Etykiety

środa, 20 października 2010

Drzewo marionetek - ok. 6300 znaków // 24.10.10

Chyba pierwsze skończone opowiadanie z którego być może nie jestem jakoś super-duper zadowolony, ale mam plan na jego kontynuację.  Z tego miejsca pragnę pozdrowić Morkę, która rzekomo lubi tą historyjkę i czeka na jej część dalszą. Następny post wyjątkowo szybko się nie pojawi, chociaż w sumie... jestem w trakcie tworzenia, że tak powiem. Więc, co mogę jeszcze powiedzieć? Do następnego przede wszystkim. :D

Edit: Zedytowano dnia dwudziestego czwartego października. Myślę, że wypleniłem większość błędów i ułatwiłem wam czytanie tych moich marnych wypocin. :) Jak można też zauważyć oznaczyłem to jako pierwszy rozdział i muszę się z tego konsekwentnie wytłumaczyć. Otóż gdy skończy obecny projekt zabiorę się za to i wymodzę z tego coś dłuższego i myślę, że ciekawszego. Życzcie powodzenia.




“Drzewo marionetek”

1.        Historia sprzed pięciu lat

                Ciemna noc wraz z pełnią księżyca i cichym pomrukiwaniem wiatru tworzyła atmosferę znaną wszystkim fanom horrorów. Możesz być pewny, że tego wieczoru nie wyszedłbyś na miły spacerek po okolicy. Chociaż nie wykluczam opcji, że jesteś nie całkiem zdrowy na umyśle. Napomknę jeszcze przed rozpoczęciem tej historii, że Raven mieszkał w okolicy ogromnego lasu. W gazetach często ukazywały się artykuły na temat tego miejsca - zwykle z powodu dziwnych i nigdy niewyjaśnionych zaginień. Media zawsze tłumaczyły, że to tylko te cholerne wilki, ale… kto tym hipokrytom tak naprawdę wierzy? Gdyby to byli ci łowcy nocy, to po ofiarach zostałyby chociaż kości. Masz racje - po nich nie zostało nic. Druga sprawa, że władze często organizowały polowanie na te drapieżniki… chociaż żadnego z nich nie było w okolicy. Dlatego chłopak zwykle omijał ten las szerokim łukiem. Może miał rację?
                Silniejszy podmuch wiatru otworzył okno w pokoju Ravena prędko stawiając go przerażonego na równe nogi. Spanikowany bał się choćby kiwnąć palcem. Wpatrywał się tylko w kierunku okna, lecz gdy po kilku minutach nic nie nastąpiło, powoli wstał, zamknął je i położył się z powrotem do łóżka. Bezowocnie próbował usnąć.
                Chłopak miał problemy ze snem od samego początku. Od kiedy się tu wprowadził wraz z rodzicami. Nie chciał tego. Bał się tego miejsca i z całego serca go nienawidził. Jaki szaleniec zamieszkałby w miejscu oddalonym o kilka kilometrów od miasta, mając za sąsiadów jedynie zwierzęta leśne? Psychol. Tak, tylko prawdziwy psychol. Na nic próbował to wpoić rodzicom, oni twierdzili, że to całkiem ustronne i miłe miejsce. Nie było tak, a im zależało tylko na tym, żeby wydać jak najmniej kasy. Starzy lokatorzy z dziwną radością malującą się na twarzy oddawali im klucze do drzwi. Serio nienawidził tego miejsca.
                Ponownie wstał i zaczął po omacku szukać lampki nocnej. Gdy w końcu natrafił na nią palcami, okazało się, że nie działa. Normalne. Po raz kolejny musiało zabrakło prądu. Przeczekał moment, w którym oczy przyzwyczajają się do ciemności by ruszyć w kierunku drzwi. Potykając się dwa razy, doszedł chwiejnym krokiem do drzwi. Zszedł ostrożnie po schodach omijając znane na pamięć skrzypiące miejsca. Wyjrzał przez okno. Wiatr w niesamowity sposób kołysał drzewami niczym w takt powolnej muzyki znanej tylko im. Raven chociaż nie umiał jej usłyszeć, był zafascynowany tą sceną. Jak zaczarowany stał i patrzył w okno, gdy zrozumiał jak głupio musi wyglądać, ruszył do lodówki. Wziął pierwsze z brzegu mleko i napił się z gwinta. Gdy już to zrobił, ponownie spojrzał przez okno i znów wydawało mu się, że na dworze gra magiczna melodia w takt której tańczą drzewa. Raz za razem pochylając się i prostując, ruszając gałęziami i drobnymi, ciemnymi listkami. Gdy się tak wpatrywał w to piękne widowisko ujrzał w głębi lasu nikłe światło. Stanął jak wryty, bojąc się choćby złapać oddech.
                Co ktoś mógłby chcieć robić o tej porze w lesie? W t y m lesie?! – zastanawiał się - A może to jakiś zagubiony turysta? Powinienem mu chyba w takim razie pomóc… ale jak ja mam tam teraz wyjść?! W nocy?! Sam?!
                Walczył sam z sobą. Miał złamać swoją własną zasadę numer jeden, która brzmiała: „Nigdy nie wychodź po zmroku do lasu. Nigdy. Pod żadnym pozorem.”. Jedyny uchyłek w tej zasadzie to pożar lub psychopata w domu. Nic tam nie było o pomocy zagubionym turystom… ale nie mógł ich tak zostawić, prawda? Nie pozwalała mu na to jego dobra duszyczka. No cóż… zwykle tacy najszybciej kończą swój żywot.
                Zdecydował się wyjść. Nie wiedząc czemu to robi ubrał się w ciepłą kurtkę i wyszedł z domu. Wyjątkowo nie zostawił po sobie żadnej karteczki… przecież zaraz miał wrócić. Skierował się w stronę światła, gdy usłyszał piękny śpiew. Czy to była melodia wiatru? Melodia, która kazała drzewom tańczyć…? Po chwili zorientował się, że piosenka pochodzi z tej samej strony co coraz bardziej widoczne światło. To go zmotywowało do szybszego kroku. Tylko jedno mu nie pasowało. Czemu turyści mieliby śpiewać w środku lasu? Może inaczej… kto inteligentny zwraca na siebie uwagę w środku lasu? Jednak piosenka zaintrygowała go i nie mógł teraz tego tak zostawić.
                Patrząc się cały czas pod nogi, nie spostrzegł, że dochodzi do największego drzewa w lesie. Starego, majestatycznego dębu. Można by powiedzieć, że to zwykłe drzewo jak każde. Nieco przerośnięte, ale zwykłe. Tylko jedna rzecz sprawiała, że jest bardziej przerażające od innych. Drobny szczegół, którego ktoś mógłby nawet nie zauważyć. Wisielce. Wisielce porozwieszane na gałęziach drzewa za sznurki na każdej kończynie. Martwe ciała zwisały bezwładnie niczym marionetki. Gdy Raven to spostrzegł, było już za późno. Wiszące trupy nagle zerwały się, niczym kukły przywrócone do życia, sterowane jakimś nieznanym sztukmistrzem.
                Wokół rozbłysło nienaturalne zielone światło. Muzyka lasu całkowicie odmieniła swą melodię, przypominając teraz coś w stylu afrykańskich tańców wojennych, które nieraz można usłyszeć w programach dokumentalnych. Słychać było nawet bębny wystukujące rytmiczne dźwięki, chociaż nigdzie nie widać było grających. Raven był przerażony. Już od początku wiedział, że źle robi wychodząc z domu, ale dopiero teraz miał tego rezultat. Całość wyglądała niczym teatr. Jakaś scena z horroru. Z jednego trupa ściekała nawet parująca w zimnie świeża krew. Chłopak próbował uciekać, lecz ktoś złapał go za nogi i ogłuszył. Ostatnie słowa jakie usłyszał to wyszeptane mu koło ucha „Krew… krew obudzi cię do życia…”…

***

                W ciemnym pomieszczeniu, które tak naprawdę było wnętrzem drzewa, tajemnicza postać siedziała w miękkim fotelu. Patrzyła beznamiętnym wzrokiem w pustkę, jakby nie przejmowała się niczym. Nawet upływającym czasem, który obszedł się z nim całkiem nieuprzejmie. Nie zwrócił nawet uwagi, gdy przeszła koło niego postać przypominająca zombie. Jego ciekawość przykuł dopiero przedmiot niesiony przez potwora. Był to duży kielich czerwonawego płynu. Dokładnie wiedział, co to jest. Jego lekarstwo. Eliksir życia. Jego własna ambrozja. Z trudem uniósł rękę, wziął kielich i przyłożył go sobie do ust. Szkarłatna ciecz polała mu się po brodzie i spłynęła na nagie ciało. To było to, czego potrzebował od przeszło stu lat.
                Jego rysy nagle się wyostrzyły. Wszelkie zmarszczki zniknęły i powoli odzyskiwał pełnię władzy w członkach. Poruszył palcami, a następnie rozciągnął się.
                - Och, droga śmierci. Jak miło było cię spotkać i pożegnać. Znowu. – wyszeptał beznamiętnym tonem w ciemność – Tak, wiem. Udało mi się i nie wypadłem z gry. Żegnaj teraz…
                Jego odnowa przeszła znakomicie. Oczy rozbłysły czerwonym blaskiem… nie potrzebował już niczego. Mógł żyć, robiąc cokolwiek zapragnie. Aż do następnego stulecia…

***

                Raven zbudził się. Czuł się jakby przetańczył całą noc. Wszystko go bolało i do tego ten okropny koszmar z przerażającymi wisielcami. Ta krew, muzyka… straszne. Próbował wstać i poczuł bezwładność ciała. Był powieszony za ręce i nogi, przez co nie mógł się ruszyć. Nie mógł nic zrobić… po chwili poczuł coś dziwnego. Jakby odległy głos. Starał się na nim skupić całą swoją uwagę i gdy mu się to udało usłyszał myśli. Myśli kogoś potężnego. Nie miał pojęcia, co się stało, ani kto to jest. Zdawał sobie tylko sprawę, że już nie żyje…

11 komentarzy:

  1. heeee, dziękuję :*:* noo, bo ono jest kól :d

    OdpowiedzUsuń
  2. jesteś cudowny, pięknie piszesz! Oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę przesadzony ten komentarz, ale dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. przyznam, że opowiadanie jest dobre, aczkolwiek masz ubogie słownictwo. z czego można wywnioskować, że nie masz więcej niż 15 lat. mam rację?
    popracuj nad słownictwem, będzie idealnie. trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Być może ubogie słownictwo spowodowane jest tym, że opowiadanie było pisane z pół roku temu i od tego momentu tak naprawdę nieruszane. Nie wiem jak jest z resztą moich wytworów, to już zostawiam tobie. Wnioskujesz jak najbardziej poprawnie. Posłucham się zalecenia i jak najmocniej dziękuje za komentarz. Do przeczytania. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kicia ! ;* Odkrywam Cię na nowo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem kto mnie nazywa kicią i kto mnie na nowo odkrywa, ale... pozdrawiam. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. zatracę się w Twoich dziełach dzisiaj, ale troszkę później, oraz czekam na jakieś teraźniejsze. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Będzie mi bardzo miło. Powiem Ci, że twój wczorajszy komentarz nakłonił mnie do poprawy tego opowiadania. Siadłem z kartką i czerwonym długopisem w ręce i poprawiałem, co się dało. Wstawię później tę minimalnie poprawioną wersję. :) Teraźniejsze... najnowszym z moich utworów jest "Agresja", ale nie jestem pewny czy dobrze wykorzystałem w nim temat, więc najchętniej poleciłbym ci "Małpkę". W chwili obecnej piszę coś ambitniejszego i dłuższego, ale zacznę to wstawiać jak będę miał chociaż te trzy-cztery rozdziały. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. łał, jestem pod wrażeniem, że moja opinia tak na Ciebie wpłynęła. zrobię sobie kakao i zabieram się za czytanie. miłego pisania, przede wszystkim owocnego. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakoś głupio mi się zrobiło po przeczytaniu tego. :D Dziękuje. Ja życzę powodzenia w czytaniu. :)

    OdpowiedzUsuń