Etykiety

piątek, 19 listopada 2010

"Śmierć trudnym tematem"

Po raz kolejny przepraszam za zastój. Wstawiam dla odświeżenia swoją pracę ze szkoły. Wybaczcie po raz kolejny za me lenistwo. :c


Zadano mi ostatnio interesujące pytanie, którego sens tu przytoczę i spróbuję nań odpowiedzieć. Otóż spytano mnie, czemu ludzie uważają śmierć za trudny temat, tak zwany „temat tabu”. Przyznam, że odpowiedź na to, z pozoru jakże proste, pytanie zajęło mi dłuższą chwilę. Nie, żeby było trudne. Po prostu wymagało czasu do przemyślenia, ponieważ kryło w sobie więcej głębi niż można by z początku przypuszczać. Każdy człowiek inaczej traktuje koniec. Koniec jakiegoś etapu w życiu, koniec świata, koniec końców, czyli śmierć, czy choćby koniec ulubionych chipsów. Każdy z nas potraktuje to zgoła inaczej. Chociażby z powodów religijnych, ale o tym w następnych akapitach. Śmierć jest jedyną pewną rzeczą w naszym życiu. Niezaprzeczalną. Wszyscy są wobec niej równi. I to sprawia, że śmierć jest równie straszna jak i fascynująca.
Podstawową kwestią, którą powinienem poruszyć to, co może o śmierci wiedzieć czternastoletnie dziecko? Egzystując na świecie przez ten szereg lat, większość z nas nabyła przeróżnych doświadczeń. Jedni więcej, drudzy z pozoru mniej, ale daleko nam do filozofów rozmyślających nad istotą końca, nieprawdaż? Nie jesteśmy też staruszkami, którzy zdają sobie sprawę, że ich dzień nadejdzie wcześniej czy później. Więc skąd niby mamy wiedzieć cokolwiek o śmierci? Nie wiem, ale postaram się napisać cokolwiek poruszającego. Taka praca.
Więc przejdźmy w końcu do tematu pracy. Czemu śmierć jest trudnym tematem? I tu najprostszą odpowiedzią byłby po prostu strach. Nic dodać, nic ująć. Strach przed nieznanym, jak napisała J.K. Rowling w sadze o młodym czarodzieju: „Patrząc na ciemność lub śmierć boimy się nieznanego – niczego więcej”. Tak, to na pewno jeden z głównych powodów, ale co powiemy, gdy spotkamy osobę mocno wierzącą? Większość z religii uważa, że po śmierci czeka nas coś nowego. Nowe życie, tu na Ziemi czy też w jakimś wyobrażeniu o raju. Ci ludzie nawet cieszą się z tego, że mogą odejść z tego świata pełnego zła. Odchodzą pełni nadziei, że tam będzie lepiej. Bez bólu, trudu, chorób, śmierci. Można by rzec, że im jest nawet prościej przyjąć to do wiadomości niż przeciętnemu ateiście.
Co jeszcze utrudnia nam rozmowę o śmierci? Być może fakt, że śmierć jest pewna. Pewna i nieodwracalna w skutkach, nie mamy nad nią władzy. Jako ludzie jesteśmy doskonale przekonani o naszym pozornym braku ograniczeń, że wszystko zależy od nas, a śmierć neguje i przewraca nasze przekonania o sto osiemdziesiąt stopni. Pokazuje nam, jacy jesteśmy słabi, krusi, jak nasze jedno życie ma małe znaczenie dla reszty ludzkości. Człowieczeństwo jest pogrążone przez swój własny egocentryzm i nie potrafi uświadomić sobie, że coś jest silniejsze od niego, wielkiego człowieka, władcy świata.
Więc mamy już dwa przypuszczalne powody, według których boimy się rozmawiać o końcu: strach i bezsilność. Dobrze, a dlaczego przy ciężko chorych zwykle uciekamy od tego tematu? Tu przychodzi kolejna banalna odpowiedź: niechęć do dodatkowego dołowania chorego. Większość z nas myśli, że taka osoba w pełni zdaje sobie sprawę z nadchodzącego końca, być może nawet ma jej wyznaczoną datę i że nie powinniśmy jej o tym przypominać. Moim zdaniem jest to wręcz niepoprawne. Myślę, że ci ludzie nie chcą kłamstw, chcą wiedzieć, co się z nimi dzieje. I jak Oskar w książce „Oskar i pani Róża” autorstwa E.Schmitt’a walczą o każdy dzień. Już nie tyle dla siebie, co dla osób im najbliższym. Dziesięcioletni chłopiec umarł samotnie, nie chcąc sprawiać nikomu przykrości. I w ten sposób dochodzimy do kolejnego prawdopodobnego powodu strachu przed rozmową – nie chcemy nikomu sprawić przykrości. I jest to problem obustronny. Umierający nie chce smucić wciąż żywych, a ci nie chcą jego. Naiwne i idiotyczne koło.
W mitologii greckiej było dwunastu wielkich bogów, w tym jeden, którego samo wypowiedzenie imienia wywoływało przerażenie wśród ludzi. Hades, władca podziemnej krainy Tartaru, bóg o nieograniczonej władzy, którego rozkazy były nieubłagane. Kraina, którą władał leżała gdzieś na nieokreślonych krańcach świata, osnuta była wiecznie mgłą i ciemnością. To tutaj Hermes przyprowadzał dusze zmarłych. I wierzę, że sporo by o tym opowiedział, gdyby jego usta nie były zamknięte przez pieczęć milczenia. Na zmarłych nad rzeką Styks czekał Charon, który za skromną opłatę przeprowadzał duszę na drugą stronę rzeki, gdzie zgodnie z wyrokami sądu piekielnego człowiek był przydzielany do krainy wiecznej szczęśliwości lub wiecznego potępienia. Jeszcze inni mieli pozostać na zawsze błąkającymi się niematerialnymi istotami pozbawionymi cierpień jak i radości. Ot, żywot zwykłego człowieka, który zrobił wiele dobrego jak i złego.
I w końcu powiedzenie „memento mori” – pamiętaj o śmierci. Nikt jej nie uniknie, nie da się tego zmienić, a na pewno od tego uciec. Taka jest istota końca i trzeba do tej myśli przywyknąć. Posiliłbym się nawet o stwierdzenie: trzeba to przeżyć.
W mojej pracy starałem się poruszyć przeróżne kwestie dotyczące śmierci. Niektóre mogą brzmieć wręcz abstrakcyjnie, ale… czy takie też nie jest jej wyobrażenie? Nie mamy pojęcia jak to „wygląda”. Artyści prezentujący swoją sztukę często przedstawiają skrajnie różne od siebie propozycje. To, że śmierć jest trudnym tematem do rozmowy, wiedzą przede wszystkim agenci oferujący ubezpieczenia na życie. Wiadomy powód, nieprawdaż? Powiedziałbym też, że ta praca jest w pewien sposób ryzykowna, ale to trochę nie na temat.
Konkludując: śmierć tylko z pozoru jest trudnym tematem. Wszystkie bariery tworzą się w naszym mózgu i jeśli je przezwyciężymy, będziemy szczęśliwszymi ludźmi. Bo po co się przejmować tym, że kiedyś i tak się umrze?

10 komentarzy:

  1. jak się robi to czytaj wiecej? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Otwierasz posta, no. Nad autorem powinieneś mieć "Czytaj więcej". :D

    OdpowiedzUsuń
  3. haha. przepraszam, nie zrozumiałem twojego pytania. później ci wyśle screena jak to się robi. tylko przypomnij mi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dojrzała i jednocześnie bardzo pochopna wypowiedź. O ile potrafię zgodzić się z strachem i bezsilnością , o której piszesz , o tyle wątek związany z ludźmi chorymi całkowicie do mnie nie przemawia. „Tu przychodzi kolejna banalna odpowiedź: niechęć do dodatkowego dołowania chorego.” Ta banalna odpowiedź jest tylko i wyłącznie wymówką. Nie chcemy rozmawiać z chorym o śmierci ponieważ ... nie potrafimy. Śmierć jest czymś nieznanym, trudnym, a człowiek jest zwykłym tchórzem, który boi się podjąć ryzyko związane z rozmyślaniem i dochodzeniem do sensu końca naszego życia.

    W końcu ciekawy blg... zajrzę tu jeszcze ;D

    ~Anonim

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, bez przesady z tą pochopnością. Z większością wypowiedzianych tutaj rzeczy do dzisiaj się zgadzam. ;) Co do tematu chorych: napisałem tutaj również o nieprzemawianiu do mnie tej niechęci do dołowania. Mimo wszystko, wciąż widzę ją jako główny powód(czy jak zauważyłaś/eś: zwykłą wymówkę) strachu przed rozmową z chorym. Dziękuję za komentarz i polecam się na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeżeli niechęć do dołowania nie przemawia do Ciebie to dlaczego uważasz to za główny powód? Nie sądzisz, że ludzie nie rozmawiają z chorym o śmierci ponieważ nie potrafią? Masz dziwnie podejście do tej sprawy, ale każdy ma prawo do własnego zdania ;P
    ~ Anonim

    OdpowiedzUsuń
  7. Chodzi mi o to, że JA tego nie rozumiem, nie przemawia to do mnie, a jednak ludzie często w ten sposób na to patrzą. Aż tak niezrozumiale to napisałem? :D Można uznać, że nie potrafią. To być może byłby najtrafniejszy argument. Tak samo możemy powiedzieć, że nie rozmawiamy z chorymi o śmierci, bo może być to uznane za nietakt. Dużo rzeczy w tym wątku mogłem rozwinąć - może kiedyś nad tym siądę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ludzie w ten sposób na to patrzą ponieważ nie chcą przyznać się do prawdy i udają. Nie musisz się denerwować, to tylko moje zdanie i będę się go trzymać chyba, że wymyślisz naprawdę dobry argument ;P
    Żartuję… to co napisałeś jest dobre, specyficzne, ale naprawdę dobre.
    ~Anonim

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie denerwuję się, nie mam nawet o co. W końcu ktoś sensownie komentuję mój wysiłek. :D No i nie mam zamiaru obalać twojego zdania, bo jest jak najbardziej poprawne. Dziękuję i do przeczytania. :)

    OdpowiedzUsuń