Etykiety

sobota, 28 maja 2011

*** rozdział ostatni

4.      Bez końca nie ma początku.

            W poniedziałek Darii nie było w szkole. We wtorek również nie. I w środę. Chłopiec czuł, że coś jest nie tak. Na godzinie wychowawczej okazało się, że jego obawy były jak najbardziej uzasadnione.
            - Daria nie będzie jednak chodzić z nami do szkoły. – powiedziała pani Zalewska.
            - CO?! – krzyknął Adam. Jak to „nie będzie chodzić”?! Co to ma w ogóle znaczyć?! Była tu zaledwie parę dni i… puf? Ot tak zniknie?
            - Musiała wracać. Prawdopodobnie jej tata miał coś ważnego do zrobienia na ojczyźnie. Przykro mi. – nauczycielka powiedziała chłopcu na osobności.
            To było po prostu niemożliwe. Całkiem jak z jakiegoś chorego snu. On ją zdążył polubić, naprawdę polubić. Mieli jeszcze tyle spraw do omówienia. Był już szczęśliwy. Co jest z tym wszystkim nie tak? Czemu on nie może mieć prawa do radości?!
            Wybiegł z klasy, potem ze szkoły. Szedł całkowicie zamroczony swoją wściekłością, smutkiem i bezradnością. Mijał obojętnie ludzi i samochody. Jakaś kobieta spytała się czy nic mu nie jest. To wszystko było bez znaczenia. Mimo, że w mieście było pełno ludzi, on i tak czuł się samotny.
            Podniósł głowę by zobaczyć, gdzie jest. Był pod domem Darii. Nie było żadnego samochodu na podjeździe, ani zasłon w oknach. Stał tylko pusty, zimny dom. Bezsens. Adam zaczął płakać. Usiadł na ziemi i płakał. Bez końca.

***

            Do domu wrócił późno. W drzwiach przywitał go ojciec.
            - Od około godziny wydzwania do ciebie jakaś dziewczyna… - Kiedy tylko skończył to mówić, zadzwonił telefon. Chłopiec rzucił się do słuchawki.
            - Adam? – usłyszał znajomy głos.
            - J-ja… jak ty? – jąkał się chłopak.
            - Przed wyjazdem przejrzałam książkę telefoniczną i… sam widzisz. – Wręcz mógł zobaczyć ten jej urocz uśmiech.
            Tak wiele chciał jej powiedzieć: jak bardzo mu pomogła, jak jest jej wdzięczny, że tęskni. Chciał wiedzieć dlaczego wyjechała, zostawiła go tutaj samego. Chciał jej obiecać, że przyjedzie do niej bez względu na wszystko. Chciał ją okrzyczeć za to, że nic nie powiedziała o wyjeździe. Mnóstwo emocji nagromadziło się w jego głowie, nie pozwalając mu trzeźwo myśleć. Jedynymi słowami, które wydostały się szeptem z jego ust było ciche

 „kocham cię”…

2 komentarze:

  1. trochę (a nawet więcej niż trochę) banalna i dziecinna historia ... ale czego tu wymagać.

    OdpowiedzUsuń