację. Dawno nie rozmawiali. Nie mieli okazji, mijając się codziennie w korytarzu, czy na ulicy. Byli obcymi ludźmi. A przecież nie zawsze tak było, to ciągnie się zaledwie od kilku lat. Kiedy to…
            - Nie, nie porozmawiamy. Spieszę się do szkoły, tato. – rzucił wychodząc z kuchni. Naprawdę, naprawdę nie miał ochoty na rozmowę. Nie dzisiaj, nie teraz, nie z nim. Rosnąca frustracja szukała ujścia z jego świeżo obudzonego umysłu. Czemu nagle chciał rozmawiać?!
            Trzasnął drzwiami od swojego pokoju i usiadł na łóżku wciąż trzymając w ręku talerz z kanapkami. Odłożył go z odrazą na biurko. Przecież nie jada śniadań. Czemu on tego nie wie? Jest jego tatą, prawda? Więc czemu, tak paradoksalnie, nim nie był? Adam nie rozumiał tego. Na co dzień wydawało mu się to normalne. Nieobecność ojca była rzeczą, do której się przyzwyczaił. Czasami jednak przychodziły momenty takie jak ten. Jego życie z tym człowiekiem nie było normalną relacją między ojcem a synem. To z pewnością nie było normalne…
***
            - Dzieci, poznajcie nową koleżankę. – zwróciła się do uczniów wychowawczyni klasy Adama – No dalej, przedstaw się. – starała się ośmielić dziewczynę, która stała jak skamieniała, ogarniając wzrokiem twarze jej przyszłych kolegów i koleżanek.
            - J-ja nazywam się Daria. Daria Mahayeva. – Adam w mig wyłapał ledwo zauważalny rosyjski akcent. Zmierzył nową koleżankę wzrokiem. Miała długie, kręcone, kasztanowe włosy i ciekawe szarozielone oczy. Ubrana była elegancko, ale też bez przesady – idealnie na pierwszy dzień w szkole można by rzec. Niby nie wyróżniała się niczym spośród setek innych dziewczyn w tej szkole, lecz mimo to chłopiec od razu poczuł do niej pewien rodzaj sympatii. Zainteresował się nią.
            Po chwili spostrzegł się, że pani Zalewska wskazuje na niego palcem:
            - Adam pomoże ci się odnaleźć w tej szkole, prawda Adamie? – spytała uśmiechnięta nauczycielka.
            Chłopiec miał już rzucić: „Z przyjemnością, proszę pani!”, powstrzymał się jednak, myśląc jak głupio to zabrzmi. Kiwnął tylko głową i uśmiechnął się do Darii. Odwzajemniła uśmiech, a chłopiec poczuł ciepło rozpływające się po ciele. Nie chciał się do tego przyznać, ale… chyba naprawdę lubił tę nową.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz