Etykiety

piątek, 22 kwietnia 2011

I'm not really dead, sweety

Megalomania, kompletny egoizm i brak empatii. Patrząc na wszystko z perspektywy dnia kolejnego, martwię się do czego to wszystko prowadzi. Gdzie to się skończy? Jak? Nie rozumiem chyba już niczego. To dziwne, gdy jednego dnia czuję, że wszystko jest tak cholernie proste - aż proszące się o trochę chaosu - a drugiego wszystko samoistnie rozwala się na miliony drobnych kawałków. Zgubiłem sens, ale to nie tutaj leży problem. Kwestią mojego obecnego jestestwa jest brak chęci do ponownego odnalezienia go. To trochę tak jakbym przyzwyczaił się do tego zamętu emocjonalnego. Jestem tutaj, tam i jeszcze tam. Wszędzie. A każde "ja" inne od drugiego. Gmatwanina osobowości, labirynt z kilkoma wyjściami. Pytanie, które nade mną ciąży brzmi banalnie: która droga będzie lepsza...? Jakie konsekwencje będzie za sobą niosła? A może... może to wszystko jest naprawdę proste, a ja tylko zbytnio wyolbrzymiam własne odczucia. To też jakieś wyjście. Żałosna ucieczka tylnym wyjściem. I na tym powinienem skończyć ten wywód. Pozostawiam wam wolne pole do popisu, mówcie co chcecie. Chętnie wdam się w inteligentną dyskusję.

Pomimo wspaniałej pogody nie umiem wykrzesać z siebie choćby krzty chęci do jakiejkolwiek czynności, więc prawdopodobnie spędzę go domu. Kolejny dzień nicnierobienia. Nonsens goni bezsens.



2-3 maj, piknik europejski, park sielecki - koncert zespołu Czesław Śpiewa. Ktoś idzie? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz